Przejdź do treści

Wujek D. Trumpa przez 3 dni analizował notatki Nikoli Tesli. Co zawierały te dokumenty?

Nikola Tesla zmarł samotnie w nowojorskim hotelu, ale prawdziwa tajemnica zaczęła się dopiero po jego śmierci. Jego dokumenty zostały zabezpieczone przez państwo, a do ich oceny wezwano Johna G. Trumpa — inżyniera z MIT i wuja przyszłego prezydenta USA. Co naprawdę zawierały notatki jednego z największych wynalazców w dziejach?
  • Nikola Tesla - Tajemnica zaginionych notatek i dzienników prac
    Caption
    Nikola Tesla - Tajemnica zaginionych notatek i dzienników prac

Brzmi to jak początek thrillera historycznego: umiera genialny wynalazca, jego rzeczy zostają zabespieczone, a urzędnicy sprawdzają, czy nie zostawił po sobie technologii o znaczeniu wojskowym. W samym centrum tej historii znalazł się John G. Trump — ceniony specjalista od wysokich napięć, który miał ocenić, czy w papierach Tesli kryje się coś naprawdę niebezpiecznego lub przełomowego.

Wujek Donalda Trumpa badał notatki Tesli. Co zawierały te dokumenty?

Nikola Tesla zmarł 7 stycznia 1943 roku w hotelu New Yorker. Dla świata był już wtedy nie tylko wynalazcą, ale także postacią obrosłą legendą — geniuszem, który rzekomo wiedział więcej, niż zdołał ujawnić. I właśnie dlatego jego śmierć nie zamknęła tej historii. Ona ją dopiero otworzyła.

Po śmierci Tesli jego rzeczy nie trafiły po prostu do rodziny jak zwykły majątek po zmarłym. Zostały spakowane, zapieczętowane i przekazane do Office of Alien Property Custodian, a następnie przewiezione do magazynu na Manhattanie. Samo Nikola Tesla Museum opisuje ten ciąg zdarzeń jako element oficjalnej historii spuścizny po wynalazcy. 

Dlaczego władze w ogóle się tym zainteresowały

Odpowiedź jest dość prosta, ale bardzo nośna. Tuż przed śmiercią Tesla ponownie wspominał o swojej słynnej broni wiązkowej, którą prasa chętnie przedstawiała jako „death beam”. Był środek II wojny światowej, więc amerykańskie instytucje nie mogły tego całkowicie zlekceważyć. Według PBS obawiano się, że w jego papierach mogą znajdować się pomysły związane z uzbrojeniem albo rozwiązania, które nie powinny trafić w obce ręce. To nie znaczy jeszcze, że Tesla rzeczywiście zostawił gotową broń przyszłości. Ale sam fakt, że państwo potraktowało jego dokumenty poważnie, wystarczył, by narodziła się legenda.

Kim był człowiek, który analizował papiery Tesli?

Tym człowiekiem był John G. Trump. Nie przypadkowy urzędnik, lecz inżynier elektryk i specjalista od wysokich napięć, pracujący dla struktur badawczych związanych z obronnością. Dziś jego nazwisko przyciąga dodatkową uwagę z jednego powodu: był wujkiem Donalda Trumpa

John G. Trump i łuki powstające w generatorze Round Hill

Jesienią 1931 roku John G. Trump przyjechał do MIT, by zrobić doktorat z elektrotechniki. W tym czasie nowy prezydent uczelni, fizyk Karl Compton, rozwijał tam badania naukowe i ściągał nowych specjalistów. Jeden z profesorów MIT, Vannevar Bush, skierował Trumpa do współpracy z Robertem J. Van de Graaffem — młodym fizykiem pracującym nad nowym generatorem elektrostatycznym. Van de Graaff został promotorem Trumpa i jego wieloletnim współpracownikiem.

Van de Graaff chciał stworzyć generator o tak wysokim napięciu, by możliwe było sztuczne rozszczepienie atomu. Pracował nad dwoma typami konstrukcji: dużymi modelami działającymi na otwartym powietrzu, które wymagały ogromnych kul, oraz mniejszymi urządzeniami w próżni, trudniejszymi do wykonania.

W 1933 roku zaprezentował generator Round Hill — maszynę wysoką na 13 metrów, izolowaną powietrzem. Urządzenie robiło ogromne wrażenie, bo wytwarzało widowiskowe łuki elektryczne i przyciągnęło uwagę prasy. Pokaz ujawnił jednak także słabość tej konstrukcji: przy bardzo wysokim napięciu prąd zaczynał przebijać się przez powietrze. Mimo tych ograniczeń właśnie prace nad takimi projektami ugruntowały pozycję Trumpa jako eksperta od skomplikowanych układów elektrycznych i wysokich napięć. Nic więc dziwnego, że gdy po śmierci Nikoli Tesli trzeba było ocenić pozostawione przez niego materiały, wybór padł właśnie na niego.

