Metalowe kule spadają z nieba w różnych krajach. Większość ma wyjaśnienie — jedna wciąż budzi pytania
Na pierwszy rzut oka to tylko metalowe bryły znajdowane w przypadkowych miejscach świata. Ale gdy zestawi się zdjęcia i relacje z różnych krajów, pojawia się niepokojący wzór. Kulisty kształt, podobne detale i niemal identyczny scenariusz odkrycia. Większość takich historii kończy się technicznym wyjaśnieniem. Jedna – na razie – nie chce się w nie wpisać.
Nowa Zelandia: „kosmiczne kule” na polach Canterbury
Pierwszy szeroko opisany przypadek metalowych kul spadających z nieba miał miejsce w Nowej Zelandii, w 1972 roku, gdy to rolnicy z okolic Ashburton zaczęli znajdować tajemnicze sfery na swoich pastwiskach. Wszystko poprzedziło niezwykłe zjawisko na niebie. W nocy z 3 kwietnia nad południową częścią kraju zaobserwowano jasny obiekt, który rozpadł się na kilkanaście fragmentów i pozostawił świetliste smugi widoczne aż do rejonu Ashburton.
Jeszcze tego samego dnia John Lindores odkrył na swojej posesji ciężką metalową kulę, leżącą około 200 metrów od domu. Wezwany na miejsce policjant stwierdził, że obiekt musiał spaść z dużej wysokości. Kula ważyła 13,6 kg, miała 38 cm średnicy i nosiła wyraźne ślady działania ekstremalnego ciepła: z jednej strony znajdował się wypalony otwór, z drugiej – wystający pierścień, a całość wyglądała na zespawaną z dwóch połówek.
Sprawą zainteresowały się Królewskie Siły Powietrzne Nowej Zelandii oraz amerykańska marynarka. Następnego dnia specjalista z amerykańskiej stacji śledzącej w Mount John potwierdził jedynie, że jest to „niewielki fragment większego obiektu”. Ponieważ pochodzenia sfery nie udało się jednoznacznie ustalić, na wszelki wypadek przechowywano ją pod nadzorem policji w Ashburton, obawiając się możliwego skażenia.
Po latach historia wróciła w reportażu opisanym jako „kosmiczne kule”, które spadły na pola w Canterbury.
Temat ponownie pojawił się w mediach publicznych, gdy odnalezione obiekty pokazano na wystawie w Ashburton – co relacjonowało Radio New Zealand w materiale o metalowych kulach prezentowanych mieszkańcom.
Nie chodziło o pojedyncze znalezisko, lecz o całą serię niemal identycznych sfer, rozrzuconych wzdłuż jednego pasa terenu. Dla wielu osób było to szczególnie niepokojące: jakby ktoś „rozsiał” je nad krajobrazem.
Namibia: kula, która wbiła się w ziemię
W 2011 roku w Namibii, na pustynnym terenie 750 km od stolicy Windhuk „gwałtownie wylądowała" metalowa kula o średnicy 35 cm, ważąca około 6 kg. Metalowy obiekt uderzył w grunt z na tyle dużą siłą, że powstał wyraźny ślad. Kula pozostawiła zagłębienie w ziemi o głębokości 33 cm i rozległy ślad o średnicy około 3,8 m. Sprawa szybko trafiła do światowych mediów. Portal Space.com opisał ją w materiale o tajemniczej metalowej kuli znalezionej na afrykańskim polu.
Sfera nie była porowata jak typowe meteoryty. Nie nosiła też śladów przypadkowego rozerwania. Wyglądała raczej jak fragment jakiejś większej konstrukcji – zwarty, solidny, zaskakująco „czysty”.
Dla lokalnych mieszkańców było to wydarzenie jedyne w swoim rodzaju. Dla Internetu – kolejna sensacja. Zdjęcia obiektu zaczęły krążyć w sieci, a wraz z nimi pytania o jego pochodzenie.
Wietnam: trzy metalowe kule w ciągu jednej nocy
Północny Wietnam, styczeń 2016 roku. W prowincjach Tuyên Quang, Yen Bai i Son La mieszkańcy zgłaszali głośne huki w powietrzu, a niedługo potem znaleziono trzy metalowe sfery o różnych rozmiarach. Największa z nich miała niemal metr średnicy. Według lokalnych władz mogła ważyć ponad 200 kilogramów. Druga kula miała około 30 centymetrów średnicy – spadła do ogrodu prywatnego domu, natomiast trzecia została odnaleziona na zalesionym terenie. Wszystkie obiekty były wykonane z grubego metalu i miały niemal idealnie kulisty kształt.
