Przejdź do treści

Uważasz się za wolnego człowieka? Eksperymenty, które temu silnie przeczą

Dlaczego zwykli ludzie wykonują polecenia, które stoją w sprzeczności z ich sumieniem? Klasyczne i mniej znane eksperymenty psychologiczne pokazują, że posłuszeństwo wobec autorytetu nie jest wyjątkiem ani cechą „słabych jednostek”. To mechanizm, który uruchamia się zaskakująco łatwo – nawet wśród osób przekonanych o własnej niezależności.
  • Eksperymenty pokazały jak łatwo stajemy się posłuszni
    Caption
    Eksperymenty pokazały jak łatwo stajemy się posłuszni

Wyobrażamy sobie, że posłuszeństwo ma wyraźną granicę. Że człowiek może podporządkować się zasadom, regulaminom czy poleceniom, ale w kluczowym momencie „coś w nim pęknie” i odmówi. Tymczasem badania prowadzone w XX wieku pokazały coś znacznie mniej komfortowego: do uruchomienia posłuszeństwa nie potrzeba ani brutalnej przemocy, ani ideologii, ani fanatyzmu. Wystarczy autorytet, jasno określona procedura i poczucie, że odpowiedzialność spoczywa gdzieś indziej.

Najbardziej znane eksperymenty – takie jak badania Stanleya Milgrama – na stałe weszły do podręczników psychologii jako przestroga. Rzadziej jednak wspomina się o tym, co wydarzyło się później, gdy naukowcy próbowali pójść o krok dalej i zbadać nie jednorazowy akt uległości, lecz długotrwałe mechanizmy podporządkowania. Właśnie wtedy wyniki zaczęły budzić niepokój. Nie dlatego, że eksperymenty się nie powiodły. Przeciwnie – dlatego, że zbyt dobrze obnażały sposób, w jaki zwykli ludzie uczą się oddawać odpowiedzialność.

To nie jest tekst o „złych ludziach”. To tekst o mechanizmach, które sprawiają, że przeciętna osoba – w określonych warunkach – potrafi zrobić rzeczy sprzeczne z własnym sumieniem, a potem uznać je za „wymuszone okolicznościami”.

Milgram: kiedy autorytet przejmuje ster

Najbardziej znane są eksperymenty Stanleya Milgrama z początku lat 60. XX wieku. Uczestnicy wierzyli, że biorą udział w badaniu uczenia się i pamięci. Ich rolą było podawanie „wstrząsów elektrycznych” drugiej osobie (w rzeczywistości aktorowi), gdy ta popełnia błędy. Napięcie rosło stopniowo – od łagodnych wartości po poziomy opisane jako bardzo niebezpieczne. W kulminacji „uczeń” krzyczał, prosił o przerwanie, a w pewnym momencie przestawał odpowiadać. Mimo to eksperymentator – w białym kitlu, spokojnym tonem – nalegał, by kontynuować.

Eksperyment Milgrama - Infografika
Eksperyment Milgrama w uproszczonym schemacie. Kluczową rolę odgrywa autorytet eksperymentatora oraz rozproszenie odpowiedzialności, które sprzyja posłuszeństwu uczestnika.

W najczęściej cytowanej wersji badania Milgrama znaczna część badanych doszła do końca skali 450 V (co w literaturze popularnej streszcza się jako „około 65%”), choć wielu przejawiało silne oznaki stresu i wahania.

Amerykański psycholog społeczny Stanley Milgram z „generatorem wstrząsów” użytym w jego słynnym eksperymencie na Uniwersytecie Yale w latach 60. XX wieku.
Amerykański psycholog społeczny Stanley Milgram z „generatorem wstrząsów” użytym w jego słynnym eksperymencie na Uniwersytecie Yale w latach 60. XX wieku.

Dlaczego to działało? Milgram nie „odkrył”, że ludzie są okrutni. Raczej pokazał, że w sytuacji zorganizowanej przez autorytet, człowiek łatwo wchodzi w rolę wykonawcy, a odpowiedzialność moralną zaczyna przenosić „na procedurę”, „na naukę”, „na polecenie”. Ten mechanizm bywa opisywany jako przejście w tryb agencyjny: ja tylko realizuję zadanie, nie jestem autorem skutków. (Milgram rozwijał te wnioski później w książce Obedience to Authority).

