Przejdź do treści

Wystarczyło 7 dni bez plastiku w kontakcie z jedzeniem. Wyniki zaskoczyły badaczy

Plastik stał się tak zwyczajną częścią kuchni, że prawie przestaliśmy go zauważać. Owinięta folią kanapka, woda z butelki, jedzenie w plastikowym pojemniku, gotowe danie w opakowaniu, deska do krojenia, woreczek z kaszą, pudełko z obiadem, a czasem nawet czajnik, w którym codziennie gotujemy wodę. Nowe badanie pokazuje jednak coś, co daje do myślenia: wystarczyło zaledwie siedem dni wyraźnego ograniczenia kontaktu jedzenia z plastikiem, aby w organizmach uczestników nastąpiła istotna zmiana.
  • Plastik w kuchni i efekty jego ograniczenia - Zaskakujące wyniki badań
    Caption
    Plastik w kuchni i efekty jego ograniczenia - Zaskakujące wyniki badań

Nie chodzi o eksperyment ekstremalny, w którym ludzie nagle przenieśli się do świata bez nowoczesnych opakowań. Chodzi o coś znacznie bliższego codzienności: o sprawdzenie, czy ograniczenie kontaktu żywności z plastikiem, plastikowymi akcesoriami kuchennymi i wybranymi produktami codziennego użytku może w krótkim czasie zmniejszyć ilość niektórych substancji wykrywanych w organizmie. Wyniki badania PERTH Trial, opublikowanego w 2026 roku w czasopiśmie Nature Medicine, sugerują, że taka zmiana może przynieść mierzalny efekt szybciej, niż wielu osobom mogłoby się wydawać.

Plastik nie musi być widoczny, żeby mieć kontakt z jedzeniem

Największy problem z plastikiem polega na tym, że zwykle myślimy o nim dopiero wtedy, gdy go widzimy. Plastikowa butelka, woreczek foliowy albo pojemnik na wynos są oczywiste. Znacznie rzadziej zastanawiamy się nad tym, co działo się z jedzeniem wcześniej: podczas produkcji, pakowania, transportu, przechowywania, podgrzewania i przygotowania w kuchni.

Tymczasem kontakt żywności z tworzywami może pojawiać się na wielu etapach. Warzywa bywają pakowane w folię. Mięso leży na plastikowych tackach. Gotowe dania są zamykane w pojemnikach. Produkty sypkie trafiają do woreczków. Puszki mogą mieć wewnętrzne powłoki ochronne. Do tego dochodzą plastikowe deski, łopatki, miski, pojemniki, folie spożywcze, torby śniadaniowe i naczynia wielokrotnego użytku, które z czasem się rysują, matowieją i zużywają.

Nie każdy kontakt z plastikiem oznacza automatycznie realne zagrożenie. Jednak badacze od lat zwracają uwagę, że część związków stosowanych przy produkcji tworzyw może migrować do żywności, zwłaszcza pod wpływem temperatury, tłuszczu, czasu przechowywania, uszkodzenia materiału albo wielokrotnego użytkowania. Dlatego szczególnie dużo wątpliwości budzi podgrzewanie jedzenia w plastikowych pojemnikach, zalewanie wrzątkiem plastikowych elementów, używanie folii przy gorącej żywności oraz przechowywanie tłustych produktów w tworzywach nieprzeznaczonych do takiego kontaktu.

Co dokładnie sprawdzili naukowcy?

Badanie PERTH Trial, czyli Plastic Exposure Reduction Transforms Health Trial, przeprowadzono w Australii Zachodniej. Naukowcy z University of Western Australia przez kilka lat analizowali ekspozycję dorosłych osób na substancje chemiczne związane z plastikiem. Szczególną uwagę poświęcono dwóm grupom związków: ftalanom i bisfenolom, w tym BPA oraz jego zamiennikom, takim jak BPS.

Ftalany są stosowane m.in. po to, by nadawać tworzywom elastyczność. Bisfenole mogą pojawiać się w twardych tworzywach i powłokach ochronnych. Obie grupy substancji są przedmiotem zainteresowania toksykologów, ponieważ część z nich może wpływać na układ hormonalny. Nie oznacza to, że pojedynczy plastikowy pojemnik jest „trucizną”, ale oznacza, że warto patrzeć na codzienną, powtarzalną ekspozycję, która może pochodzić z wielu źródeł jednocześnie.

