Przejdź do treści

Test, którego nie wolno już stosować w szkołach. Ujawniał zbyt wiele

Przez dekady wierzono, że kilka plam atramentowych potrafi powiedzieć o człowieku więcej niż rozmowa. W pewnym momencie podobne narzędzia zaczęły pojawiać się także w otoczeniu szkolnym: w poradniach, gabinetach psychologów, podczas „diagnoz” uczniów sprawiających trudności. I wtedy wyszło na jaw coś niewygodnego. Nie tylko to, że test potrafi dotykać tematów, które nie mają nic wspólnego z edukacją, ale też że jego wyniki – jeśli potraktować je zbyt dosłownie – mogą ciążyć na dziecku latami.
  • Archiwalne badanie psychologiczne ucznia w szkole, lata 50. XX wieku
    Caption
    Archiwalne badanie psychologiczne ucznia w szkole, lata 50. XX wieku

W artykule mowa o technikach projekcyjnych, z najsłynniejszą z nich na czele: teście plam atramentowych Rorschacha. Dziś w szkołach publicznych Zachodu praktycznie się go nie stosuje, a sama idea „projekcji” budzi ostre spory w środowisku psychologów. Nie chodzi wyłącznie o naukową krytykę, lecz także o etykę: o zgodę, ryzyko stygmatyzacji i o to, czy szkoła w ogóle ma prawo „zaglądać” w takie rejony psychiki ucznia.

Rorschach: narzędzie kliniczne, które dla szkół okazało się zbyt dalekie

Test Rorschacha powstał w 1921 roku jako próba uchwycenia związku między percepcją a osobowością: badany opisuje, co widzi w niejednoznacznych plamach atramentowych, a psycholog analizuje odpowiedzi według określonego systemu. Rorschach liczył na usprawnienie diagnozy psychiatrycznej, ale późniejsze badania podkopały wiarę w to, jak jednoznacznie można interpretować odpowiedzi i jak bardzo stabilne mogą być wnioski.

W połowie XX wieku test był niezwykle popularny w psychologii klinicznej, a jego zastosowania rozlały się szerzej: do rekrutacji, wojska, sądów, a także do pracy z dziećmi i młodzieżą. Brytyjskie środowisko rorschachowskie opisuje, że narzędzie wykorzystywano również „w ustawieniach edukacyjnych”, zwłaszcza do oceny nastolatków i ich funkcjonowania. Nie oznacza to, że Rorschach był „przedmiotem szkolnym”, ale że bywał używany w otoczeniu szkoły – w poradniach, konsultacjach, diagnozach uczniów.

Kiedy i jak długo test był stosowany w otoczeniu szkoły?

Test Rorschacha bywał stosowany w środowisku szkolnym i okołoszkolnym głównie od lat 30. do 60. XX wieku. Nie funkcjonował jako element programu nauczania, lecz pojawiał się w poradniach psychologicznych, konsultacjach edukacyjnych i diagnozach uczniów sprawiających trudności. Od przełomu lat 60. i 70. w krajach Zachodu zaczęto systemowo odchodzić od testów projekcyjnych w edukacji, uznając je za narzędzia stricte kliniczne. W kolejnych dekadach test Rorschacha został praktycznie wycofany z praktyki szkolnej i ograniczony do diagnostyki klinicznej, sądowej i badawczej. Przeglądy badań i analiz praktyki psychologów szkolnych pokazują, że narzędzia wymagające długiej procedury i zaawansowanej interpretacji – takie jak test Rorschacha – pojawiają się dziś w szkołach jedynie sporadycznie.

A jak było w Polsce?

Test Rorschacha nie miał u nas tej samej historii „wycofywania ze szkół”, co na Zachodzie. W polskiej tradycji narzędzia projekcyjne były opisywane i nauczane (także w kontekście pracy z dziećmi i młodzieżą), ale raczej jako metody specjalistyczne, nie jako szkolny standard.

Zamiast szerokiego użycia w szkołach, w Polsce częściej widzieliśmy inne zjawisko: spór o to, czy i jak wolno stosować techniki projekcyjne w diagnozie klinicznej i orzeczniczej. 

Jak działa test Rorschacha?

Aby zrozumieć, dlaczego test budził takie kontrowersje w środowisku szkolnym, warto na chwilę przyjrzeć się temu, jak faktycznie działa.

