Bez dotyku podnosiła przedmioty i zatrzymywała zegary. Naukowcy nie potrafili tego wyjaśnić
Zanim nauka zaczęła zdecydowanie odcinać się od badań nad zjawiskami paranormalnymi, istniał moment, w którym próbowano je traktować poważnie. Jednym z najbardziej intrygujących przypadków była Polka, Stanisława Tomczyk. Jej zdolności obserwowali psychologowie i uczeni, którzy zamiast natychmiastowego odrzucenia, próbowali znaleźć odpowiedź.
Kim była Stanisława Tomczyk i kiedy wszystko się zaczęło
O życiu prywatnym Stanisławy Tomczyk wiadomo zaskakująco niewiele, jak na osobę, która przez pewien czas znajdowała się w centrum zainteresowania naukowców i badaczy zjawisk niewyjaśnionych. Urodziła się w 1885 roku, najprawdopodobniej w Warszawie, i dożyła sędziwego wieku, zbliżając się do stu lat. Gdyby nie wydarzenia z początków jej dorosłości, jej biografia zapewne nie wyróżniałaby się niczym szczególnym.
Punktem zwrotnym okazał się rok 1905. W czasie napięć społecznych i zamieszek ulicznych Tomczyk została zatrzymana i osadzona w więzieniu, gdzie spędziła około dziesięciu dni. To doświadczenie, jak wynika z późniejszych relacji, miało dla niej bardzo silny wymiar psychiczny. Po wyjściu na wolność zaczęły pojawiać się stany określane przez współczesnych jako histeryczne, a także epizody przypominające rozszczepienie osobowości.
To właśnie wtedy, niemal równolegle z pogorszeniem stanu psychicznego, zaczęły ujawniać się zjawiska, które zwróciły uwagę otoczenia. Tomczyk zauważyła, że potrafi wpływać na przedmioty bez bezpośredniego kontaktu. Niewielkie obiekty zmieniały położenie, zegary zatrzymywały się lub działały nieregularnie, a niektóre urządzenia reagowały w sposób trudny do przewidzenia.
Z czasem relacje stawały się coraz bardziej niezwykłe. Mówiono o wpływie na ruch mechanizmów, takich jak koło ruletki, o pojawiających się błyskach światła, a także o zjawiskach przypominających oddziaływanie na substancje chemiczne. Pojawiały się również twierdzenia, że potrafi postrzegać rzeczy niewidoczne dla innych, jakby jej percepcja wykraczała poza zwykłe granice zmysłów.
Trudno dziś jednoznacznie oddzielić to, co było rzeczywistą obserwacją, od tego, co stanowiło interpretację świadków. Jedno jednak pozostaje pewne: to właśnie ten okres uczynił z niej osobę, którą zaczęto traktować nie jako ciekawostkę, lecz jako przypadek wymagający zbadania.
Eksperymenty w Wiśle i pojawienie się „Małej Stasi”
Gdy informacje o nietypowych zdolnościach Stanisławy Tomczyk zaczęły się rozprzestrzeniać, zainteresował się nimi Julian Ochorowicz — psycholog, który nie odrzucał podobnych zjawisk, lecz próbował je badać w możliwie uporządkowany sposób. Zaprosił Tomczyk do swojej willi w Wiśle, gdzie przez wiele miesięcy prowadził eksperymenty w warunkach, które miały wykluczyć przypadek i zwykłą iluzję.
To właśnie tam pojawił się jeden z najbardziej intrygujących elementów całej sprawy. W stanie hipnozy Tomczyk zaczynała przedstawiać się jako „Mała Stasia”. Nie opisywała jej jako ducha ani postaci zmarłej osoby. Według relacji miała to być odrębna, żywa istota, która pojawia się w trakcie seansów i przejmuje kontrolę nad tym, co się dzieje.
Ochorowicz nie interpretował tego dosłownie jako bytu nadprzyrodzonego. Skłaniał się raczej ku przekonaniu, że ma do czynienia z niezwykłym zjawiskiem psychicznym, być może związanym z rozszczepieniem świadomości. Jednocześnie obserwował coś, co trudno było sprowadzić wyłącznie do procesów psychicznych.
