Matki zmuszano do oddawania dzieci. W tle cień Kościoła Katolickiego
Mówiono im, że tak będzie lepiej. Że dziecko dostanie „normalny dom”. Że matka, samotna i uboga, nie ma warunków. W najciemniejszych przypadkach mówiono coś jeszcze gorszego: że noworodek zmarł. Dopiero po latach okazywało się, że żyje, dorastał w innej rodzinie, czasem za granicą, czasem w świecie znacznie bogatszym niż ten, z którego pochodził. W wielu takich historiach pojawiają się katolickie placówki, zakony, księża lub organizacje religijne — nie zawsze jako jedyni sprawcy, lecz często jako część większego systemu, w którym biedna matka miała najmniej do powiedzenia.
Bieda, wstyd i instytucja, której się nie odmawiało
Te historie nie były identyczne. Różniły się krajem, epoką i skalą. Łączył je jednak podobny układ sił: po jednej stronie młoda, samotna lub biedna kobieta; po drugiej instytucja — religijna, medyczna, państwowa albo wszystkie naraz.
Matka urodziła dziecko, ale nie zawsze miała siłę, pieniądze, dokumenty, pozycję i wiedzę, by przeciwstawić się tym, którzy twierdzili, że wiedzą lepiej. I właśnie dlatego słowo „adopcja” w tych sprawach brzmi inaczej niż zwykle. Bo adopcja może być aktem ratunku, miłości i odpowiedzialności. Ale może też stać się zasłoną dla przemocy — jeśli matka nie miała realnego wyboru, jeśli została oszukana, jeśli sfałszowano dokumenty, jeśli ubóstwo uznano za wystarczający powód, by odebrać jej dziecko.
Chile: matkom mówiono, że dzieci zmarły
Jednym z najbardziej szokujących i najlepiej udokumentowanych przypadków jest sprawa chilijskiego księdza Gerardo Joannona. W 2014 roku Reuters podał, że Kościół katolicki w Chile potwierdził, iż ksiądz odegrał instrumentalną rolę w przymusowej adopcji co najmniej dwojga dzieci bez wiedzy ich matek. Matkom mówiono, że dzieci zmarły. Według Reutersa kościelne postępowanie wykazało prawdziwość części zarzutów, a sam Joannon był przesłuchiwany w związku z nielegalnym przekazywaniem dzieci do adopcji w latach 70. i 80. XX wieku. Ten przypadek jest szczególnie ważny, bo nie opiera się wyłącznie na wspomnieniach rodzin ani na publicystycznej interpretacji. Reuters pisał wprost o potwierdzeniu ze strony chilijskiego Kościoła.
Największy dramat tej historii nie polega tylko na samej adopcji. Polega na kłamstwie o śmierci. Matce można odebrać dziecko na wiele sposobów. Można ją zastraszyć. Można przekonać, że nie da rady. Można zawstydzić. Można powiedzieć, że „porządna rodzina” zapewni lepszą przyszłość. Ale jeśli kobieta słyszy, że jej dziecko umarło, odbiera się jej nawet możliwość walki. Nie szuka go, bo wierzy, że nie ma kogo szukać. Nie pyta o adopcję, bo sądzi, że była śmierć. Nie domaga się zwrotu, bo wmówiono jej żałobę.
W takich sprawach przemoc nie kończy się w dniu rozstania. Trwa przez dekady. W dokumentach, w nazwiskach, w pustych miejscach przy rodzinnym stole, w pytaniach, których nikt nie potrafił zadać na czas.
Irlandia: domy matki i dziecka, czyli system wstydu
Irlandia przez lata była jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tego, jak religijna moralność, państwo i społeczne potępienie samotnego macierzyństwa mogły stworzyć system krzywdy. Rządowa Komisja Śledcza ds. Mother and Baby Homes badała doświadczenia kobiet i dzieci w takich instytucjach w latach 1922–1998. Oficjalny raport został opublikowany w 2021 roku. Według streszczenia raportu w badanych domach matki i dziecka oraz domach hrabstw przebywało około 56 tysięcy niezamężnych matek i około 57 tysięcy dzieci. Komisja zaznaczała, że wiele kobiet trafiało tam z powodu braku wsparcia rodziny, braku pomocy ze strony ojca dziecka, braku niezależności finansowej i presji społecznej. Innymi słowy: formalnie nie zawsze musiano używać siły. Czasem wystarczało stworzyć świat, w którym kobieta nie miała dokąd pójść.