Hofling: posłuszeństwo poza laboratorium

Częsty zarzut wobec Milgrama brzmi: „to było w laboratorium, w sztucznej sytuacji”. I właśnie dlatego tak mocne są badania terenowe Charlesa Hoflinga z 1966 roku, przeprowadzone w realnym szpitalu. Pielęgniarki otrzymywały telefon od osoby podającej się za lekarza, z poleceniem podania pacjentowi dawki leku, która łamała szpitalne zasady bezpieczeństwa (m.in. przekraczała dopuszczalne ograniczenia i była wydana w sposób niezgodny z procedurą). W warunkach terenowych niemal wszystkie pielęgniarki zmierzały do wykonania polecenia, mimo że formalnie nie powinny tego zrobić.

To ważny punkt: posłuszeństwo nie potrzebuje spektaklu. Czasem wystarczy:

  • „to lekarz” (autorytet);
  • „tak trzeba” (ramowanie celu);
  • „proszę się nie martwić, podpiszę potem” (proceduralna „normalizacja” naruszenia).

Utrecht: przemoc administracyjna i „miękkie” posłuszeństwo

Jeszcze bardziej współczesny i – paradoksalnie – bardziej niepokojący jest wątek tzw. posłuszeństwa administracyjnego. Meeus i Raaijmakers w Holandii zaprojektowali badania, w których uczestnicy nie zadawali bólu fizycznego (jak w metaforze Milgrama), ale mieli wykonywać polecenia uderzające w drugą osobę psychologicznie: jako „komisja” prowadząca procedurę rekrutacyjną mieli kierować wobec kandydata coraz bardziej stresujące i upokarzające uwagi – bo „tak wymaga protokół”.

Właśnie tu pojawia się jeden z najbardziej praktycznych wniosków dla XXI wieku: posłuszeństwo najlepiej działa wtedy, gdy przemoc jest „zbiurokratyzowana” – rozbita na małe kroki, ubrana w język procedury, przeniesiona z emocji na formalność. W wielu omówieniach tych badań podkreśla się bardzo wysoki odsetek wykonywania poleceń (w okolicach „ponad 90%”) – co bywa interpretowane jako sygnał, że w realnym świecie częściej spotykamy nie brutalny rozkaz, lecz administracyjny mechanizm nacisku.

Burger: czy dziś bylibyśmy mniej posłuszni?

Po Milgramie etyka badań ograniczyła możliwość pełnego powtórzenia klasycznego eksperymentu. Jednak psycholog Jerry Burger przeprowadził w 2006 roku częściową replikację w warunkach zaprojektowanych tak, by ograniczyć ryzyko dla uczestników (przerwanie procedury na wcześniejszym etapie, dodatkowe zabezpieczenia). Wynik był niewygodny dla optymistycznej narracji: poziom posłuszeństwa okazał się tylko nieznacznie niższy niż w klasycznych badaniach Milgrama.

To ważne, bo obala popularne złudzenie: „kiedyś ludzie byli inni, dziś jesteśmy bardziej świadomi”. Świadomość pomaga – ale nie unieważnia mechanizmów.

Co te eksperymenty łączy: 5 mechanizmów posłuszeństwa

W różnych wariantach, epokach i kontekstach badawczych powracają te same mechanizmy, choć rzadko są nazywane wprost. Posłuszeństwo nie pojawia się nagle – rodzi się w określonych warunkach. Jednym z nich jest legitymizacja autorytetu. Kitel, tytuł naukowy, instytucja lub formalna procedura sprawiają, że polecenie szybciej zostaje uznane za „prawomocne”, nawet jeśli budzi wewnętrzny opór. Autorytet nie musi grozić ani podnosić głosu; wystarczy, że jest rozpoznawalny i osadzony w systemie.

Równie istotne okazuje się stopniowe przesuwanie granic. W badaniach nad posłuszeństwem rzadko prosi się uczestników o wykonanie czegoś jawnie nagannego od razu. Zamiast jednego skoku pojawiają się małe kroki: najpierw drobne polecenie, potem kolejne, nieco bardziej problematyczne. Z czasem to, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się nie do przyjęcia, zaczyna być postrzegane jako naturalna kontynuacja wcześniejszych działań. Milgram wprost opisał ten mechanizm w logice narastających poziomów, które niepostrzeżenie wciągały uczestników coraz głębiej.

