Przejdź do treści

Po co obcy mieliby badać ludzi? A co jeśli to nie oni badają nas, tylko my ich?

Lelio Michele Lattari
Dlaczego istoty zdolne do podróży międzygwiezdnych miałyby badać ludzi jak technicy z lat 50.? A może te „badania” są czymś zupełnie innym, niż myślimy?
  • Bliskie spotkanie z obcymi

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zgromadzono setki, jeśli nie tysiące relacji osób, które twierdzą, że doświadczyły bliskiego kontaktu z niezidentyfikowanymi obiektami i istotami pozaziemskimi. Część z tych świadectw dotyczy obserwacji UFO z dużej odległości, ale znaczna ich liczba opisuje coś znacznie bardziej osobistego — kontaktu fizycznego, telepatycznego lub wręcz uprowadzeń. W niemal każdej takiej relacji powtarza się motyw „badań” — zabiegów, testów, pobierania próbek czy ingerencji w ciało i psychikę świadków.

Wśród najbardziej znanych relacji znajduje się historia Betty i Barneya Hillów z 1961 roku — pierwszego udokumentowanego przypadku uprowadzenia, w którym para miała przeżyć pobyt na pokładzie obcego statku i badania fizyczne. Inny przykład to incydent Pascagoula z 1973 roku, gdzie dwóch rybaków relacjonowało spotkanie z dziwnymi istotami i krótkotrwały zanik świadomości. W 1976 roku czwórka przyjaciół z Allagash w stanie Maine doświadczyła wspólnego kontaktu i „missing time”, którego szczegóły przypomnieli sobie dopiero po hipnozie. Relacje tego typu pojawiały się też w Australii, Norwegii, Brazylii czy Polsce — a łączy je wspólny mianownik: niewytłumaczalne doświadczenia z udziałem istot o nieznanym pochodzeniu, które zdają się interesować czymś więcej niż tylko naszą biologią. Czy to w kontekście obserwacji UFO, czy bardziej radykalnych przypadków tzw. uprowadzeń — pojawia się motyw "badania": fizycznego kontaktu, testów, implantów, pobierania próbek. Czasem wręcz zabiegów przypominających operacje chirurgiczne. Ale czy to ma sens?

Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z zaawansowaną inteligencją — cywilizacją, która potrafi pokonywać dystanse międzygwiezdne, manipulować czasoprzestrzenią albo funkcjonować w innych wymiarach — to dlaczego miałaby badać ludzi w tak prymitywny sposób? Czy potrzebowaliby sondy, igieł, narzędzi? Czy nie wystarczyłby im skan, analiza zdalna, czy wręcz zwykła obserwacja?

Możliwe interpretacje

Warto spojrzeć na mnogość możliwych interpretacji tego, czym w ogóle mogą być opisywane przez świadków „badania”. Czy naprawdę są to eksperymenty biologiczne? Czy może tylko metaforyczna narracja, którą nasz umysł tworzy, by opisać spotkanie z czymś całkowicie niezrozumiałym?

To może nie badania biologiczne, tylko... testy psychologiczne

Jedna z hipotez głosi, że rzekome "badania" nie dotyczą naszej fizjologii — lecz reakcji. Obcy nie pobierają próbek, by poznać nasze ciała, tylko by obserwować nasze emocje, decyzje, lęk, spokój lub panikę.

W wielu relacjach świadkowie opowiadają o zimnej obecności, która nie krzywdzi, ale budzi silny stres. Może właśnie ten stres jest "obiektem badań"?


To, co widzimy, to tylko symbol

Inna teoria sugeruje, że wszystko, co widzą porwani, to nie dosłowne wydarzenia, ale projekcje dostosowane do ludzkiego umysłu. Gdyby obcy funkcjonowali w innym wymiarze lub posługiwali się zupełnie innymi środkami, nasz mózg mógłby nadpisywać te obrazy czymś znajomym. Czyli: nie było igieł ani laboratoriów, ale umysł "ubrał" kontakt z czymś niewytłumaczalnym w znane metafory: stół, narzędzia, szare istoty, światła. To jak sen: realny, ale symboliczny.


Może oni nie są tacy zaawansowani?

Założenie, że obcy to byty znacznie wyprzedzające nas technicznie, może być błędne. Być może to istoty tylko nieznacznie bardziej rozwinięte — albo takie, które same eksperymentują, poznają, badają świat.

