Przejdź do treści

20 lat w klasztornej celi z zamurowanym oknem. Sprawa Barbara Ubryk i mechanizm kościelnego milczenia

Krzyki w środku nocy. Nagłe napady pobudzenia. Obnażanie się przy oknie klasztoru i wołanie do przechodniów. Dla XIX-wiecznych zakonnic był to skandal. Dla lekarzy – dziś byłby to oczywisty sygnał ciężkiej choroby psychicznej. Dla Barbary Ubryk oznaczało to coś zupełnie innego: zamknięcie w klasztornej celi z zamurowanym oknem na ponad 20 lat.
  • Barbara Ubryk - Spędziła ponad 20 lat w ciemnej celi klasztornej
    Caption
    Barbara Ubryk - Spędziła ponad 20 lat w ciemnej celi klasztornej

Kraków, lipiec 1869 roku. Po anonimowym donosie komisja sądowa wchodzi do klasztoru karmelitanek bosych. Za drzwiami jednej z cel znajduje nagą, skrajnie wychudzoną kobietę – od lat izolowaną w pomieszczeniu z zamurowanym oknem, bez światła dziennego i kontaktu ze światem. To Barbara Ubryk. Zakonnica została zamknięta tam około 1848 roku po serii niepokojących objawów choroby psychicznej, uznanych wówczas za „zgorszenie”. Spędziła w klasztornej celi ponad 20 lat. Sprawa wywołała zamieszki w Krakowie i skandal w europejskiej prasie, obnażając mechanizm, w którym „wewnętrzny problem” instytucji może przez dekady pozostawać niewidoczny.

Od czego to się zaczęło

Kilka lat po wstąpieniu do zakonu, Barbara Ubryk zaczęła przejawiać poważne zaburzenia psychiczne. Źródła z epoki opisują u niej silne pobudzenie emocjonalne i seksualne, epizody dezorientacji, nagłe wybuchy agresji oraz zachowania uznawane wówczas za nieprzyzwoite – między innymi pojawianie się nago w oknie klasztoru i zwracanie się do ludzi z zewnątrz.

W XIX-wiecznej terminologii medycznej określano to mianem „nimfomanii” – pojęciem, które łączyło diagnozę z oceną moralną. Dziś taki zespół objawów interpretowano by raczej jako ciężkie zaburzenie psychotyczne lub afektywne.

Zamiast leczenia zastosowano jednak rozwiązanie instytucjonalne. Najpierw ograniczono jej kontakty z innymi siostrami. Potem zamknięto ją w osobnej celi. W końcu zamurowano okno, aby nie była widoczna z zewnątrz.

Oficjalnym uzasadnieniem było „zapobieganie zgorszeniu” i „ochrona wspólnoty”. W praktyce oznaczało to, że osoba ciężko chora psychicznie została całkowicie odcięta od świata – bez stałej opieki lekarskiej, bez terapii, bez realnego nadzoru. 

Była tylko cela. I cisza.

Miejsce, którego „nie wolno” kontrolować

W drugiej połowie XIX wieku klasztor klauzurowy nie był zwykłym adresem w mieście. Był przestrzenią, do której nie wchodziło się jak do prywatnego domu, bo działała tam klauzura – formalna bariera oddzielająca świat zewnętrzny od życia zakonnego. Gdy 20 lipca 1869 r. do krakowskiego sądu trafił anonim informujący o uwięzionej zakonnicy, urzędnicy od razu rozumieli, że sprawa jest „delikatna”: wejście na teren klauzury wymagało porozumienia z władzą kościelną. Zanim więc komisja pojechała na Wesołą, powiadomiono administratora diecezji krakowskiej, biskupa Antoniego Junoszę Gałeckiego. Do komisji oddelegowano jego przedstawiciela – księdza Romana Spithala (w części relacji występuje jako „Spital”).

To już pierwszy element mechanizmu „milczenia instytucji”: kontrola nie jest automatyczna i niezależna, tylko przebiega tak, by nie naruszyć autorytetu i nie wywołać konfliktu. Nawet gdy podejrzenie dotyczy przemocy lub bezprawnego pozbawienia wolności.

21 lipca 1869: otwarcie drzwi i obraz, który poszedł w świat

Następnego dnia komisja weszła do klasztoru i zażądała doprowadzenia do siostry Barbary Ubryk – dokładnie tak brzmiało nazwisko w anonimie. Zakonnice początkowo stawiały opór, ale ostatecznie doprowadzono urzędników pod drzwi celi. Za podwójnymi, grubymi drzwiami była niemal pełna ciemność. W relacjach prasowych, cytowanych także w opracowaniach, powtarza się szczegół, który jest tu kluczowy i który warto nazywać precyzyjnie: nie „zamurowana cela”, lecz okno zamurowane aż po górną część, co oznaczało brak światła dziennego i kontaktu wzrokowego ze światem.