Co Trump napisał po analizie

Po trzydniowej analizie John G. Trump uznał, że myśli i wysiłki Tesli z ostatnich około piętnastu lat miały w dużej mierze charakter spekulacyjny, filozoficzny i częściowo promocyjny. Pisał też, że nie zawierały nowych, solidnych i praktycznie działających zasad pozwalających zrealizować pomysły związane z wytwarzaniem i bezprzewodowym przesyłaniem energii. I właśnie to jest jeden z najciekawszych momentów całej historii. Bo z jednej strony mamy chłodny, urzędowy wniosek: nie znaleziono tam nic, co wyglądałoby na gotową technologię przełomową. Z drugiej strony mamy postać Tesli, wokół której legenda była już tak silna, że dla wielu ludzi taka odpowiedź brzmiała podejrzanie wręcz zbyt zwyczajnie.

A jednak Tesla naprawdę pisał o „energii promienistej”

Gdyby ta cała historia opierała się wyłącznie na plotkach, temat byłby dużo słabszy. Problem w tym, że istnieje bardzo konkretny trop, który tę legendę podtrzymuje Tesla rzeczywiście miał patent zatytułowany “Apparatus for the Utilization of Radiant Energy”. Patent został opublikowany 5 listopada 1901 roku. W jego treści Tesla pisał o urządzeniu wykorzystującym kondensator, płytę przewodzącą i działanie promieni lub radiacji, takich jak promieniowanie ultrafioletowe czy promienie katodowe. To pokazuje jedną rzecz: „energia promienista” nie jest późniejszym internetowym dodatkiem do historii Tesli. To rzeczywisty termin pojawiający się w jego pracy patentowej. Innymi słowy — ten trop ma źródło w dokumentach epoki, a nie wyłącznie w fantazjach miłośników tajemnic.

To właśnie z tej idei po latach zaczęto budować znacznie dalej idące opowieści — między innymi o tym, że technologia Tesli mogła stać się podstawą tajnych eksperymentów z teleportacją i podróżami w czasie, o których szeroko opowiadał Andrew Basiago.

Czy właśnie tego dotyczyły notatki?

Nie ma twardego dowodu na to, że dokumenty analizowane po śmierci Tesli dotyczyły akurat jego prac nad energią promienistą. To już byłoby zbyt daleko idącym uproszczeniem. Można jednak powiedzieć coś innego, bardziej rzetelnego. Wiemy, że Tesla interesował się takimi zagadnieniami i że pozostawił po sobie patenty oraz koncepcje związane z energią, promieniowaniem i przesyłem bezprzewodowym. Wiemy też, że państwo potraktowało jego papiery na tyle serio, by zlecić ich ekspertyzę. Ale nie mamy dokumentu, który pozwalałby uczciwie napisać: „to właśnie notatki o energii promienistej zostały przejęte i ukryte”.

Opowieść o zaginionych papierach

W tej historii naprawdę istnieje warstwa niedopowiedzeń. PBS opisuje sprawę missing papers jako jedną z bardziej kontrowersyjnych w biografii Tesli. W relacjach pojawiały się wzmianki, że po śmierci wynalazcy brakowało części technicznych papierów i czarnego notatnika, w którym miały znajdować się materiały oznaczane jako „Government”. 

Co naprawdę mogły zawierać te dokumenty

Najbardziej prawdopodobna odpowiedź jest mniej widowiskowa, ale wcale nie nudna. Dokumenty Tesli zapewne zawierały mieszankę szkiców technicznych, notatek dotyczących jego późnych koncepcji, materiałów związanych z bezprzewodowym przesyłem energii, pomysłów na broń wiązkową oraz rozwinięć idei, nad którymi pracował przez dziesięciolecia. To nie musi oznaczać, że były tam opisane "gotowe" technologie zdolne odmienić losy świata. Ale równie uczciwie trzeba przyznać, że nie były to też zapewne zwykłe, nic niewarte papiery starego człowieka. Skoro angażowano ekspertów, skoro rzeczy zabezpieczono, skoro po latach wracano do tematu, to znaczy, że przynajmniej część spuścizny Tesli traktowano bardzo poważnie.

Między faktem a mitem

Wujek Donalda Trumpa naprawdę badał dokumenty Tesli. Państwo naprawdę zabezpieczyło spuściznę po wynalazcy. Tesla naprawdę opatentował urządzenie związane z wykorzystaniem „energii promienistej”. Wszystko to jest udokumentowane.

Nie da się jednak uczciwie powiedzieć, że w tych papierach na pewno znajdował się sekret przełomowej energii albo że właśnie taki projekt zniknął. I być może właśnie to jest w tej historii najbardziej pociągające. Nie pełna odpowiedź, lecz to, że po tylu latach wciąż zostaje w niej miejsce na wątpliwości.

Bibliografia

  1. Nikola Tesla, Apparatus for the Utilization of Radiant Energy, U.S. Patent No. 685,957, 1901.
  2. PBS, Tesla: Master of Lightning — The Missing Papers.
  3. Nikola Tesla Museum, History.