Według jego zapisków kluczową rolę odgrywały dłonie medium. Po kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu minutach spokojnego siedzenia z rozłożonymi na stole rękami Tomczyk zaczynała odczuwać wyraźne mrowienie w koniuszkach palców. To właśnie wtedy — jak twierdził Ochorowicz — pojawiało się zjawisko, które określał jako swoiste „promieniowanie”.
Gdy między jej dłonie kładziono niewielki przedmiot, zaczynał on reagować. Obracał się, przesuwał, a czasem unosił, choć nie było widać żadnego fizycznego kontaktu. Z relacji wynika, że efekt ten nie był natychmiastowy, lecz pojawiał się dopiero po pewnym czasie skupienia, jakby wymagał „uruchomienia”.
W bardziej spektakularnych przypadkach zjawiska wykraczały poza bezpośrednią przestrzeń stołu. Ochorowicz opisywał sytuacje, w których przedmioty zmieniały miejsce w obrębie całego pomieszczenia. W jego notatkach pojawiają się relacje o przenoszeniu niewielkich obiektów między pokojami.
To właśnie te obserwacje sprawiły, że eksperymenty w Wiśle przestały być jedynie próbą zrozumienia nietypowego przypadku. Stały się czymś znacznie bardziej problematycznym — bo zaczęły dotykać zjawisk, których nie dało się łatwo wpisać ani w znaną fizykę, ani w prostą psychologiczną interpretację.
Moment, który podzielił badaczy
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów całej historii była obserwacja czegoś, co przypominało cienkie, niemal niewidoczne włókno. Według relacji miało ono łączyć dłonie Tomczyk z poruszającymi się przedmiotami. Nie zachowywało się jak zwykła nić, było trudne do uchwycenia i nie dawało się jednoznacznie zidentyfikować.
Dla części badaczy był to dowód na istnienie nieznanego mechanizmu. Inni zaczęli podejrzewać, że to właśnie tutaj kryje się odpowiedź – nie w zjawisku, lecz w jego iluzji.
Dlaczego sprawa nigdy nie została zamknięta
Tomczyk była badana również poza Polską, m.in. przez członków brytyjskiego Society for Psychical Research. W niektórych eksperymentach obserwowano zjawiska, których nie udało się jednoznacznie wyjaśnić, ale też nie potrafiono ich powtórzyć w bardziej rygorystycznych warunkach.
To właśnie ten brak powtarzalności stał się kluczowy. Zjawiska pojawiały się, ale nie dawały się zamknąć w schemacie, który pozwoliłby je jednoznacznie potwierdzić lub obalić.
Między nauką a tym, co wymyka się interpretacji
Z dzisiejszej perspektywy przypadek Stanisławy Tomczyk nie jest traktowany jako dowód na istnienie psychokinezy. Jednocześnie trudno go sprowadzić do prostej historii o oszustwie.
Pozostaje raczej zapisem momentu w historii, w którym nauka znalazła się na granicy własnych możliwości. Z jednej strony próbowano badać zjawiska w sposób uporządkowany i krytyczny. Z drugiej brakowało narzędzi, by całkowicie wykluczyć złudzenie lub je jednoznacznie potwierdzić.
To sprawia, że historia Tomczyk nie daje prostych odpowiedzi. Zostawia raczej pytanie, które wciąż jest aktualne. Jak odróżnić to, co rzeczywiście istnieje, od tego, co jedynie wydaje się realne, gdy patrzymy na to w określonych warunkach?
Bibliografia
- Julian Ochorowicz, Annales des Sciences Psychiques, 1909–1912
- Journal of the Society for Psychical Research, raporty z badań, 1914–1915
- Charles Richet, Traité de Métapsychique, 1922
- Théodore Flournoy, Spiritism and Psychology, 1911
- Hereward Carrington, The Story of Psychic Science
- Arthur S. Berger, The Encyclopedia of Parapsychology and Psychical Research, 1991
- Culture.pl – materiały o Julianie Ochorowiczu i badaniach w Wiśle
- Psi Encyclopedia – opracowanie dotyczące Stanisławy Tomczyk








