Przejdź do treści

Światło nad drogą, ciężkie objawy u świadków. Sprawa, której nie da się łatwo wyjaśnić

To miała być zwykła jazda przez ciemny odcinek drogi. Las po obu stronach, brak latarni, pojedyncze samochody. I wtedy – światło. Nie „punkt na niebie”, tylko jasność tak intensywna, że na moment przestaje mieć znaczenie wszystko inne: kierownica, asfalt, nawet czas. Świadkowie po latach będą mówić o żarze bijącym od obiektu, o wrażeniu, że samochód nagle znalazł się za blisko czegoś, czego nie powinno tam być. A potem przychodzi druga część tej historii.
  • Niewyjaśniony przypadek Cash - Landrum - Po lewej efekty ekspozycji na tajemniczy obiekt - Po prawej światło na niebie
    Caption
    Niewyjaśniony przypadek Cash - Landrum

Pod koniec 1980 roku trzy osoby wracające samochodem przez odludny rejon Teksasu zgłosiły spotkanie z ogromnym, jasnym obiektem unoszącym się nisko nad drogą. Chwilę później nad tym samym miejscem miały pojawić się liczne wojskowe śmigłowce. Najbardziej kontrowersyjne przyszło jednak dopiero po powrocie do domu: u świadków zaczęły się objawy przypominające ciężkie poparzenia i ostre zatrucie. Sprawa trafiła do mediów i sądu, a po latach stała się jednym z najsłynniejszych przypadków z pogranicza psychologii, medycyny i zjawisk niewyjaśnionych.

Ta noc: droga, las i światło, które „zjadało” krajobraz

Według relacji Betty Cash, Vickie Landrum i siedmioletniego Colby’ego Landruma, wieczorem 29 grudnia 1980 roku wracali samochodem w okolice Dayton w Teksasie. Najpierw zauważyli jasność nad linią drzew – coś, co mogło się kojarzyć z samolotem, reflektorem lub odległym źródłem światła. Dopiero po chwili stało się jasne, że to nie „jakieś światło gdzieś tam”, ale coś bliższego, intensywniejszego i zachowującego się w nietypowy sposób. 

W ich opowieści kluczowy jest moment, w którym obiekt przestaje być punktem orientacyjnym, a staje się przeszkodą. Z opisu wynika, że miał formę ogromnej bryły przypominającej diament i zawisał nisko – mniej więcej na wysokości czubków drzew. Z jego dolnej części miały wydobywać się płomienie lub coś, co płomienie przypominało: jasna emisja skierowana w dół, jakby obiekt „podpierał się” ogniem. Świadkowie mówili też o fali gorąca – tak silnej, że zatrzymali samochód, bo bali się podjechać bliżej.

UFO Cash-Landrum
Przedstawienie UFO Cash-Landrum. Po prawej obrazek autorstwa Kathy Schuessler na okładce książki jej męża Johna z 1998 roku - Autor: Kathy Schuessler – Incydent z UFO w Cash Landrum, autor: John Schuessler, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=133904260

To w tym punkcie relacje zaczynają nabierać cech, które w psychologii pamięci są zarazem wiarygodne i problematyczne: intensywny bodziec (światło + strach + gorąco) potrafi „wypalić” w głowie obraz bardzo trwały, ale jednocześnie fragmentaryczny. Jedni pamiętają dokładnie „jak wyglądało”, inni „co czuli”, a drobiazgi (odległość, czas, topografia) potrafią się rozjechać. I w tej sprawie – rozjeżdżają się później mocno.

Najbardziej filmowy element: śmigłowce

Zanim jednak dojdziemy do sporów o szczegóły, jest pewna scena, której nie da się „odwidzieć”. Świadkowie twierdzili, że gdy obiekt uniósł się wyżej i zaczął oddalać, pojawiła się formacja śmigłowców – liczba, którą w relacjach najczęściej podaje się jako około 23. Część maszyn miała mieć charakterystyczny układ dwóch wirników (często porównywany do CH-47 Chinook). Dla wielu odbiorców to właśnie śmigłowce stały się „kotwicą” wiarygodności: bo jeśli było ich tak dużo, ktoś powinien to wiedzieć, ktoś powinien to mieć w logach, ktoś powinien móc powiedzieć: tak, to były ćwiczenia / transport / rutynowy przelot.

I tu zaczyna się pierwsza wielka niespójność tej historii: oficjalnie nie potwierdzono, by jakakolwiek agencja federalna dysponowała obiektem o takim opisie ani by tego wieczoru wykonywano loty, które tłumaczyłyby relacjonowaną formację śmigłowców. To właśnie brak potwierdzenia – nie sama „diamentowa bryła” – napędzał dalszy ciąg wydarzeń.

Kiedy zagadka „wchodzi w ciało”

W większości spraw z pogranicza niewyjaśnionego problem polega na tym, że nie ma „twardych skutków”. Tu jest odwrotnie: sednem stały się konsekwencje zdrowotne.

Z doniesień prasowych i późniejszych opracowań wynika, że po powrocie do domu cała trójka zaczęła skarżyć się na gwałtowne objawy: nudności, wymioty, biegunkę, silne osłabienie, pieczenie oczu, uczucie poparzenia skóry. U Betty Cash – tej, która według relacji była najbliżej źródła żaru i najdłużej pozostawała poza autem – miały pojawić się również pęcherze skórne i nasilające się obrzęki.

W relacjach przywoływanych przez media pojawiają się też szczegóły, które działają na wyobraźnię, bo są „domowe” i trudne do zmyślenia w jednej chwili: gorący metal karoserii, trudność w dotknięciu klamki, wrażenie mięknącego tworzywa na desce rozdzielczej. W jednym z opisów (cytowanych w opracowaniach) wspomina się nawet o odcisku dłoni na miękkim winylu.