Dla nich to nie "zaawansowana ekspedycja", ale raczej próba zrozumienia obcych im organizmów. Tak jak my badamy nieznane gatunki ryb z Rowu Mariańskiego.


To rytuał, nie badanie

Niektóre relacje (np. z sesji hipnozy) przypominają bardziej mistyczne doświadczenia niż klasyczne eksperymenty. Świadkowie opisują uczucie wyobcowania, zmiany w postrzeganiu, dziwne "przesłania" czy kontakt telepatyczny.

Może to nie badanie, lecz forma rytuału komunikacyjnego, duchowego lub wręcz inicjacyjnego. Dla ludzi nieczytelna, ale dla obcych — oczywista.


Może to nie oni badają nas, tylko my ich

To najbardziej przewrotna hipoteza. Może cały proces to nie ekspedycja badawcza, ale lustro: forma, w której nasze własne zbiorowe lęki, potrzeba kontaktu czy duchowego przebudzenia manifestuje się jako "porwanie"?  Nie ma narzędzi, nie ma igieł. Jest tylko umysł i jego sposób interpretowania nieznanego.

Nie wszystkie spotkania są traumatyczne

Choć większość relacji o uprowadzeniach skupia się na strachu, paraliżu i zagubieniu, istnieją też przypadki, w których świadkowie opisują spotkania z obcymi jako spokojne, wręcz duchowe doświadczenie. Niektórzy mówią o uczuciu ciepła, telepatycznego zrozumienia, a nawet wdzięczności za przekaz, który rzekomo otrzymali. Osoby te twierdzą, że kontakt z obcymi poszerzył ich świadomość, pozwolił spojrzeć na życie z innej perspektywy lub dostarczył informacji o przyszłości ludzkości.

Przykładem może być Whitley Strieber, autor książki „Communion”, który początkowo opisywał swoje doświadczenia jako przerażające, lecz z czasem uznał je za część wewnętrznego procesu przemiany. W ramach tzw. ruchu experiencerów (CE5) wiele osób deklaruje dobrowolny kontakt, który nie miał charakteru medycznego, a emocjonalny lub energetyczny.

Być może wszystko zależy od kontekstu, intencji — lub od nas samych. Może każdy człowiek przeżywa takie spotkanie inaczej, filtrując je przez własne lęki, przekonania i duchowy poziom rozwoju. Co dla jednego jest traumą, dla innego może być przełomem.

Ciekawym zjawiskiem, które również bywa opisywane w kontekście kontaktów z obcymi lub bytami pozazmysłowymi, jest channeling podczas paraliżu sennego. Niektórzy doświadczają wtedy intensywnych wizji, głosów lub przekazów, które interpretują jako kontakt z istotami duchowymi lub pozaziemskimi. Więcej o tym można przeczytać tutaj: Channelling podczas paraliżu sennego – dlaczego tak mało się o tym mówi?.


Tabela: wybrane relacje z Polski

Rok

Miejsce

Opis zdarzenia

Źródło / Uwagi

1978

Emilcin (Lubelskie)

Jan Wolski twierdził, że został zabrany na pokład obcego obiektu przez niskie istoty.

Najbardziej znana polska relacja; miejsce upamiętnione pomnikiem.

2000

okolice Wrocławia

Kobieta zgłosiła doświadczenie z „wibracjami”, jasnym światłem i brakiem wspomnień z kilku godzin.

Opisany przez badaczy Fundacji Nautilus.

2004

Bieszczady

Mężczyzna obudził się daleko od domu, bez śladów pośrednich, z „obrazami światła” w pamięci.

Sprawa badana przez niezależnych ufologów.

2013

Opolskie

Kobieta doświadczyła paraliżu sennego i kontaktu telepatycznego z istotami humanoidalnymi.

Połączone z channelingiem – doświadczenie transformujące.

Podsumowanie

Czy obcy rzeczywiście badają ludzi? A jeśli tak, to w jakim celu i na jakim poziomie? Biologicznym? Emocjonalnym? Duchowym?

Może zadajemy złe pytania. Może kontakt z nimi nie jest "działaniem" z ich strony, lecz reakcją naszego umysłu na zderzenie z czymś, czego nie pojmujemy. I może cały dramat porwania, badań i kontaktu to tylko pierwsza scena znacznie głębszego procesu poznawczego, na który nie jesteśmy jeszcze gotowi.

Dodaj komentarz

Udziel odpowiedzi na proste pytanie
Ten mechanizm ma sprawdzić, czy przypadkiem nie jesteś botem