Zielone Dzieci z Woolpit - Czy przyszły z innego wymiaru?
W XII-wiecznej Anglii odnotowano zdarzenie, które do dziś pozostaje zagadką dla historyków i folklorystów. Historia ta intryguje tym bardziej, że została spisana przez dwóch niezależnych kronikarzy, których relacje wzajemnie się uzupełniają. Mowa o Zielonych Dzieciach z Woolpit — niezwykłym przypadku, w którym dwoje dzieci pojawiło się nagle w jednej z angielskich wsi, posługując się nieznanym językiem i mając nienaturalnie zieloną skórę.
Co czyni tę historię tak fascynującą? To nie tylko jej starannie udokumentowany przebieg, ale i opowieść dziewczynki, która przeżyła i opisała miejsce, z którego pochodziła. Kraina ta nie przypominała żadnego znanego obszaru geograficznego — panował tam wieczny zmierzch, a wszyscy mieszkańcy mieli zieloną skórę. Ich droga do naszego świata prowadziła przez ciemną jaskinię.
Czy była to alegoria, niezrozumiane wydarzenie historyczne — a może opowieść o przejściu między wymiarami? Zdarzenie do dziś pozostaje zagadką dla historyków i folklorystów.
Około XII wieku, w wiosce Woolpit w hrabstwie Suffolk, miały pojawić się dwójka dzieci o zielonej skórze, mówiących niezrozumianym językiem i noszących niezwykłe ubrania - ich odzież była zupełnie inna niż wszystko, co znali mieszkańcy Woolpit. Dziś wiele osób zadaje pytanie: czy to możliwe, że dzieci te nie pochodziły z naszego świata?
Gdzie to wszystko się wydarzyło? Kim byli autorzy tej historii?
Woolpit to niewielka wieś położona we wschodniej Anglii, w hrabstwie Suffolk, około 11 km na wschód od miasta Bury St Edmunds. W czasach średniowiecza należała do wpływowego opactwa Bury St Edmunds i znajdowała się na jednym z najgęściej zaludnionych obszarów wiejskich w Anglii.
To właśnie w tej miejscowości, pewnego lata w XII wieku, miały nagle pojawić się dwójka dzieci o zielonej skórze. O ich niespodziewanym przybyciu pisało dwóch znanych autorów tamtych czasów — William z Newburgh i Ralph z Coggeshall.
Ralph był opatem zakonu cystersów w Coggeshall, oddalonym o około 40 km od Woolpit. William był natomiast kanonikiem w klasztorze augustianów w Newburgh, położonym znacznie dalej, na północy Anglii, w Yorkshire.
William oparł swoją relację, zawartą w „Historia Rerum Anglicarum” (ok. 1189), na „relacjach wielu wiarygodnych osób”, choć nie podał żadnych nazwisk. Z kolei Ralph, piszący swoje „Chronicon Anglicanum” kilkadziesiąt lat później, powołał się na konkretne źródło — sir Richarda de Calne z Wykes, który miał przygarnąć dzieci w swoim dworze, położonym około 10 km od Woolpit.
Choć w tamtych czasach często przepisywano cudze relacje bez podania autorstwa, nie ma dowodów na to, że William i Ralph znali nawzajem swoje kroniki. Jak zauważa Michał Madej z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Ralph mieszkał znacznie bliżej miejsca wydarzeń, ale pisał później, natomiast William, choć pisał wcześniej, opierał się wyłącznie na relacjach przekazanych mu ustnie z daleka.
Istnieje przypuszczenie, że wspólnym źródłem obu autorów mógł być sam Richard de Calne — możliwe, że przekazał swoją relację zarówno Ralphowi, jak i przez pośredników Williamowi. Ten ostatni jednak — jak podkreśla historyk Campbell — podchodził do całej historii z pewnym sceptycyzmem. W tekście wyznaje wręcz, że był „zdruzgotany, że jest zmuszony w to uwierzyć”.
Relacje kronikarzy z XII wieku
Historia Zielonych Dzieci pojawia się w dwóch wiarygodnych, średniowiecznych kronikach:
- William z Newburgh w "Historia Rerum Anglicarum" (ok. 1189),
- Ralph z Coggeshall w "Chronicon Anglicanum" (ok. 1220).
Obaj autorzy uznawani byli za poważnych kronikarzy, a ich dzieła do dziś analizowane są przez historyków. Różni ich podejście: William pisze bardziej ogólnie, Ralph podaje szczegóły rzekomo bezpośrednio uzyskane od Richarda de Calne — szlachcica, który przygarnął dzieci.
Cytaty z kronik
William z Newburgh pisał:
„Pojawili się nagle, wśród mieszkańców Woolpit, dwaj mali ludzie – chłopiec i dziewczynka – o zielonej skórze i niezrozumiałym języku.”