W oficjalnym raporcie nie każdy przypadek opisano jako przymusowe odebranie dziecka przez Kościół. Ale nie da się oddzielić tych instytucji od klimatu społecznego, w którym samotna matka była traktowana jak problem, wstyd i zagrożenie dla moralnego porządku. Wiele domów prowadziły zgromadzenia zakonne. The Guardian, opisując publikację raportu, podkreślał, że większość tych instytucji była prowadzona przez katolików, choć istniały również nieliczne placówki protestanckie.
Najbardziej znanym symbolem tej historii stał się Tuam w hrabstwie Galway. Dawny dom matki i dziecka St Mary’s, prowadzony przez siostry Bon Secours, działał w latach 1925–1961. W 2012 r. irlandzki urząd Health Service Executive wyraził obawę, że około tysiąca dzieci z tego domu prawdopodobnie padło ofiarami nielegalnych adopcji (bez zgody matek) przez pary głównie z USA.
Historyczka Catherine Corless ustaliła, że w placówce zmarło 796 dzieci. Sprawa wstrząsnęła Irlandią, bo pojawiły się pytania o brak właściwych zapisów pochówku i o szczątki dzieci znajdujące się na terenie dawnej placówki. W 2025 roku rozpoczęły się prace ekshumacyjne na terenie dawnego domu, w tym przy nieużywanym podziemnym zbiorniku. Mają pomóc ustalić, ile z dzieci, których zgony udokumentowała Corless, spoczywa właśnie w tym miejscu.
Tuam - Dom matki i dziecka prowadzony przez siostry Bon Secours - Miejsce masowego pochówku - Autorstwa AugusteBlanqui - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=81435462
Irlandzka historia nie jest prostą opowieścią o „sprzedaży dzieci”. Jest czymś szerszym i równie mrocznym: historią instytucji, które przez dekady izolowały kobiety uznane za moralnie niewygodne. Dzieci tych kobiet rodziły się w świecie, w którym ich matki często nie miały głosu. Niektóre dzieci umierały. Inne trafiały do adopcji. Jeszcze inne przez całe życie szukały własnych korzeni.
Najbardziej bolesne jest to, że wiele z tych kobiet nie musiało być „złą matką”. Wystarczyło, że były samotne. Wystarczyło, że były biedne. Wystarczyło, że zaszły w ciążę poza małżeństwem w społeczeństwie, które bardziej bało się skandalu niż cierpienia.
Belgia: dzieci oddawane „dobrym rodzinom”, matki pozostawione bez wyboru
Belgijska sprawa należy do najmocniejszych europejskich przykładów przymusowych adopcji, w których w tle pojawiały się instytucje związane z Kościołem Katolickim. Jej ciężar nie polega wyłącznie na liczbach, choć w debacie publicznej powraca szacunek mówiący nawet o około 30 tysiącach dzieci. Najbardziej przejmujący jest sam mechanizm: młode, niezamężne i często pozbawione wsparcia kobiety trafiały do religijnych placówek, gdzie miały urodzić z dala od zasięgu wzroku sąsiadów, rodziny i parafii. Potem ich dzieci przekazywano rodzinom adopcyjnym — według relacji wielu matek i adoptowanych osób, często bez realnej zgody biologicznych rodziców.
W tych historiach przymus nie zawsze musiał mieć postać krzyku, zamkniętych drzwi i brutalnego rozkazu. Czasem działał ciszej. Dziewczyna zachodziła w ciążę poza małżeństwem, a rodzina — bojąc się wstydu — wysyłała ją do instytucji prowadzonej przez zakonnice lub powiązanej z Kościołem. Tam miała zniknąć na kilka miesięcy, urodzić i wrócić do życia tak, jakby nic się nie wydarzyło. Dziecko nie pasowało do tej opowieści. Było żywym dowodem „skandalu”, który należało usunąć z widoku.