Test Rorschacha opiera się na zasadzie projekcji. Badanemu pokazuje się serię niejednoznacznych plam atramentowych i prosi, by opisał, co widzi. Kluczowe nie jest samo „co”, lecz „jak”: sposób interpretacji, akcentowane szczegóły, emocjonalny ton odpowiedzi, a także to, czy badany widzi całość obrazu, czy koncentruje się na fragmentach. W założeniu odpowiedzi mają odzwierciedlać indywidualny sposób postrzegania świata i reagowania na bodźce niejasne lub wieloznaczne.

Dla zobrazowania mechanizmu wystarczy prosty przykład. Ta sama plama atramentowa może zostać opisana przez jednego badanego jako „dwa zwierzęta zwrócone do siebie”, przez innego jako „coś rozpadającego się” lub „postać w niebezpieczeństwie”. Dla diagnosty nie jest istotne, która odpowiedź jest „prawdziwa”, lecz to, jakie skojarzenia pojawiają się spontanicznie, jaki mają ładunek emocjonalny i czy układają się w powtarzalny wzorzec. Właśnie ta wieloznaczność sprawia, że test bywa pomocny w klinice — i problematyczny w szkole.

Choć same tablice testu są dziś szeroko dostępne, ich publiczne prezentowanie od lat budzi sprzeciw części środowiska psychologów, właśnie ze względu na ryzyko spłycenia i nadinterpretacji.

Uproszczony schemat pokazujący, dlaczego narzędzia projekcyjne wymagają warunków klinicznych i nie są dostosowane do realiów szkolnych

Dlaczego „nie wolno już w szkołach”: trzy powody, które zabiły pomysł

Powody, dla których testy projekcyjne zniknęły ze szkół, nie są jednorodne, ale łączy je jeden wspólny mianownik: granice odpowiedzialności edukacji.

Szkoła nie jest gabinetem klinicznym

W edukacji diagnoza ma służyć wsparciu nauki i rozwoju, a nie „wyciąganiu na wierzch” głęboko prywatnych treści. Projekcyjne techniki potrafią dotykać tematów związanych z lękiem, seksualnością, agresją, traumą czy relacjami rodzinnymi – czyli obszarów, które wymagają terapii, poufności i odpowiedzialności klinicznej. 

W praktyce klinicznej oznacza to, że odpowiedzi ucznia mogą ujawnić treści, których szkoła nie jest przygotowana ani interpretować, ani „unieść”. Przykładowo: w badaniu projekcyjnym dziecko może konsekwentnie widzieć w neutralnych bodźcach sceny zagrożenia, przemocy lub porzucenia. Dla psychologa klinicznego jest to sygnał do ostrożnej, długofalowej pracy terapeutycznej. W realiach szkolnych taka informacja łatwo zamienia się w nieformalną etykietę: „dziecko z problemami”, „dziecko agresywne”, „dziecko z trudnym tłem”. Bez zaplecza terapeutycznego i gwarancji poufności szkoła nie ma narzędzi, by z takim materiałem odpowiedzialnie postępować.

Zgoda, prawa dziecka i ryzyko stygmatyzacji

W szkołach standardem jest jawność celu badania, adekwatna informacja i ochrona praw ucznia. Kiedy narzędzie jest „mgliste” (bo musi takie być, żeby działało), pojawia się napięcie: ile można wyjaśnić, by nie zniszczyć wartości diagnostycznej, a ile trzeba wyjaśnić, by zachować etykę i prawo do świadomej zgody? W polskim opracowaniu dotyczącym zasad w badaniach testowych (odwołującym się do standardów etycznych) wyraźnie podkreśla się wagę udzielenia jawnej zgody w ocenie psychologicznej.

W praktyce szkolnej dochodzi jeszcze jedno: jeśli w dokumentacji ucznia pojawi się etykieta wynikająca z „interpretacji plam”, łatwo o szufladkowanie. A dziecko nie ma realnej kontroli nad tym, jak długo i gdzie taki opis będzie krążyć.

Spór o trafność i nadużycia w sprawach „wysokiej stawki”

Krytyka testów projekcyjnych nie dotyczy tylko szkół. W Polsce głośno było o sporach wokół używania Rorschacha i innych technik projekcyjnych w kontekstach, gdzie konsekwencje są ogromne (np. sąd). „Polityka” opisywała protest części środowiska akademickiego przeciwko traktowaniu testów projekcyjnych jako narzędzi przesądzających o losach ludzi.

Z perspektywy „szkolnej” wniosek jest prosty: jeśli narzędzie budzi tak silne kontrowersje w sądzie, to tym bardziej trudno uzasadnić jego używanie w codziennej diagnostyce uczniów. Akademicki artykuł z „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Psychologica” podnosi problem psychometrycznej wartości wybranych technik projekcyjnych w opiniowaniu sądowym i wskazuje, że w pewnych zastosowaniach powinno się ich unikać ze względu na brak uzasadnienia empirycznego dla konkretnych wniosków.

