Przejdź do treści

Polka straciła miliony złotych przez rytuały. Gdy zabrakło pieniędzy, za czary płaciła ciałem

Zaczęło się od obietnic poprawy życia, ochrony i odwrócenia złej energii. Potem były kolejne rytuały, coraz większe opłaty, strach przed przerwaniem kontaktu i zależność, z której trudno było się wyrwać. Gdy sprawa trafiła do sądu, okazało się, że klientka wróżki straciła ponad 5,5 mln zł i 74 tys. funtów. Najbardziej porażające jest jednak to, jak daleko według śledczych miała zajść ta relacja.
  • Straciła majątek przez rytuały
    Caption
    Straciła majątek przez rytuały

Wróżba, rytuał, „odwrócenie złej energii” — dla jednych to niewinna forma duchowego wsparcia, dla innych sposób na poradzenie sobie z lękiem i samotnością. Ta historia pokazuje jednak, jak łatwo granica między usługą ezoteryczną a psychiczną zależnością może zostać przekroczona. Klientka przez lata płaciła za rytuały, a gdy zabrakło jej pieniędzy, według ustaleń prokuratury zaczęła zdobywać je w sposób, który brzmi jak scenariusz filmu o manipulacji. W tle pojawia się samotność, strach, obietnice miłości, wizja złych energii i kwota, która robi większe wrażenie niż sama historia.

Zaczęło się od ogłoszenia w Internecie

Sprawa dotyczy Agaty N., kobiety podającej się za wróżkę o nadprzyrodzonych zdolnościach. Pokrzywdzona, Polka od lat mieszkająca za granicą, miała skontaktować się z nią w 2009 roku po utracie pracy. Była samotna, zagubiona i przestraszona. W Internecie znalazła ogłoszenie o usługach jasnowidzenia.

Według komunikatu Prokuratury Okręgowej w Legnicy wróżka zaproponowała rytuały, które miały zmienić życie klientki. Miały pomóc m.in. w powrocie byłego partnera. Początkowo opłaty wynosiły od 300 do 600 zł. Z czasem jednak ceny rosły, a kolejne „mocniejsze” obrzędy miały być przedstawiane jako konieczne.

To ważny szczegół, bo w podobnych historiach rzadko zaczyna się od wielkich sum. Najpierw pojawia się niewielka płatność, potem nadzieja, potem lęk, a dopiero później mechanizm, z którego coraz trudniej się wycofać.

„Nie możesz przerwać, bo będzie gorzej”

Z ustaleń śledczych wynika, że gdy pokrzywdzona chciała zakończyć współpracę, miała być straszona konsekwencjami. Według prokuratury wróżka mówiła m.in. o złych energiach, braku powodzenia w życiu prywatnym i zawodowym, utracie zdrowia, a nawet o możliwości urodzenia chorego dziecka.

To już nie brzmi jak zwykła „usługa duchowa”. To mechanizm kontroli oparty na strachu. Człowiek nie płaci wtedy dlatego, że chce. Płaci, bo boi się przestać.

I właśnie ten element jest w tej sprawie najważniejszy. Nie chodzi wyłącznie o to, czy ktoś wierzy w rytuały, wróżby albo energię. Chodzi o moment, w którym taka wiara zostaje użyta przeciwko osobie znajdującej się w kryzysie.

Kwota, która brzmi niewiarygodnie

Według ustaleń opisanych przez prokuraturę i media pokrzywdzona straciła ponad 5 mln zł oraz ponad 74 tys. funtów. Portal Fakt, opisując prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, podał kwotę ponad 5,5 mln zł i 74 tys. funtów.

To pieniądze, za które można kupić kilka mieszkań. A jednak w tej historii nie chodzi tylko o skalę finansową. Chodzi o to, jak przez lata można budować zależność, w której kolejne płatności nie kończą problemu, lecz stają się warunkiem dalszej „ochrony”.

Najpierw rytuał miał poprawić życie. Potem kolejny miał wzmocnić poprzedni. Potem następny miał uchronić przed skutkami przerwania całego procesu. Tak z duchowej obietnicy może powstać psychologiczna pułapka.

W końcu miała płacić ciałem

Najbardziej drastyczna część tej sprawy dotyczy tego, co miało wydarzyć się wtedy, gdy dług za rytuały urósł do rozmiarów, których kobieta nie była już w stanie spłacić.

Prokuratura podała, że za namową oskarżonej i przy jej wsparciu organizacyjnym pokrzywdzona zaczęła świadczyć usługi seksualne. Pieniądze miały trafiać do Agaty N. Średnio było to około 1400 funtów miesięcznie. Według komunikatu prokuratury kobieta robiła to z obawy przed przerwaniem współpracy przez około 10 lat.

W tej historii pojawia się jeszcze jeden szczegół, który mógłby zabrzmieć niemal groteskowo, gdyby nie dotyczył realnej krzywdy. Według prokuratury wróżka miała zapewniać klientkę, że raz w miesiącu odprawi rytuał, który sprawi, że będzie ona miała wielu klientów. Innymi słowy: rytuały miały już nie tylko „chronić” czy „przyciągać miłość”, lecz także pomagać zarabiać pieniądze na dalsze spłacanie długu wobec samej wróżki.

To pokazuje, jak absurdalny i jednocześnie groźny może stać się system zależności, jeśli jedna osoba zaczyna kontrolować lęk, nadzieję i decyzje drugiej.