Według „Le Monde” młode ciężarne kobiety wysyłane do religijnych instytucji rodziły dzieci, które następnie odbierano im i przekazywano rodzicom adopcyjnym w zamian za pieniądze. W belgijskich doniesieniach pojawia się okres od zakończenia II wojny światowej do lat 80. XX wieku oraz wspomniany szacunek około 30 tysięcy noworodków.
To właśnie pieniądze są jednym z najbardziej drażliwych elementów tej historii. Rzecznik belgijskich biskupów Tommy Scholtès tłumaczył w 2023 roku, że nie chodziło o „sprzedaż dzieci”, lecz o finansowy wkład rodzin adopcyjnych w funkcjonowanie wspólnot religijnych. Dla matek i dorosłych adoptowanych dzieci taka różnica językowa mogła jednak brzmieć jak próba złagodzenia czegoś, czego nie da się złagodzić. Jeśli kobieta nie miała realnego wyboru, jeśli była zawstydzana, izolowana, a jej dziecko trafiało do innej rodziny po wniesieniu opłaty lub „darowizny”, granica między pomocą a handlem stawała się dramatycznie cienka.
Podczas wizyty w Belgii w 2024 roku do sprawy odniósł się także papież Franciszek. W kontekście belgijskich skandali mówił o konieczności wyjaśnienia roli Kościoła w przymusowych adopcjach dzieci niezamężnych matek z lat 40.–80. XX wieku. Według relacji mediów podczas tej wizyty belgijskie władze i ofiary domagały się od Kościoła nie tylko słów, ale konkretnych działań, przeprosin i rozliczenia przeszłości.
Belgia pokazuje więc, jak łatwo słowo „dobro dziecka” mogło stać się narzędziem przeciwko matce. W teorii chodziło o zapewnienie noworodkowi stabilnego domu. W praktyce często oznaczało to, że uboga lub niezamężna kobieta była uznawana za kogoś gorszego — mniej godnego macierzyństwa niż rodzina, która miała pieniądze, pozycję i społeczną akceptację. Dziecko miało dostać „lepszą przyszłość”. Matka miała wrócić do milczenia. A instytucje przez lata mogły przedstawiać ten dramat jako opiekę, pomoc i ochronę przed skandalem.
Hiszpania: „skradzione dzieci” i dokumenty, które zmieniały matkę
Hiszpańska sprawa tak zwanych „skradzionych dzieci” jest jedną z najbardziej znanych i jednocześnie jedną z najbardziej skomplikowanych. Przez lata mówiło się o noworodkach odbieranych matkom w czasie dyktatury generała Franco i po jej zakończeniu. Mechanizm miał być podobny: kobiecie mówiono, że dziecko zmarło, a ono trafiało do innej rodziny. W sprawach tych pojawiały się szpitale, lekarze, zakonnice i księża.
Jednym z symboli tej historii stała się sprawa Inés Madrigal i lekarza Eduardo Veli. The Guardian pisał, że Vela został oskarżony o odebranie Madrigal biologicznej matce w 1969 roku i przekazanie jej kobiecie, którą fałszywie wpisano jako matkę dziecka. Prokuratura zarzucała mu m.in. fałszowanie dokumentów, nielegalną adopcję i poświadczenie nieistniejącego porodu.
W 2018 roku sąd uznał, że Vela popełnił zarzucane czyny, ale nie skazał go, ponieważ sprawa uległa przedawnieniu. To bardzo ważny szczegół: nie chodziło o plotkę ani wyłącznie o społeczne podejrzenia. Sąd stwierdził, że doszło do fałszowania dokumentów i przekazania dziecka osobom, które nie były jego biologicznymi rodzicami, choć kara nie została wymierzona z powodu upływu czasu.
Hiszpanię trzeba jednak opisywać ostrożnie. Przez lata mówiono o ogromnej sieci „skradzionych dzieci”, ale nowsze analizy podważają część najbardziej sensacyjnych szacunków. Nie unieważnia to konkretnych spraw, takich jak przypadek Inés Madrigal. Pokazuje raczej, że w tym temacie trzeba oddzielać udokumentowane fałszerstwa i nielegalne adopcje od liczb, których nie da się jednoznacznie potwierdzić.