Według protokołów komisji oraz relacji prasowych z epoki kobieta była niemal naga, skrajnie wychudzona i pokryta brudem. Siedziała skulona na starej słomie, w celi tak ciemnej, że przy świetle świecy ledwie dało się odróżnić dzień od nocy. Fetor pochodził z nieosłoniętej wygódki połączonej z dołami kloacznymi. Jej ciało nosiło ślady wieloletniego zaniedbania i urazów powstałych od uderzania o ściany.

Gdy zapytano ją, dlaczego tu siedzi, Barbara Ubryk miała odpowiedzieć: 

„Popełniłam grzech nieczystości, ale i wy, siostry, nie jesteście aniołami.”

Najważniejsze jest jednak to, co wynika z samej konstrukcji sytuacji: nie mówimy o „krótkiej izolacji”, tylko o systemowym wyłączeniu człowieka z widoku – dosłownie i symbolicznie.

Litografia barwna przedstawiająca odkrycie Barbary Ubryk w Klasztorze Sióstr Karmelitanek Bosych
Litografia barwna przedstawiająca odkrycie Barbary Ubryk w Klasztorze Sióstr Karmelitanek Bosych - Autorstwa Nieznany - Polish National Library, http://www.polona.pl/dlibra/doccontent2?id=5939&from=latest, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3183368

Co wiemy o chorobie i o tym, jak ją „leczono”

W dokumentach i opisach pojawiają się zachowania seksualne, pobudzenie, epizody dezorganizacji, zachowania autoagresywne lub destrukcyjne. Część relacji z epoki interpretuje to w kategoriach „nimfomanii”, co było w XIX wieku chętnie używanym, dziś anachronicznym określeniem medycznym i moralnym naraz. To ważne, bo pokazuje, jak łatwo „diagnoza” mieszała się z oceną obyczajową – a ta z kolei ułatwiała zamknięcie tematu w obrębie instytucji: zamiast leczenia była izolacja.

Zamurowanie okna opisywano jako reakcję na zachowania, które „gorszyły” otoczenie: pojawianie się w oknie nago czy odzywki do osób pracujących w ogrodzie. W wielu relacjach przewija się też obraz podawania posiłków przez klapkę w drzwiach i „próby zapomnienia” o istnieniu chorej. To właśnie w takich szczegółach widać drugi element mechanizmu: jeśli coś jest wstydliwe, trudne i kompromitujące, najprościej sprawić, by było niewidoczne.

Nazwiska, decyzje, odpowiedzialność

Śledztwo po stronie władz świeckich prowadził sędzia śledczy Władysław Gebhardt. W komisji pojawiają się także asesorzy sądowi Stanisław Gralewski i Teofil Parvi/Pravy oraz protokolant Kwiatkowski. Ze strony kościelnej wchodził delegat biskupa, ks. Roman Spithal. To pokazuje, że jeszcze przed wejściem do klasztoru ustawiono ramy: kontrola ma się odbyć, ale w obecności reprezentanta Kościoła.

Po ujawnieniu warunków biskup Gałecki miał – według relacji – szybko zgodzić się na działania i zwolnić Barbarę od klauzury. Równolegle ruszyły czynności karne: aresztowano przeoryszę Marię Wężyk i jej poprzedniczkę Maurycję Ksawerię Josaph. Przesłuchiwano też przeora karmelitów z Czernej (sprawującego nadzór nad klasztorem karmelitanek bosych), który przyznał, że wiedział o przetrzymywaniu zakonnicy.

I tu widać trzeci element mechanizmu milczenia: odpowiedzialność rozmywa się w strukturze. Kto jest winny – konkretne siostry? przełożona? nadzór zakonny? hierarchia diecezjalna? Zewnętrzny świat słyszy o „zakonnicach”, a formalny aparat instytucji potrafi rozłożyć ciężar winy tak, by system nie został realnie naruszony.

Skandal w mieście i w Europie: gdy sprawa wymyka się z murów klasztornych

Kiedy szczegóły dotarły do prasy, Kraków zareagował gwałtownie. W relacjach przewija się obraz tłumów pod klasztorami, wybijanych szyb i starć, do których trzeba było angażować siły porządkowe. To jeden z najbardziej wymownych momentów całej historii: przez lata sprawa mogła być „wewnętrzna”, ale gdy przekroczyła próg opinii publicznej, instytucjonalna cisza przestała wystarczać.

Europa i świat chwyciły temat, bo uderzał w dwa wrażliwe punkty epoki: w rosnącą rolę prasy oraz w pytanie o to, co dzieje się w miejscach wyłączonych spod zwykłej kontroli.

Mechanizm milczenia – nie teoria, lecz konkretna praktyka

W sprawie Barbara Ubryk nie chodzi o prostą tezę, że „wszyscy w Kościele zawsze tuszują wszystko”. Chodzi o coś znacznie bardziej namacalnego: o konkretne warunki instytucjonalne, które pozwoliły utrzymać dramat jednej osoby poza światem przez ponad dwie dekady.