Sąd, wyrok i spór o kwalifikację

W pierwszej instancji Sąd Okręgowy w Legnicy skazał Agatę N. na 3,5 roku więzienia za oszustwo, orzekł grzywnę i nakazał naprawienie szkody. Prokuratura uważała jednak wyrok za zbyt łagodny.

Media podawały, że Sąd Apelacyjny we Wrocławiu 12 grudnia 2025 roku prawomocnie uznał Agatę N. za winną oszustwa i skazał ją na dwa lata pozbawienia wolności. Utrzymany miał zostać obowiązek zwrotu ogromnych pieniędzy.

Warto zaznaczyć jedną rzecz: sąd w pierwszej instancji wskazywał, że nie ma wystarczających podstaw do uznania, iż to Agata N. doprowadziła pokrzywdzoną do uprawiania prostytucji. Prokuratura stała jednak na stanowisku przeciwnym, podnosząc, że oskarżona miała skłonić kobietę do świadczenia usług seksualnych i czerpać z tego korzyści.

To nie jest tekst przeciwko ezoteryce. To tekst przeciwko wykorzystywaniu strachu

Najłatwiej byłoby napisać: „widzicie, wróżki oszukują”. Tyle że to byłoby zbyt proste i niesprawiedliwe wobec ludzi, którzy traktują ezoterykę jako symboliczny język, formę refleksji albo prywatny rytuał bez krzywdzenia innych.

Problem zaczyna się gdzie indziej: tam, gdzie jedna osoba mówi drugiej, że bez niej stanie się coś złego. Że przerwanie rytuału sprowadzi chorobę. Że pech, samotność, utrata pracy albo problemy w związku są dowodem działania złej energii. Że trzeba płacić dalej, bo inaczej „proces” się cofnie.

To już nie jest duchowość. To psychologiczne uzależnianie od strachu.

Czerwone flagi, których nie wolno ignorować

W podobnych sytuacjach warto zwrócić uwagę na kilka sygnałów ostrzegawczych.

  • Pierwszy: ktoś twierdzi, że tylko on może Ci pomóc. 
  • Drugi: cena rośnie, ale efekt wciąż jest odkładany na później.
  • Trzeci: pojawia się straszenie chorobą, nieszczęściem, klątwą albo utratą bliskiej osoby. 
  • Czwarty: masz poczucie, że nie płacisz z własnej decyzji, tylko ze strachu.
  • Piąty: ktoś namawia Cię do zadłużania się, sprzedaży majątku albo robienia rzeczy, których wcześniej nie chciałeś robić.
  • Szósty: kontakt z taką osobą izoluje cię od rodziny, znajomych i racjonalnej oceny sytuacji.

Najgroźniejszy moment przychodzi wtedy, gdy człowiek już nie pyta: „czy to mi pomaga?”, tylko: „co się stanie, jeśli przestanę?”.

Dlaczego człowiek może w to wejść tak głęboko?

Z zewnątrz łatwo powiedzieć: „jak można było w to uwierzyć?”. Ale takie pytanie niczego nie wyjaśnia. Osoby w kryzysie rzadko podejmują decyzje z chłodnym dystansem. Samotność, utrata pracy, strach, pobyt za granicą, brak wsparcia i potrzeba nadziei mogą sprawić, że człowiek zaczyna łapać się obietnic, których normalnie by nie przyjął.

W tej sprawie biegli psychologowie, cytowani przez media, wskazywali, że pokrzywdzona nie wykazywała zaburzeń poznawczych ani psychicznych, ale była osobą słabo przystosowaną społecznie, z dużym poczuciem wyalienowania i wyobcowania. To ważne, bo pokazuje, że ofiarą manipulacji nie musi być osoba „niepoczytalna”. Czasem wystarczy samotność, strach i ktoś, kto umie to wykorzystać.

Najbardziej przerażające nie są rytuały, tylko zależność

Ta historia jest interesująca nie dlatego, że pojawia się w niej wróżka, ale dlatego, że pokazuje, jak można przejąć kontrolę nad cudzym życiem, używając języka duchowości, nadziei i lęku.

Rytuał sam w sobie może być dla kogoś symbolem, modlitwą, prywatnym gestem albo sposobem  uporządkowania emocji. Ale gdy rytuał staje się narzędziem szantażu, a człowiek zaczyna płacić nie tylko pieniędzmi, lecz także własną godnością, ciałem i latami życia, nie ma już mowy o duchowej pomocy.

Jest zależność. Jest strach. Jest wykorzystanie. I jest pytanie, które warto zadać sobie znacznie wcześniej niż po stracie całego majątku: czy ta osoba naprawdę mi pomaga, czy tylko coraz lepiej wie, czego się boję?

Źródła

  1. Prokuratura Okręgowa w Legnicy — komunikat: „Wróżka, która oszukała swoją klientkę na ponad 5 milionów zł skazana na 3,5 roku więzienia…”. 
  2. Fakt — informacja o prawomocnym wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 12 grudnia 2025 r., kwocie ponad 5,5 mln zł i 74 tys. funtów oraz opisie mechanizmu zależności.
  3. RMF24 — opis sprawy za PAP: skazanie, kwoty, straszenie pokrzywdzonej i informacja o świadczeniu usług seksualnych oraz przekazywaniu pieniędzy Agacie N.
  4. TVN24 — opis aktu oskarżenia, stanowiska prokuratury, opinii biegłych psychologów i pierwszego wyroku Sądu Okręgowego w Legnicy.