Przejdź do treści

Bóg się nie myli. Dlaczego więc modlitwa ma zmieniać Jego decyzje?

Jeżeli Bóg jest wszechwiedzący, nieomylny i od początku wie, co będzie najlepsze, żadna ludzka prośba nie może dostarczyć Mu nowej informacji. Nie może też poprawić Jego planu. Dlaczego więc ludzie proszą Boga o zdrowie, ocalenie, pracę albo cud - jakby wynik nie był jeszcze przesądzony? Katolicyzm odpowiada, że modlitwa nie zmienia Boga. Problem w tym, że ogromna część modlitw brzmi dokładnie tak, jakby miała zmienić to, co się wydarzy.
  • Modlitwa błagalna - Czy może wpływać na decyzje Boga?
    Caption
    Modlitwa błagalna - Czy może wpływać na decyzje Boga?

Kiedy lekarze nie dają nadziei, rodzina prosi o cud. Kiedy ktoś znika, setki osób modlą się o jego bezpieczny powrót. Gdy zagraża wojna, susza albo katastrofa, wierni proszą Boga, aby zareagował. Ale skoro Bóg już zna przyszłość, wie, co jest dobre, i nie podejmuje błędnych decyzji, pojawia się niewygodne pytanie: co właściwie miałaby zmienić modlitwa?

Czy Bóg potrzebuje prośby, aby pomóc?

Człowiek prosi drugiego człowieka, ponieważ ten może nie znać jego sytuacji, nie dostrzegać zagrożenia albo nie wiedzieć, czego potrzebuje. W przypadku Boga żaden z tych powodów nie powinien mieć zastosowania.

Według katolickiej wiary Bóg zna człowieka lepiej niż on sam, widzi wszystkie możliwe następstwa zdarzeń i nie popełnia błędów. Wie więc, że ktoś zachoruje, zanim pojawią się pierwsze objawy. Zna cierpienie rodziny, zanim ta zacznie się modlić. Wie również, czy uzdrowienie będzie dobre, czy też nie mieści się w Jego planie.

Jeżeli Bóg chce pomóc, może zrobić to bez przypominania. Jeżeli natomiast uznał, że pewne wydarzenie powinno nastąpić, prośba o jego powstrzymanie wygląda jak próba zmiany decyzji uznawanej za doskonałą.

To właśnie jest zasadniczy problem modlitwy błagalnej.

Katolicyzm nie twierdzi, że modlitwa poprawia plan Boga

Najprostszy zarzut wobec modlitwy byłby jednak zbyt łatwy. Oficjalne nauczanie Kościoła nie mówi, że człowiek przedstawia Bogu argumenty, których Bóg wcześniej nie znał, albo nakłania Go do skorygowania błędu.

Katechizm określa modlitwę chrześcijańską jako współpracę z opatrznością i planem Boga. Tomasz z Akwinu wyjaśniał jeszcze precyzyjniej, że człowiek nie modli się po to, aby zmienić Boże rozporządzenie, lecz aby przez modlitwę otrzymać to, co Bóg od początku postanowił dać właśnie za jej pośrednictwem. Ale skoro Bóg już to postanowił, to jaki sens ma modlitwa?

W tym ujęciu Bóg nie zmienia zdania. Od początku wie, że człowiek będzie się modlił, i od początku uwzględnia tę modlitwę w swoim planie. Prośba nie jest więc poprawką naniesioną na Boży scenariusz, ale jednym z elementów scenariusza.

Jest to logicznie możliwe. Nie usuwa jednak wszystkich wątpliwości.

Czy modlitwa jest warunkiem udzielenia pomocy?

Załóżmy, że ciężko chore dziecko zostaje uzdrowione po modlitwach tysięcy osób. Wierzący mogą powiedzieć, że Bóg od początku przewidział zarówno modlitwy, jak i uzdrowienie.

Co jednak z dzieckiem, za które modliło się równie wiele osób, lecz które umarło?

Najczęstsza odpowiedź brzmi: taka była wola Boga, a człowiek nie potrafi dostrzec całego planu. Tylko że wówczas pojawia się pytanie, dlaczego w pierwszym przypadku modlitwę uznaje się za skuteczną, a w drugim jej brak rezultatu wyjaśnia tajemnicą Bożej woli.

Schemat staje się niemożliwy do podważenia:

gdy wydarzy się to, o co proszono - Bóg wysłuchał modlitwy;
gdy wydarzy się coś przeciwnego - Bóg miał inny plan;
gdy nic się nie zmienia - odpowiedź może nadejść później albo w innej formie.

Każdy możliwy wynik da się więc uznać za potwierdzenie działania Boga. Trudno natomiast wskazać wynik, który świadczyłby o tym, że prośba nie miała żadnego wpływu.

Dlaczego jedni potrzebują tysięcy modlitw, a inni żadnej?

Jeszcze bardziej zastanawiająca jest praktyka zbiorowej modlitwy. Wierni proszą o nią w mediach społecznościowych, organizują nowenny, pielgrzymki i nabożeństwa w określonej intencji. Powstaje wrażenie, że liczba próśb może zwiększyć szansę na Bożą interwencję.