W części obserwacyjnej badania wzięło udział 211 dorosłych uczestników. Następnie 60 osób objęto siedmiodniową interwencją. Uczestników podzielono na grupy, w których ograniczano różne źródła kontaktu z plastikiem: żywność i napoje, akcesoria kuchenne oraz wybrane produkty do pielęgnacji osobistej. Nie chodziło więc wyłącznie o „zdrową dietę”, lecz o próbę usunięcia możliwie wielu plastikowych punktów styku — od produkcji i pakowania po przygotowanie posiłku w domu.

Jedzenie miało nie dotykać plastiku od pola do talerza

Najciekawsze w tym badaniu jest to, jak poważnie potraktowano samo pojęcie „diety niskoplastikowej”. Uczestnicy nie dostali po prostu zaleceń w stylu: „proszę mniej używać plastiku”. Zespół badawczy współpracował z dietetykami, producentami żywności i dostawcami, aby ograniczyć kontakt jedzenia z tworzywami już na wcześniejszych etapach łańcucha dostaw.

To ważne, bo zwykły konsument często widzi dopiero końcowe opakowanie. Może przełożyć jedzenie z plastikowego pudełka do szklanego naczynia, ale nie wie, czy wcześniej produkt nie był przechowywany w plastikowym worku, przesypywany przez plastikowe elementy linii produkcyjnej albo owinięty folią podczas transportu. W badaniu próbowano ograniczyć te kontakty znacznie szerzej.

Uczestnicy nadal mogli jeść różnorodne produkty, w tym pieczywo, mięso, warzywa, owoce, makarony czy przekąski. Różnica polegała na tym, że jedzenie miało możliwie mało kontaktu z plastikiem, a w kuchni używano alternatyw, takich jak stal nierdzewna, szkło, drewno czy inne materiały niezwiązane z typowymi plastikowymi akcesoriami.

Co zmieniło się po 7 dniach?

Po tygodniu u uczestników grup interwencyjnych odnotowano spadek poziomu części metabolitów związków plastikopochodnych w moczu. W publikacji naukowej opisano m.in. obniżenie poziomu mono-n-butyl ftalanu, monobenzyl ftalanu oraz bisfenolu A. Według komunikatu University of Western Australia, w grupie, w której ograniczano kilka źródeł ekspozycji jednocześnie, poziomy ftalanów spadły o ponad 44 procent, a bisfenoli, takich jak BPA i BPS, o ponad 50 procent.

To nie znaczy, że organizm „oczyścił się z plastiku” w popularnym, uproszczonym sensie. Badanie mierzyło wybrane związki i ich metabolity w moczu, a nie całkowitą ilość mikroplastiku w tkankach. Nie można więc wyciągać z niego wniosku, że po tygodniu człowiek staje się wolny od skutków wieloletniej ekspozycji. Można jednak powiedzieć coś ostrożniejszego i jednocześnie bardzo istotnego: część chemikaliów związanych z plastikiem reaguje na zmiany w codziennych nawykach szybciej, niż moglibyśmy przypuszczać.

To jest najważniejszy punkt całej historii. Skoro pewne poziomy w moczu mogą spaść już po siedmiu dniach, oznacza to, że codzienne wybory naprawdę mają znaczenie. Nie w sensie cudownej detoksykacji, ale w sensie ograniczania bieżącej ekspozycji.

Dlaczego kuchnia jest tak ważnym miejscem?

Kuchnia jest jednym z głównych punktów kontaktu człowieka z plastikiem, bo łączy trzy czynniki: jedzenie, temperaturę i czas. Produkt może leżeć w opakowaniu przez wiele dni. Może być tłusty, kwaśny albo wilgotny. Może zostać podgrzany. Może mieć kontakt z uszkodzonym pojemnikiem, porysowaną deską albo plastikową folią. Każdy z tych elementów nie musi być dramatyczny z osobna, ale razem tworzą codzienny schemat, który powtarza się latami.