Wielka Brytania: adopcja jako „rozwiązanie” problemu niezamężnej matki
Wielka Brytania pokazuje, że przymusowe adopcje nie były wyłącznie historią krajów katolickich. Po II wojnie światowej w Anglii i Walii samotna ciąża często oznaczała społeczny wstyd, presję rodziny i kontakt z instytucjami, które od początku sugerowały jedno rozwiązanie: oddanie dziecka. W latach 1949–1973 odnotowano tam około 185 tysięcy ponownych rejestracji urodzeń związanych z adopcjami lub legalizacją statusu dzieci. Nie wszystkie dotyczyły przymusowych adopcji, ale liczba pokazuje skalę zjawiska.
W tym systemie uczestniczyły różne instytucje: państwowe, charytatywne i religijne. W tle pojawiały się również placówki związane z Kościołem katolickim. W 2016 roku Kościół katolicki w Anglii i Walii publicznie przeprosił za rolę swoich agencji w praktykach, przez które niezamężne matki czuły się naciskane do oddawania dzieci do adopcji. Kardynał Vincent Nichols przyznał, że adopcję przedstawiano wtedy jako najlepsze rozwiązanie dla matki i dziecka, w świecie, w którym samotne rodzicielstwo było silnie piętnowane.
Najbardziej bolesne było to, że przymus często ukrywano pod językiem troski. Kobietom mówiono, że nie dadzą sobie rady, że dziecko potrzebuje „pełnej” rodziny, że adopcyjni rodzice zapewnią mu lepszą przyszłość. Formalnie bywały dokumenty i podpisy. W praktyce wiele matek wspominało, że nie miały realnego wyboru — były młode, zależne od rodziny, zawstydzone i pozbawione wsparcia.
Dlatego brytyjski przypadek nie jest prostą historią „handlu dziećmi przez Kościół”, lecz przykładem szerszego systemu, w którym katolickie agencje adopcyjne były jednym z elementów presji wywieranej na niezamężne matki.
Indie: zarzut sprzedaży dziecka w placówce Missionaries of Charity
Indyjski przypadek jest inny, bo dotyczy konkretnej sprawy karnej z XXI wieku, a nie wieloletniego historycznego systemu. W 2018 roku w stanie Jharkhand aresztowano zakonnicę oraz pracownicę schroniska prowadzonego przez Missionaries of Charity, zgromadzenie założone przez Matkę Teresę. Sprawa dotyczyła zarzutu sprzedaży dziecka rodzicom adopcyjnym. AP podkreślało później, że nie ma dowodów na udział Matki Teresy, która zmarła ponad 20 lat wcześniej, ale potwierdzało sam fakt aresztowań w placówce prowadzonej przez jej zgromadzenie.
Time informował, że po tej sprawie indyjski rząd rozpoczął działania kontrolne wobec placówek dziecięcych prowadzonych przez Missionaries of Charity. Organizacja wyrażała szok i zapowiadała wewnętrzne wyjaśnienia.
Cień Kościoła
Czy można powiedzieć, że nad tymi historiami wisiał cień Kościoła? Tak — jeśli rozumiemy to precyzyjnie. Nie jako twierdzenie, że każda adopcja była kościelnym przestępstwem. Nie jako oskarżenie wszystkich księży, zakonnic i wiernych. Nie jako skrót, że Watykan centralnie zarządzał odbieraniem dzieci. Ale jako stwierdzenie, że w wielu udokumentowanych historiach pojawiały się katolickie placówki, zakony, księża, duchowni, religijne domy dla matek, organizacje charytatywne i moralny system, który samotną matkę uznawał za problem.
W Chile ksiądz odegrał rolę w adopcjach bez wiedzy matek. W Irlandii zakonne placówki były częścią systemu izolowania kobiet i dzieci. W Hiszpanii w sprawach „skradzionych dzieci” przewijały się szpitale, lekarze, zakonnice i duchowni. W Indiach śledztwo dotyczyło sprzedaży dziecka z placówki prowadzonej przez katolickie zgromadzenie.