Czy jedna modlitwa jest za słaba? Czy tysiąc głosów ma większe znaczenie niż rozpacz pojedynczej osoby? Czy Bóg uzależnia pomoc od tego, ilu ludzi udało się zmobilizować?

Katolicka teologia nie musi twierdzić, że Bóg działa jak urząd zbierający podpisy. Modlitwa wspólnotowa może budować więź, okazywać solidarność i zmieniać samych uczestników. To zrozumiałe skutki psychologiczne i społeczne.

Nie wyjaśnia to jednak, dlaczego prośby są kierowane o konkretną zmianę rzeczywistości: cofnięcie choroby, uniknięcie katastrofy, odnalezienie zaginionego czy zdanie egzaminu. Gdyby chodziło wyłącznie o przemianę modlącego się człowieka, wystarczyłaby prośba o siłę, odwagę i pogodzenie się z tym, co nastąpi. Tymczasem wierni bardzo często proszą właśnie o to, aby nastąpiło coś innego.

A po co wstawiennictwo Maryi i świętych?

Problem staje się jeszcze wyraźniejszy, gdy człowiek nie zwraca się bezpośrednio do Boga, lecz prosi o wstawiennictwo Maryję albo świętego.

Kościół tłumaczy, że święci nie zastępują Boga i sami nie spełniają próśb. Mają wstawiać się za człowiekiem, podobnie jak żyjący ludzie modlą się za siebie nawzajem.

Pozostaje jednak pytanie: dlaczego doskonały i wszechwiedzący Bóg miałby inaczej potraktować prośbę po jej przedstawieniu przez świętego? Czy potrzeba człowieka staje się ważniejsza, gdy przekaże ją bardziej uprzywilejowany pośrednik?

Jeżeli odpowiedź Boga jest od początku najlepsza, żadne wstawiennictwo nie powinno jej poprawić. Jeżeli zaś wstawiennictwo może wpłynąć na rezultat, trudno uniknąć wrażenia, że decyzja zależy nie tylko od tego, co słuszne, lecz także od tego, kto i jak usilnie prosi.

Modlitwa zmienia człowieka - ale czy tylko o to chodzi?

Najbardziej przekonująca obrona modlitwy mówi, że jej celem nie jest sterowanie Bogiem. Modlitwa może porządkować emocje, pomagać nazwać lęk, budować nadzieję, skłaniać do działania i przypominać człowiekowi, że nie kontroluje wszystkiego.

W takim znaczeniu jej sens nie zależy od cudu. Człowiek może po modlitwie stać się spokojniejszy, odważniejszy albo bardziej gotowy pomóc drugiej osobie.

To jednak wyjaśnia sens modlitwy jako praktyki duchowej, nie rozwiązuje zaś problemu modlitwy błagalnej. Katolicy nie tylko rozmawiają z Bogiem i próbują zrozumieć Jego wolę. Proszą Go także, aby spowodował określony rezultat.

A wtedy pierwotne pytanie powraca:

Jeżeli to, co Bóg postanowił, jest najlepsze, po co prosić Go o coś innego?

Można odpowiedzieć, że sama prośba również była od początku częścią Bożego planu. Jest to odpowiedź zgodna z tradycyjną teologią. Ma jednak swoją cenę: oznacza, że modlitwa nie przekonuje Boga, nie zmienia Jego zamiarów i nie informuje Go o ludzkim cierpieniu.

Człowiek prosi, bo Bóg od początku przewidział, że będzie prosił. Otrzymuje to, co Bóg od początku zamierzał dać - albo nie otrzymuje tego, czego Bóg od początku nie zamierzał dać.

W takim ujęciu modlitwa może zmieniać człowieka i być elementem religijnej relacji. Znacznie trudniej jednak wykazać, że zmienia decyzję Boga. A przecież właśnie z taką nadzieją wypowiadana jest ogromna część modlitw.

Bibliografia

  1. Katechizm Kościoła Katolickiego, wyd. II poprawione, Pallottinum, Poznań 2002, zwłaszcza punkty 2558–2565, 2629–2633 oraz 2734–2741.
  2. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, II–II, kwestia 83: „O modlitwie”, szczególnie artykuł 2.
  3. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2003; zwłaszcza Mt 6,5–13; Mt 7,7–11; Mt 26,36–44; Łk 11,1–13; Łk 18,1–8.
  4. Davison, Scott A., Petitionary Prayer, w: The Stanford Encyclopedia of Philosophy, Stanford University, pierwsze wydanie 2012, późniejsze aktualizacje.
  5. Davison, Scott A., God and Prayer, Cambridge University Press, Cambridge 2022.
  6. Murray, Michael J., Meyers, Kurt, Ask and It Will Be Given to You, „Religious Studies”, t. 30, nr 3, 1994, s. 311–330.
  7. Basinger, David, Prayer and the Divine-Human Interaction, „Religious Studies”, t. 19, nr 4, 1983, s. 491–502.