Właśnie dlatego coraz częściej mówi się nie tylko o tym, co jemy, ale także o tym, w czym jedzenie było przechowywane i jak zostało przygotowane. Zdrowa kasza ugotowana w foliowym woreczku nie jest już tak oczywistym symbolem rozsądnego wyboru, jeśli zaczniemy pytać o kontakt żywności z tworzywem podczas gotowania. Podobny problem opisywaliśmy szerzej w artykule o tym, dlaczego nie warto gotować ryżu i kaszy w woreczkach, szczególnie wtedy, gdy plastik trafia bezpośrednio do wrzątku razem z jedzeniem.

Do tej samej układanki pasuje kwestia podgrzewania posiłków. Kuchenka mikrofalowa sama w sobie nie jest magicznym urządzeniem niszczącym jedzenie, ale sposób jej używania ma ogromne znaczenie. Jeżeli gorący posiłek jest podgrzewany w plastikowym pojemniku, zwłaszcza nieprzeznaczonym do takiego zastosowania, ryzyko migracji niepożądanych substancji może rosnąć. Dlatego przy temacie tworzyw i temperatury warto wrócić także do tekstu o tym, kiedy kuchenki mikrofalowe mogą budzić uzasadnione wątpliwości zdrowotne — nie z powodu samej „mikrofali”, lecz błędów popełnianych podczas podgrzewania.

Nie tylko pojemniki. Problem może zaczynać się od wody

Woda wydaje się najprostszym produktem pod słońcem. Tymczasem także ona często ma kontakt z plastikiem: w butelkach, baniakach, dystrybutorach, rurkach, filtrach, uszczelkach albo elementach urządzeń kuchennych. Do tego dochodzi popularny nawyk wielokrotnego używania plastikowych butelek, zostawiania ich w nagrzanym samochodzie albo przechowywania wody w miejscach narażonych na wysoką temperaturę.

Osobny temat stanowią czajniki elektryczne, zwłaszcza te wykonane w dużej części z tworzyw sztucznych. W ich przypadku dochodzi kontakt plastiku z wysoką temperaturą i wodą, którą później pijemy. Nie każdy czajnik działa tak samo i nie każdy materiał ma identyczne właściwości, ale ostrożność jest uzasadniona, szczególnie wtedy, gdy urządzenie jest tanie, ma intensywny zapach po podgrzaniu albo wewnątrz znajdują się plastikowe elementy mające kontakt z wrzątkiem. Więcej o tym problemie pisaliśmy w artykule o tym, czy czajnik elektryczny może uwalniać do wody niepożądane substancje.

Podobny mechanizm ostrożności dotyczy samej wody butelkowanej. Wiele osób sięga po nią, bo uważa ją za czystszą i bezpieczniejszą od kranówki. Tymczasem opakowanie, temperatura przechowywania i czas ekspozycji też mają znaczenie. Jeżeli woda przez długi czas stoi w plastikowej butelce, a potem trafia do organizmu codziennie przez miesiące lub lata, warto przynajmniej zadać sobie pytanie, czy to na pewno najlepszy wybór. Ten wątek rozwijaliśmy w tekście o tym, dlaczego po poznaniu pewnych faktów można inaczej spojrzeć na wodę przechowywaną w plastiku.

Co z puszkami, gotowymi daniami i żywnością wysoko przetworzoną?

Badanie PERTH zwróciło uwagę nie tylko na oczywiste plastikowe opakowania, ale także na produkty wysoko przetworzone, pakowane i puszkowane. To ważne, bo puszka kojarzy się z metalem, a nie z plastikiem. W praktyce wiele puszek ma jednak wewnętrzne powłoki ochronne, które mogą zawierać lub historycznie zawierały związki budzące zainteresowanie toksykologów, w tym bisfenole.

Nie oznacza to, że jednorazowe zjedzenie fasoli z puszki jest powodem do paniki. Problemem jest raczej suma małych, powtarzalnych ekspozycji: śniadanie z plastiku, obiad z plastikowego pudełka, woda z butelki, kolacja z tacki, przekąska z foliowego opakowania, kawa z kubka z powłoką, zupa z puszki, a na koniec podgrzewanie resztek w pojemniku, który nie powinien trafić do mikrofalówki.

Właśnie dlatego wyniki australijskiego badania są ciekawe. Pokazują, że nie trzeba szukać jednego „winnego” produktu. Wystarczy spojrzeć na cały styl jedzenia i przygotowywania posiłków. Plastik nie jest pojedynczym epizodem. Jest środowiskiem, w którym funkcjonuje współczesna dieta.