Sprawą zajęły się lokalne władze oraz wojsko. Oficjalnie podkreślano, że obiekty nie są materiałami wybuchowymi ani elementami krajowej infrastruktury. Eksperci sugerowali, że mogą to być fragmenty urządzeń technicznych wysokiego lotu – na przykład zbiorniki gazowe lub elementy konstrukcji rakietowej – ale podobnie jak w innych przypadkach, jednoznaczna identyfikacja nie pojawiła się od razu.
Wietnam wyróżnia się na tle wielu innych historii tym, że kule spadły niemal jednocześnie i na stosunkowo niewielkim obszarze. To kolejny przykład powtarzającego się schematu: jasne zjawisko na niebie, głośny dźwięk, a potem ciężkie, metalowe sfery odnalezione przez przypadkowych ludzi.
Peru: kilka kul i państwowe śledztwo
27 stycznia 2018 roku podobne obiekty pojawiły się w południowym Peru, w regionie Puno. Kule spadły na terenach wiejskich, ponad 1000 kilometrów (800 mil) na południe od Limy, na granicy z Boliwią. Tym razem sprawą zajęła się narodowa agencja kosmiczna CONIDA. Media informowały, że instytucja publicznie zaprezentowała cztery metalowe sfery znalezione po obserwacjach jasnego zjawiska na niebie. Relację z tego wydarzenia opublikowano m.in. w materiale opisującym prezentację kul jako obiektów „które spadły z nieba”.
Peruwiańska agencja ANDINA donosiła dodatkowo, że na jednej z kul odkryto oznaczenia sugerujące zagraniczne pochodzenie – co tylko dolało oliwy do ognia (relacja ANDINA o inskrypcjach na metalowych sferach).
W mediach pojawiły się nagłówki o „rosyjskich kulach”, a w komentarzach pod artykułami rozkwitły teorie spiskowe. Dla wielu odbiorców był to moment, w którym historia zaczęła brzmieć jak scenariusz filmu science fiction.
Wzór, którego nie da się zignorować
Niezależnie od kontynentu powtarzają się te same cechy. Obiekty są niemal idealnie kuliste. Mają podobne rozmiary i masę. Wykonane są z grubego metalu. I niemal zawsze posiadają symetryczne wypustki lub otwory po przeciwnych stronach.
Dla przypadkowego znalazcy wyglądają jak fragment nieznanej konstrukcji. Dla Internetu – jak dowód, że „coś” spada na Ziemię z góry. A dla wielu osób najbardziej zastanawiające jest właśnie to podobieństwo: jakby wszystkie kule pochodziły z jednego źródła.
W sieci szybko pojawiają się spekulacje. Jedni mówią o meteorytach. Inni o tajnych projektach wojskowych. Jeszcze inni o pozaziemskiej technologii. Każde kolejne zdjęcie dokłada nową warstwę do tej opowieści.
Dlaczego nie znajdujemy reszty?
Jeśli coś naprawdę spada z nieba i zostało to wyprodukowane przez człowieka, logiczne byłoby oczekiwać całej mieszaniny fragmentów: blach, prętów, poszarpanych części. Tymczasem w medialnych relacjach powracają niemal wyłącznie metalowe sfery.
To właśnie ten powtarzalny wzór sprawia, że historie o kulach są tak sugestywne. Idealny kształt działa na wyobraźnię znacznie mocniej niż poskręcany kawałek metalu. Kula wygląda jak „obiekt”. Jak coś kompletnego. Jak tajemniczy artefakt.
Tajemnicza sfera z Kolumbii – inny rodzaj historii
Wiosną 2025 roku w Kolumbii, w okolicy miasta Buga (departament Valle del Cauca), pojawił się przypadek metalicznej sfery, który różni się od wcześniejszych informacji o kulach znalezionych na polach czy pustyniach. Według relacji medialnych i wpisów w mediach społecznościowych obiekt został najpierw zaobserwowany w locie, zanim został odnaleziony na ziemi.
Miejscowi świadkowie opowiadali, że metalowa kula była widziana nad okolicą miasta 3 marca 2025 roku, po czym spadła na ziemię — relacje te później trafiły do ogólnoświatowych portali jako „tajemnicza metalowa sfera znaleziona w Kolumbii”. Obiekt wzbudził duże zainteresowanie, ponieważ niektórzy badacze twierdzili, że na jego powierzchni nie widać klasycznych spawów ani łączeń wskazujących na ludzką produkcję.