„Ujawniał zbyt wiele” – ale co to właściwie znaczy?

W praktyce chodzi o dwie rzeczy. Po pierwsze: narzędzie potrafi otwierać rozmowę o przeżyciach i konfliktach, których uczeń nie nazwie wprost. Zwolennicy metod projekcyjnych powiedzą: właśnie dlatego bywają użyteczne, bo „dają głos” temu, co niewyrażalne i nieuświadomione.

Po drugie: ta sama cecha jest ryzykiem. Jeśli interpretacja idzie za daleko – jeśli z odpowiedzi na plamę robi się twardą diagnozę, etykietę lub prognozę zachowań – szkoła wchodzi na obcy teren. I to jest prawdziwy sens zdania „ujawniał zbyt wiele”: nie chodzi o „czytanie w myślach”, tylko o przekraczanie granicy między edukacyjnym wsparciem a głęboką oceną osobowości.

Co szkoły robią dziś zamiast tego?

W praktyce szkolnej (tam, gdzie jest rozwinięta psychologia szkolna) dominuje podejście bardziej „odwracalne” i oparte na jasnych kryteriach: obserwacja funkcjonowania, wywiad, kwestionariusze o znanych parametrach, testy rozwoju i uczenia się, a w razie potrzeby – skierowanie do diagnostyki klinicznej poza szkołą. Dane z badań praktyki psychologów szkolnych pokazują, że jeśli już sięga się po narzędzia projekcyjne, to zwykle po te prostsze i sporadycznie, a nie po czasochłonne „klasyki” pokroju Rorschacha. To nie przypadek. Szkoła ma wspierać rozwój, a nie wydobywać treści, z którymi nie ma narzędzi, by odpowiedzialnie coś zrobić.

FAQ - Często zadawane pytania

Czy test Rorschacha jest dziś zakazany prawnie w szkołach?

Nie istnieje jeden akt prawny zakazujący testu Rorschacha w placówkach edukacyjnych. Jego „zniknięcie” ze szkół to efekt decyzji systemowych, etycznych i praktycznych: uznano go za narzędzie kliniczne, nieedukacyjne, wymagające specjalistycznych warunków i poufności.

Czy test Rorschacha nadal jest używany?

Tak, ale niemal wyłącznie w diagnostyce klinicznej, sądowej lub badawczej. Stosują go wykwalifikowani psychologowie, a procedura podlega ścisłym zasadom etycznym i formalnym.

Dlaczego nie wolno stosować testu Rorschacha w szkołach?

Ponieważ test może ujawniać treści głęboko prywatne, które wymagają pracy terapeutycznej. Szkoła nie ma ani uprawnień, ani narzędzi, by odpowiedzialnie zajmować się takimi informacjami.

Czy test Rorschacha „czyta w myślach”?

Nie. Test nie pozwala odczytywać myśli ani jednoznacznie diagnozować zaburzeń. Dostarcza jedynie materiału do interpretacji, który bez kontekstu klinicznego łatwo nadinterpretować.

Czy inne testy psychologiczne są stosowane w szkołach?

Tak. W praktyce szkolnej używa się narzędzi o jasno określonych kryteriach: obserwacji, wywiadu, kwestionariuszy i testów rozwoju czy uczenia się. Są one bardziej „odwracalne” i lepiej dopasowane do celów edukacyjnych.

Czy stosowanie testów projekcyjnych u dzieci jest niebezpieczne?

Nie samo narzędzie jest problemem, lecz kontekst jego użycia. W warunkach klinicznych testy projekcyjne mogą być pomocne; w środowisku szkolnym niosą ryzyko stygmatyzacji i błędnych wniosków.

Bibliografia

  1. Hermann Rorschach, Psychodiagnostik, 1921.
  2. Encyclopaedia Britannica, hasło: „Personality assessment – Projective techniques”, aktualizowane wydanie online (dostęp: 2026).
  3. British Society for the Rorschach and Projective Methods, „History” (materiał historyczny dotyczący zastosowań testu, w tym u dzieci i młodzieży w ustawieniach edukacyjnych).
  4. Benson N. F., et al., „Assessment Practices of School Psychologists…”, Journal of School Psychology, 2019 (sekcja o narzędziach projekcyjnych i rzadkim użyciu Rorschacha).
  5. Marcin Rotkiewicz, „Co pan tu widzi? Testy psychologiczne do kosza”, Polityka, 5 marca 2012.