Jak ograniczyć plastik przy jedzeniu bez popadania w obsesję?

Nie trzeba wyrzucać połowy kuchni jednego dnia. Znacznie lepiej zacząć od miejsc, w których plastik spotyka się z ciepłem, tłuszczem i długim przechowywaniem. To właśnie tam ostrożność wydaje się najbardziej uzasadniona. Gorące jedzenie można przekładać do szkła, ceramiki lub stali nierdzewnej. Resztki obiadu warto przechowywać w szklanych pojemnikach. Do mieszania gorących potraw lepiej używać drewnianych albo stalowych akcesoriów. W mikrofalówce bezpieczniej korzystać z naczyń przeznaczonych do podgrzewania, bez porysowanego plastiku i bez folii, która dotyka jedzenia.

Drugim krokiem jest uważniejsze robienie zakupów. Im bardziej produkt jest przetworzony, porcjowany, pakowany i gotowy do natychmiastowego użycia, tym więcej etapów kontaktu z materiałami opakowaniowymi może mieć za sobą. Nie chodzi o to, aby nigdy nie kupić niczego w opakowaniu. Chodzi o to, aby podstawą diety były produkty możliwie proste, świeże i mniej przetworzone, a nie żywność, która od produkcji do talerza spędza większość czasu w plastiku.

Trzecim krokiem jest rezygnacja z najbardziej wątpliwych praktyk: gotowania produktów w woreczkach, zalewania plastiku wrzątkiem, przechowywania tłustych potraw w przypadkowych pojemnikach, podgrzewania jedzenia w opakowaniu po daniu na wynos oraz używania starych, porysowanych plastikowych naczyń. To niewielkie zmiany, ale właśnie takie zmiany najłatwiej utrzymać przez lata.

Najbardziej niepokojące jest to, jak normalny stał się plastik

Największą lekcją z badania PERTH nie jest sama liczba procentów. Największą lekcją jest uświadomienie sobie, że kontakt żywności z plastikiem stał się niemal niewidzialny. Jest tak powszechny, że przestał wyglądać jak wybór. Stał się domyślnym ustawieniem współczesnej kuchni.

Dlatego siedem dni bez plastiku w kontakcie z jedzeniem brzmi dziś prawie jak eksperyment laboratoryjny, choć jeszcze kilka pokoleń temu wiele takich rozwiązań było normalnością. Szkło, metal, drewno, papier, ceramika i świeża żywność nie były „ekoalternatywą”, lecz codziennością. 

Nie trzeba wpadać w lęk przed każdym opakowaniem. Warto jednak odzyskać czujność. Jeśli plastik ma codzienny kontakt z tym, co jemy i pijemy, nie jest to dla nas obojętne. A jeżeli już po siedmiu dniach zmiany w kuchni mogą być widoczne w badaniach moczu, to znaczy, że nasze talerze, pojemniki, butelki i czajniki są częścią większej historii o zdrowiu, której przez długi czas po prostu nie chcieliśmy widzieć.

Bibliografia

  1. Harray A.J., Lucas A.D., Herrmann S.E. i wsp., Low-plastic diet and urinary levels of plastic-associated phthalates and bisphenols: the randomized controlled PERTH Trial, Nature Medicine, 2026.
  2. University of Western Australia, Research shows fast and effective way to reduce plastics in body, komunikat prasowy UWA, 22 kwietnia 2026.
  3. Lucas A. i wsp., Randomised controlled trial of a low plastic diet and lifestyle intervention to reduce plastic-associated chemical exposure in adults with cardiometabolic risk factors: protocol for the PERTH Trial, BMJ Open, 2025.
  4. National Institute of Environmental Health Sciences, Endocrine Disruptors, materiały informacyjne NIEHS.
  5. European Food Safety Authority, Bisphenol A and other bisphenols, materiały tematyczne EFSA.
  6. EFSA Panel on Food Contact Materials, Enzymes and Processing Aids, Update of the risk assessment of di-butylphthalate, butyl-benzyl-phthalate, bis(2-ethylhexyl)phthalate, di-isononylphthalate and di-isodecylphthalate for use in food contact materials, EFSA Journal, 2019.