Później, kiedy choroba stała się poważna, sprawa wyszła z poziomu „opowieści o świetle” na poziom „sporu o medycynę”. Pojawia się wątek hospitalizacji i długiego leczenia, a w relacjach prasowych – sugestie, że objawy wyglądały jak następstwa silnej ekspozycji (poparzenia, zatrucie, czasem interpretowane jako coś „radiacyjnego”.

Drastyczne skutki ekspozycji na działanie tajemniczego światła
Drastyczne skutki ekspozycji na działanie tajemniczego światła

Do gry wkraczają instytucje: senatorowie, armia, sąd

Jeśli to była „tylko historia”, nie skończyłaby się w sądzie federalnym. A tam właśnie się skończyła.

W połowie lat 80. temat był już na tyle głośny, że trafił do mediów ogólnokrajowych, a Cash i Landrum (wraz z Colbym) podejmowali formalne kroki, by uzyskać wyjaśnienia i odszkodowanie. UPI w 1985 roku opisywało spór o pozew na 20 milionów dolarów i stanowisko rządu: nie można przypisać odpowiedzialności państwu za coś, czego nie da się dowieść jako kontrolowane przez państwo.

Według zestawień sprawy (opartych o dokumenty i relacje z postępowania) pozew ostatecznie oddalono w 1986 roku – między innymi dlatego, że nie wykazano, by jakakolwiek agenda rządowa była właścicielem opisywanego obiektu ani by śmigłowce faktycznie należały do wojska w sposób możliwy do udowodnienia. 

To kolejna rzecz, która utrzymuje ten przypadek przy życiu: rzadko kiedy „incydent z drogi” przechodzi przez tak wiele poziomów formalnych i zostaje opisany w mainstreamowej prasie jako spór prawny.

Hipotezy: od „czegoś wojskowego” po błąd interpretacji

W tej sprawie uczciwość wymaga jednego: nie udawać, że istnieje jedna odpowiedź. Istnieją konkurencyjne scenariusze – i każdy ma mocne oraz słabe strony.

Hipoteza wojskowa (test, eskortowanie, tajny projekt) 

Śmigłowce są tu kluczowe: jeśli rzeczywiście było ich kilkadziesiąt, „ktoś musiał o tym wiedzieć”. Ale brak potwierdzających zapisów to cios w ten trop – przynajmniej na poziomie dowodu, nie przekonania. 

Jeśli było to zdarzenie o charakterze tajnym, to brak dokumentów nie może go wykluczyć. Jednocześnie skala domniemanego tuszowania byłaby wyjątkowo duża i nietypowa nawet jak na realia zimnej wojny

Hipoteza środowiskowa/chemiczna

Część analityków zwraca uwagę, że gwałtowność objawów i fakt, że świadkowie przeżyli jeszcze wiele lat, jest trudna do pogodzenia z masywną dawką promieniowania jonizującego. W takich ujęciach pojawia się pomysł: ekspozycja na aerozol, toksyny, opary lub drażniące substancje mogły wywołać zestaw symptomów podobnych do „popromiennych”, bez samego promieniowania. Ten kierunek jest omawiany w przeglądach sprawy i dyskusjach sceptycznych.

Hipoteza psychofizjologiczna (stres + bodziec + efekt domina)

Mocny stres potrafi dać objawy somatyczne: nudności, wymioty, biegunkę, uczucie osłabienia. Nie „udaje” jednak pęcherzy i podobnych zmian skórnych – dlatego w czystej postaci ta hipoteza nie zamyka sprawy, ale może tłumaczyć część doświadczenia, zwłaszcza u dziecka i osoby pobocznej.

Hipoteza „zwykłe, ale rzadkie” (nietypowe źródło ciepła/światła)

Zdarzają się bodźce, które w nocy potrafią wyglądać jak „obiekt”: intensywne źródła światła, pożary, łuny, a nawet zjawiska związane z instalacjami przemysłowymi. Problem w tym, że tu dochodzą śmigłowce i późniejsza historia prawna, co utrudnia proste domknięcie.

I jest jeszcze jedna hipoteza – ta, której nie da się ani potwierdzić, ani zbić prostym argumentem: anomalia. Nie „dowód UFO”, tylko uczciwe przyznanie, że przy obecnym stanie informacji nie da się zrekonstruować zdarzenia w sposób, który wszystkich zadowoli.

Dlaczego ta sprawa wciąż działa na ludzi?

Bo w tej sprawie nakłada się kilka porządków, które zwykle analizuje się osobno:

  • psychologia świadectwa (jak pamiętamy zdarzenia ekstremalne);
  • medycyna (co naprawdę oznaczają dane objawy i ich czas wystąpienia);
  • instytucje – czy brak potwierdzenia jest dowodem, że nic się nie wydarzyło?

I właśnie dlatego Cash–Landrum nie jest „kolejną opowieścią o świetle na niebie”. To opowieść o tym, jak wydarzenie – prawdziwe w sensie przeżycia świadków – może pozostać niewyjaśnione w sensie mechanizmu.

Bibliografia i źródła

  1. United Press International, artykuł prasowy: “Three suing government over UFO radiation”, 3 września 1985 (UPI Archives).
  2. Alex Wukman, “UFO Hunters TV show seeks to reopen Cash-Landrum case”, Houston Chronicle, 16 lipca 2008.
  3. John F. Schuessler, The Cash-Landrum UFO Incident, 1998.
  4. Jerome Clark, The UFO Encyclopedia: The Phenomenon from the Beginning, Omnigraphics, 1998.