Klauzura klasztorna skutecznie blokowała zewnętrzną kontrolę. Choroba psychiczna była traktowana jako wstydliwy problem „do zamknięcia”, nie jako stan wymagający leczenia. Autorytet Kościoła sprawiał, że świeckie instytucje działały ostrożnie i z opóźnieniem. A gdy sprawa w końcu wyszła na jaw, odpowiedzialność rozmyła się w strukturze – między przełożonymi, zakonem i kurią.

To właśnie ten schemat – izolacja, brak realnego nadzoru, wewnętrzne „rozwiązywanie problemu” i minimalizowanie odpowiedzialności – jest sednem historii Barbary Ubryk. Nie sensacja, lecz system.

Ten mechanizm nie jest zresztą wyłącznie XIX-wiecznym problemem instytucji religijnych. W świeckich realiach działa bardzo podobnie – gdy „kłopotliwa” osoba zostaje zamknięta w czterech ścianach, a otoczenie wybiera milczenie zamiast reakcji. Skrajnym przykładem jest historia kobiety, która po „karze” ze strony matki spędziła 25 lat przykuta do łóżka – dramat, który również przez lata pozostawał niewidoczny dla świata:

Ale wracając do Krakowa 1869 roku – w przypadku Barbary Ubryk ten sam schemat przybrał formę instytucjonalną. Zamiast prywatnego mieszkania była klasztorna cela. Zamiast rodzinnego milczenia – klauzura i hierarchia. Zamiast biernego otoczenia – struktura, która przez lata skutecznie izolowała problem od świata zewnętrznego. Najpierw działa bariera formalna i społeczna: klauzura oraz autorytet Kościoła sprawiają, że świecka kontrola jest utrudniona, a temat traktuje się jak potencjalny konflikt z instytucją. Potem bariera psychologiczna: w XIX wieku choroba psychiczna była postrzegana jako wstyd, zagrożenie i „zgorszenie”, co sprzyjało przekonaniu, że lepiej ją ukryć niż leczyć. Wreszcie bariera proceduralna – nawet gdy sprawa wychodzi na jaw, odpowiedzialność łatwo rozmywa się w strukturze, a instytucja broni się nie tylko milczeniem, lecz także formalizmem.

Historia Barbary Ubryk pokazuje, że instytucja potrafi latami utrzymywać dramat jednostki poza światem – dopóki nie wkroczą mechanizmy zewnętrzne: prasa, opinia publiczna i państwowa kontrola.

Wtedy murami były cegły klauzury i zamurowane okno. Dziś mur bywa papierowy: przenoszenie spraw, przeciąganie postępowań, minimalizowanie problemu, zarządzanie kryzysem wizerunkowym. Ten sam schemat „to sprawa wewnętrzna” powraca w różnych formach, choć dotyczy innych czynów i innej epoki.

Dlatego zestawienie tej XIX-wiecznej historii ze współczesnymi, udokumentowanymi przypadkami nadużyć nie jest publicystyczną przesadą, lecz próbą pokazania wspólnego mianownika: konfliktu między dobrem ofiary a ochroną instytucjonalnego spokoju.

Co zostało po Barbarze Ubryk

Barbara Ubryk po ujawnieniu sprawy została objęta opieką lekarską. W dokumentacji pojawiają się badania biegłych i opisy stanu cielesnego i psychicznego. Jednym z kluczowych opracowań medyczno-sądowych jest sprawozdanie Leona Halbana (wydane wkrótce po wydarzeniach).

W wymiarze społecznym sprawa stała się symbolem: jedni widzieli w niej argument przeciw zakonom i klauzurze, inni – przykład, jak łatwo prasa epoki produkowała uproszczenia i „sensacje”. Obie rzeczy mogą być prawdziwe naraz: skandal był realny, a jednocześnie jego medialne życie bywało brutalnie uproszczone.

Bibliografia

  1. Leon Halban, Sprawozdanie sądowo-lekarskie o stanie cielesnym i umysłowym Barbary Ubrykównej, 1870 (wyd. w zbiorach Biblioteki Narodowej/Polona).
  2. Sprawa Barbary Ubryczanki, karmelitanki krakowskiej, 1869 (druk ulotny / publikacja z epoki w zbiorach Biblioteki Narodowej/Polona).
  3. Zbrodnia w klasztorze: czterdziestolecie Barbary Ubryk…, 1909 (publikacja rocznicowa w zbiorach Biblioteki Narodowej/Polona).
  4. Natalia Budzyńska, Ja nie mam duszy. Sprawa Barbary Ubryk, uwięzionej zakonnicy, której historią żyła cała Polska, Znak, Kraków 2020.
  5. Artykuł historyczny: Historia Barbary Ubryk zszokowała XIX-wieczną Europę. Kościół był za to długo krytykowany, „National Geographic Polska”, 2024.
  6. Reportaż/opracowanie prasowe z cytatami źródłowymi: Barbara Ubryk. Tragiczna historia zakonnicy, „Magazyn TVN24” (archiwum), 2017.