Kluczową rolę odgrywa także rozproszenie odpowiedzialności. Wypowiedzi w rodzaju „to nie ja, to eksperyment”, „to decyzja lekarza” czy „tak mówi protokół” pojawiają się regularnie w relacjach z badań. Gdy odpowiedzialność zostaje przeniesiona na system, jednostka przestaje postrzegać swoje działania jako osobiste wybory. Psychologicznie jest to jeden z najbardziej toksycznych elementów posłuszeństwa, bo pozwala działać wbrew własnym normom bez poczucia bycia ich autorem.

Ten proces wzmacnia odczłowieczenie ukryte w języku procedur. Gdy druga osoba przestaje być kimś konkretnym, a staje się „uczestnikiem”, „pacjentem”, „kandydatem” czy „przypadkiem”, łatwiej pominąć jej doświadczenie i cierpienie. W wersji administracyjnej przemoc rzadko ma formę krzyku czy agresji; częściej przybiera chłodny, bezosobowy ton regulaminu i formularza.

Wreszcie, badacze wielokrotnie zwracali uwagę na presję czasu i brak przestrzeni na refleksję. Sytuacje eksperymentalne rozwijają się szybko, a uczestnicy mają niewiele okazji, by się zatrzymać i przemyśleć konsekwencje. Milgram zauważał, że pośpiech i ciągłość działań skutecznie osłabiają zdolność do moralnego namysłu. Gdy nie ma chwili na dystans, uległość staje się łatwiejsza niż sprzeciw.

Dlaczego dziś nie dałoby się tego zrobić tak samo

Nie dlatego, że „dziś jesteśmy lepsi”. Raczej dlatego, że po doświadczeniach XX wieku powstały instytucjonalne hamulce: komisje etyczne, standardy ochrony uczestników badań i ograniczenia dotyczące wprowadzania w błąd, stresu czy narażenia na ryzyko psychiczne. Replikacje eksperymentów w stylu Burgera pokazują, że da się badać posłuszeństwo, ale trzeba projektować procedury tak, by nie testować granic ludzkiej psychiki do złamania.

Wniosek, którego nikt nie lubi

Najbardziej niepokojące w tych badaniach nie jest to, że ludzie bywają posłuszni. Najbardziej niepokojące jest to, jak łatwo posłuszeństwo staje się „normalnym trybem działania”, jeśli system daje gotowe usprawiedliwienia: autorytet, procedurę, język, cel.

To dlatego temat wraca jak bumerang – w pracy, w instytucjach, w państwie, w relacjach opartych na hierarchii. Eksperymenty nie są tylko lekcją z historii psychologii. Są ostrzeżeniem, że granice moralne rzadko pękają z hukiem. Zwykle przesuwają się cicho, krok po kroku.

Ten sam mechanizm, poza laboratorium

Mechanizm posłuszeństwa nie działa wyłącznie w relacji jednostki z autorytetem. W codziennym życiu równie silnym czynnikiem bywa presja społeczna – brak sprzeciwu innych, normy grupowe i milczące przyzwolenie, które sprawiają, że podporządkowanie przestaje być postrzegane jako utrata wolności. Ten sam proces, który w laboratorium uruchamia eksperymentator, w rzeczywistości społecznej często podtrzymuje sama grupa.

Bibliografia

  1. Milgram, S. (1963). Behavioral Study of Obedience. Journal of Abnormal and Social Psychology, 67(4), 371–378. doi:10.1037/h0040525.
  2. Milgram, S. (1974). Obedience to Authority: An Experimental View. New York: Harper & Row.
  3. Hofling, C. K., Brotzman, E., Dalrymple, S., Graves, N., & Pierce, C. M. (1966). An experimental study in nurse-physician relationships. Journal of Nervous and Mental Disease, 143(2), 171–180. doi:10.1097/00005053-196608000-00008.
  4. Meeus, A. I. M., & Raaijmakers, Q. A. W. (1986). Administrative Obedience: Carrying Out Orders to Use Psychological-Administrative Violence. European Journal of Social Psychology.
  5. Burger, J. M. (2009). Replicating Milgram: Would People Still Obey Today? American Psychologist, 64(1), 1–11.
  6. Navarick, D. J. (2012). Theoretical Article (omówienie m.in. badań Meeusa i Raaijmakersa nad „administrative obedience”).
  7. Gibson, S. (2019/2021). Arguing, obeying and defying: A chapter on the obedience experiments