Przejdź do treści

Papież kazał osądzić trupa. Wykopane zwłoki postawiono przed sądem

W historii Kościoła nie brakuje sporów, intryg i walk o władzę, ale wydarzenie z 897 roku należy do najbardziej makabrycznych i absurdalnych epizodów średniowiecznego Rzymu. Papież Stefan VI kazał wydobyć z grobu ciało swojego poprzednika, papieża Formozusa, ubrać je w papieskie szaty i postawić przed sądem. Martwy od kilku miesięcy człowiek został formalnie oskarżony, osądzony i uznany za winnego. Po wyroku zwłoki pozbawiono insygniów, odcięto im palce używane do błogosławieństwa.
  • Synod Trupi - Makabra w dziejach Kościoła
    Caption
    Synod Trupi - Makabra w dziejach Kościoła

Trudno uwierzyć, że taki proces naprawdę odbył się w historii Kościoła. Pod koniec IX wieku w Rzymie przed sądem kościelnym postawiono nie żywego człowieka, lecz zwłoki papieża. Ciało Formozusa wydobyto z grobu, posadzono na tronie, ubrano w szaty pontyfikalne i oskarżono o przestępstwa, których miał dopuścić się za życia. Ponieważ zmarły nie mógł się bronić, odpowiadał za niego diakon. Wyrok był z góry przesądzony, a kara miała wymiar nie tylko polityczny, ale też symbolicznie okrutny.

Proces, który nie powinien się wydarzyć

W styczniu 897 roku w bazylice św. Jana na Lateranie w Rzymie doszło do wydarzenia, które późniejsza tradycja nazwała Synodem Trupim, po łacinie Synodus Horrenda. Sama nazwa dobrze oddaje charakter tej sceny. Nie chodziło o zwykły spór prawny, nawet jak na brutalne realia średniowiecznej polityki. Chodziło o sąd nad człowiekiem, który od miesięcy nie żył.

Papieżem, który doprowadził do tego procesu, był Stefan VI, w niektórych opracowaniach numerowany także jako Stefan VII. Jego poprzednikiem, którego ciało wydobyto z grobu, był Formozus, papież w latach 891–896. Według przekazów ciało Formozusa miało leżeć w grobie około dziewięciu miesięcy, zanim zostało odkopane, ubrane w papieskie szaty i posadzone na tronie, jakby zmarły nadal był uczestnikiem kościelnego procesu.

W sali synodu znajdowali się duchowni, przedstawiciele rzymskiego duchowieństwa i papież Stefan VI. Przed nimi siedziały zwłoki Formozusa. Martwy papież został oskarżony między innymi o krzywoprzysięstwo, naruszenie prawa kanonicznego oraz nielegalne objęcie urzędu biskupa Rzymu. Jednym z najważniejszych zarzutów było to, że zanim został papieżem, Formozus był biskupem Porto, a przenoszenie biskupa z jednej diecezji do drugiej budziło wówczas poważne spory kanoniczne.

Diakon odpowiadał za zwłoki

Najbardziej groteskowy szczegół tego procesu polegał na tym, że zmarły miał formalnie „uczestniczyć” w rozprawie. Ponieważ ciało nie mogło mówić, wyznaczono diakona, który odpowiadał w jego imieniu. Trudno wyobrazić sobie bardziej ponury teatr władzy: na tronie siedziały rozkładające się zwłoki, a żywi duchowni zadawali im pytania i wydawali wyrok.

Nie był to jednak teatr bez znaczenia politycznego. W tamtym czasie papiestwo było uwikłane w brutalne walki rodów, stronnictw i władców świeckich. Rzym końca IX wieku nie przypominał spokojnego centrum religijnego autorytetu. Był miejscem, w którym urząd papieski często stawał się narzędziem rywalizacji między frakcjami. Formozus miał swoich zwolenników i wrogów, a po jego śmierci przeciwnicy postanowili zniszczyć nie tylko jego pamięć, lecz także skutki jego pontyfikatu.

Proces martwego papieża miał więc wymiar praktyczny. Jeśli Formozus zostałby uznany za nielegalnego papieża, można było unieważnić jego decyzje, nominacje i święcenia. Chodziło zatem nie tylko o zemstę na zmarłym, ale również o przewrócenie całego porządku kościelno-politycznego, który pozostawił po sobie.