Badacze zaangażowani w analizę twierdzili, że sfera ma ponoć trójwarstwową strukturę i brak typowych śladów spawania, co dla części osób stanowiło argument za tym, że nie jest to zwykły odpad techniczny. To spostrzeżenie krążące w mediach społecznościowych i relacjach badaczy zostało szeroko komentowane, również w kontekście teorii o niezidentyfikowanych zjawiskach.
W dyskusjach pojawiały się też opinie ekspertów sceptycznych, którzy podkreślali ostrożność w wysuwaniu daleko idących wniosków. Część naukowców uważała, że choć sfera wygląda nietypowo, brak wyraźnych dowodów potwierdzonych badaniami naukowymi uniemożliwia jednoznaczne ustalenie jej pochodzenia — i że wiele obserwacji może być interpretowane na różne sposoby bez wskazania konkretnej przyczyny.
To, co wyróżnia przypadek z Buga, to właśnie połączenie obserwacji lotu nad miastem z bezpośrednim znalezieniem obiektu na miejscu oraz relacje o jego nietypowej strukturze, które sprawiły, że przypadek ten szybko rozbił się o media światowe i fora internetowe, stając się jednym z najczęściej komentowanych „kulistych” znalezisk ostatnich lat.
Skąd pochodzi tajemnicza kula znaleziona w Kolumbii? Do tej pory nie opublikowano żadnych wyników badań laboratoryjnych w recenzowanych źródłach naukowych. Jej pochodzenie pozostaje niejasne.
Puenta, która zmienia perspektywę
W zdecydowanej większości znanych przypadków mechanizm jest dobrze rozumiany. Gdy obiekty techniczne wracają z orbity i wchodzą w atmosferę, większość ich elementów po prostu znika. Cienkie poszycia, lekkie konstrukcje i elektronika spalają się w ekstremalnej temperaturze lub rozpadają na drobne fragmenty, które nigdy nie trafiają na pierwsze strony portali.
Przetrwają tylko te części, które są jednocześnie bardzo masywne i mają kształt najlepiej znoszący ogromne naprężenia. A takim kształtem jest właśnie kula.
Od dziesięcioleci w technice kosmicznej stosuje się kuliste zbiorniki ciśnieniowe – do przechowywania gazów i elementów systemów napędowych. Są projektowane tak, by równomiernie rozkładać siły i wytrzymywać ekstremalne warunki. Symetryczne „wypustki”, które tak często widać na zdjęciach, to zwykle ślady po zaworach i punktach podłączeń. Reszta konstrukcji rzadko ma szansę dotrzeć do ziemi w całości.
To właśnie dlatego świat „widzi” przede wszystkim metalowe kule. Nie dlatego, że są czymś niezwykłym – lecz dlatego, że należą do nielicznych elementów zdolnych przetrwać powrót z orbity.
Ten schemat dobrze tłumaczy większość znanych przypadków, od Nowej Zelandii po Namibię i Peru. Jednak najnowsze znaleziska – takie jak sfera z Kolumbii – pokazują, że nie każdą historię da się dziś jednoznacznie zamknąć w tej samej ramie. Brak oficjalnej identyfikacji, sprzeczne relacje o konstrukcji i obserwacje obiektu w locie sprawiają, że przynajmniej część przypadków pozostaje otwarta.
To nie kosmos zostawia nam te ślady – ale nie wszystko da się jeszcze wyjaśnić
Większość metalowych kul znajdowanych na polach i pustyniach to niemal na pewno odbicie naszej własnej obecności poza Ziemią – fragmenty infrastruktury, którą wynieśliśmy na orbitę i która prędzej czy później wraca. Jednak pojedyncze wyjątki przypominają, że obraz nie jest kompletny.
Prawdziwa tajemnica nie brzmi już tylko: „co to jest?”.
Brzmi raczej: ile takich obiektów krąży dziś nad naszymi głowami – i które z nich w przyszłości będziemy potrafili jednoznacznie rozpoznać, a które pozostaną jedynie kolejną zagadką zderzającą się z ziemią?
Źródła
- Space.com – „Mysterious 'Space Ball' Crashes in Namibia” (2011)
- PanAm Post / EFE – prezentacja metalowych sfer przez peruwiańską CONIDA (2018)
- ANDINA – informacje o inskrypcjach na metalowych kulach w Peru (2018)
- New Zealand Geographic – „The space balls are coming”
- Radio New Zealand – „Space balls on display in Ashburton”
- Scientific American – „What to know about Kosmos-482…”