W Belgii w centrum skandalu znalazły się katolickie placówki, do których trafiały młode, niezamężne kobiety, a w debacie publicznej pojawił się szacunek mówiący o około 30 tysiącach dzieci. W Wielkiej Brytanii katolickie agencje adopcyjne były częścią szerszego systemu, za który Kościół katolicki w Anglii i Walii po latach publicznie przeprosił.
To wystarczy, by mówić o cieniu. Cieniu instytucji, które miały chronić słabszych, a czasem stawały po stronie porządku silniejszych. Cieniu moralności, która bardziej bała się nieślubnego dziecka niż cierpienia matki. Cieniu dokumentów, których nie dało się odwrócić przez całe życie.
Największa krzywda: odebrana prawda
Dziecko oddane do adopcji może dorastać w miłości. Może mieć dobrych adopcyjnych rodziców. Może dostać bezpieczeństwo, którego biologiczna matka w tamtym momencie nie potrafiła zapewnić. Tego nie wolno odbierać rodzinom adopcyjnym ani ludziom, którzy naprawdę ratowali dzieci.
Ale zupełnie czym innym jest adopcja oparta na prawdzie i zgodzie, a czym innym adopcja oparta na kłamstwie, presji lub fałszywym dokumencie. W takich historiach krzywda rozchodzi się na kilka pokoleń. Matka przez lata nosi żałobę po dziecku, które być może żyło. Dziecko dorasta z cudzą historią. Rodzeństwo nie wie, że ma brata lub siostrę. Wnuki odkrywają rodzinne niejasności dopiero dzięki testom DNA, archiwom albo przypadkowym spotkaniom.
A instytucje? Często odpowiadają po latach, gdy najważniejsi świadkowie już nie żyją, dokumenty zniknęły, a przestępstwa się przedawniły. Dla matek i dzieci, którym odebrano prawdę, przedawnienie nigdy nie oznaczało końca sprawy.
Źródła
- Reuters — Chile Catholic church confirms priest stole babies for adoption, 2014.
- Reuters — Chile probing reports that priest stole babies for adoption, 2014.
- Government of Ireland — Final Report of the Commission of Investigation into Mother and Baby Homes, 2021.
- Commission of Investigation into Mother and Baby Homes — Executive Summary, 2021.
- The Guardian — Ireland publishes report on “appalling” abuse at mother and baby homes, 2021.
- The Guardian — A stain on Ireland’s conscience: identification to begin of 796 bodies buried at children’s home, 2023.
- The Guardian — Spanish doctor stands trial over Franco-era “stolen babies”, 2018.
- The Guardian — Spanish doctor found guilty but acquitted in “stolen babies” case, 2018.
- The Guardian — DNA database helps one of Spain’s “stolen babies” find family, 2019.
- El País English — In Spain, forensic experts find no trace of alleged baby theft, 2026.
- Associated Press — Shelter workers, not Mother Teresa, arrested for selling baby, 2023.
- Time — Mother Teresa’s Charity Is Under Investigation Over Baby-Selling Claims, 2018.
- Le Monde — In Belgium, the Catholic Church is accused of putting babies up for adoption without their mothers’ consent, 2023.
- The Brussels Times — Catholic Church put up 30,000 children for adoption without mothers’ consent, 2023.
- Reuters — Pope Francis, pressed by Belgium on sexual abuse, says Church acting “decisively”, 2024.
- The Bulletin — Flemish government issues apology for forced adoptions, 2015.
- Joint Committee on Human Rights — The Violation of Family Life: Adoption of Children of Unmarried Women 1949–1976, 2022.
- The Guardian — Catholic church apologises for role in “forced adoptions” over 30-year period, 2016.
- The Washington Post — Catholic Church in England and Wales apologizes for 30 years of forced adoptions, 2016.
- UK Parliament, Education Committee — Historical Forced Adoption, 2026.
- Lancaster University — Seeking justice for historic forced adoption, 2026.