Wyrok był makabryczny

Formozus został uznany za winnego. Jego wybór na papieża uznano za nieważny, a decyzje podjęte podczas pontyfikatu miały zostać unieważnione. Potem nastąpiła część najbardziej makabryczna. Zwłoki zdjęto z tronu, pozbawiono papieskich szat i potraktowano jak ciało skazańca, któremu należy odebrać godność nawet po śmierci.

Według przekazów odcięto trzy palce prawej dłoni Formozusa — te, którymi jako papież udzielał błogosławieństwa. Był to gest wyjątkowo symboliczny. Nie chodziło wyłącznie o fizyczne okaleczenie zwłok, lecz o pośmiertne zanegowanie jego duchowej władzy. Palce, którymi błogosławił, miały zostać usunięte tak, jakby żywi chcieli wymazać wszystkie akty, których dokonał jako papież.

Ciało Formozusa miało następnie zostać pochowane w niegodnym miejscu, a później wrzucone do Tybru. Według późniejszych relacji zwłoki zostały jednak odnalezione i ostatecznie pochowane z większym szacunkiem. Już sama ta sekwencja zdarzeń pokazuje, jak gwałtownie zmieniała się sytuacja polityczna w Rzymie. To, co jedni uznali za akt sprawiedliwości, inni potraktowali jako hańbę i nadużycie.

Ludzie odebrali to jako przekroczenie granicy

Wydarzenia z 897 roku szybko obróciły się przeciwko Stefanowi VI. Proces martwego papieża wywołał w Rzymie oburzenie, a sam Stefan niedługo później stracił władzę. Według przekazów został uwięziony i uduszony w więzieniu. Jego upadek pokazuje, że nawet w brutalnym średniowiecznym świecie istniały granice, których przekroczenie mogło doprowadzić do politycznej katastrofy.

Kolejni papieże próbowali odwrócić skutki Synodu Trupiego. Decyzje przeciwko Formozusowi zostały anulowane, a jego święcenia i akty uznano za ważne. Ciało, które wcześniej potraktowano jak przedmiot pohańbienia, miało zostać ponownie pochowane z honorami. Historia zaczęła zataczać krąg: najpierw Formozusa potępiono po śmierci, potem rehabilitowano, a później kolejne spory znów wracały do jego osoby.

To pokazuje, że Synod Trupi nie rozwiązał żadnego problemu. Przeciwnie — stał się symbolem chaosu, w którym Kościół zachodni znalazł się u schyłku IX wieku. Zamiast wymazać pamięć Formozusa, uczynił ją nieśmiertelną. Gdyby nie makabryczny proces, Formozus byłby dziś jednym z wielu średniowiecznych papieży znanych głównie specjalistom. Tymczasem zapamiętano go przede wszystkim jako człowieka, którego zwłoki postawiono przed sądem.

Dlaczego ta historia nadal intryguje?

Synod Trupi przetrwał w pamięci nie tylko dlatego, że był czymś ekstremalnie makabrycznym. Podobnych aktów okrucieństwa w historii nie brakowało. Fascynuje dlatego, że łączy w sobie kilka elementów naraz: religijny rytuał, polityczną zemstę, prawniczy absurd i niemal teatralną scenografię. Trup w papieskich szatach, diakon mówiący w jego imieniu, wyrok nad martwym człowiekiem i obcięte palce — to obrazy, które trudno wymazać z wyobraźni.

Dziś Synod Trupi bywa przywoływany jako jedna z najbardziej osobliwych scen w dziejach Kościoła. Jest zarazem przestrogą przed tym, co dzieje się wtedy, gdy prawo staje się farsą, religijny autorytet narzędziem odwetu, a pamięć o zmarłych polem politycznej walki. W tej historii najbardziej przerażające nie jest nawet to, że osądzono trupa. Najbardziej przerażające jest to, że zrobiono to z pełną urzędową powagą.

Źródła

  • Encyclopaedia Britannica, „Formosus”, opracowanie biograficzne dotyczące papieża Formozusa i Synodu Trupiego.
  • Encyclopaedia Britannica, „Stephen VI (or VII)”, opracowanie dotyczące papieża Stefana VI i procesu zwłok Formozusa.
  • JSTOR Daily, Lorraine Boissoneault, „The Cadaver Synod: Putting a Dead Pope on Trial”, 2019. 
  • Donald E. Wilkes Jr., „The Cadaver Synod: Strangest Trial in History”, University of Georgia School of Law, 2001.