Ralph z Coggeshall relacjonował słowa dziewczynki:
„Przyszliśmy z krainy, gdzie nie świeci słońce, a wszystko jest jakby pogrążone w wiecznym zmierzchu. Przeszliśmy przez jaskinię i wyszliśmy wśród ludzi, którzy nie byli tacy jak my.”
Te fragmenty są jednymi z nielicznych zachowanych w źródłach, które sugerują, że dzieci mogły rzeczywiście pochodzić z zupełnie innego świata.
Tajemnicze dzieci
Dzieci znaleziono przy jednej z wilczych jam (ang. "wolf-pits") nieopodal wioski. Były wyraźnie zdezorientowane, płakały i nie reagowały na mowę lokalnych ludzi. Ich skóra miała zielony odcień, a jedyne, co chciały jeść, to surowy bób. Gdy zaczęto karmić je w bardziej urozmaicony sposób, zielony kolor skóry powoli zanikał. Chłopiec, słabszy z dwójki, zmarł po kilku tygodniach.

Dziewczynka, która przyjęła chrzest, przez wiele lat mieszkała w domu Richarda de Calne, gdzie – jak twierdzi Ralph z Coggeshall – miała opinię osoby bezpośredniej i nieposkromionej w obyciu. Według Williama z Newburgha, ostatecznie wyszła za mąż za mężczyznę z King's Lynn, oddalonego o około 40 mil od Woolpit. Na podstawie późniejszych badań genealogicznych Richard de Calne, astronom i pisarz Duncan Lunan zasugerował, że dziewczyna nosiła imię Agnes i mogła poślubić królewskiego urzędnika imieniem Richard Barre.
Relacja dziewczynki
Gdy zaczęła mówić, opowiedziała, że pochodzi z miejsca nazywanego "Krainą Świętego Marcina", gdzie panuje wieczny zmierzch, a wszyscy ludzie mają zieloną skórę. Dzieci zabłądziły, gdy podążały za bydłem i trafiły do jaskini. Po długim marszu w ciemności usłyszały dzwony i wyszły po drugiej stronie — w naszym świecie.
Czy to możliwe, że zielone dzieci przyszły z innego wymiaru?
Choć część badaczy folkloru sugeruje, że mogły to być dzieci imigrantów z Flamandii (których wielu zginęło w bitwie pod Fornham), istnieje inna hipoteza — bardziej niepokojąca i fascynująca zarazem.
Opis długiej drogi przez jaskinię, obecność „wiecznego zmierzchu”, nie kojarzą się z jakąkolwiek geograficzną lokalizacją w naszym świecie, lecz wskazują na możliwość przejścia między wymiarami. Współczesna interpretacja mogłaby wskazywać na anomalię czasoprzestrzenną, "szczelinę" między rzeczywistościami lub po prostu świat, który istnieje "obok" naszego, ale równolegle. Nie jest to bez precedensu: w folklorze wielu kultur istnieją opowieści o ludziach, którzy wchodzą do jaskini, zapadają w sen lub przechodzą przez mgłę i trafiają do innego świata, gdzie czas płynie inaczej.
Co mogło się wydarzyć?
Możliwe jest, że tajemnica Zielonych Dzieci z Woolpit znajduje swoje wyjaśnienie w kilku różnych płaszczyznach interpretacyjnych. Z perspektywy medycznej, zielony kolor skóry mógł być efektem niedożywienia, anemii lub choroby metabolicznej, a dziwny język i wygląd dzieci mogły wynikać z ich obcego pochodzenia – na przykład z grupy flamandzkich uchodźców, którzy mogli ukrywać się po wojennych zawieruchach. Dzieci mogły również zabłądzić i opowiedzieć o swoich doświadczeniach w sposób zniekształcony przez strach i dziecięcą wyobraźnię.
Z kolei teoria alternatywnego wymiaru sugeruje, że Kraina Świętego Marcina mogła być miejscem funkcjonującym poza naszym czasem i przestrzenią. Jaskinia, przez którą przeszły dzieci, mogła działać jak portal – przejście pomiędzy światami. Zielony kolor skóry byłby wówczas efektem życia w innym środowisku, o odmiennych warunkach atmosferycznych, świetlnych czy biologicznych.
Inna interpretacja zakłada, że cała opowieść jest metaforyczną historią o duchowej przemianie – symbolem chrystianizacji, przejścia od „dzikości” do cywilizacji, od obcości do asymilacji.
Dziedzictwo tajemnicy
Do dziś w Woolpit znajduje się tablica przypominająca o tej historii. Współcześni badacze nie mogą się zgodzić, czy był to przypadek folkloru, nieporozumienia kulturowego, czy może prawdziwego kontaktu z czymś, czego nadal nie rozumiemy.
Czy dzieci przyszły z lasu? Z podziemi? A może naprawdę przeszły przez jaskinię z innego wymiaru?
Dodaj komentarz