Przejdź do treści

Dlaczego większość ludzi boi się myślenia bardziej niż śmierci

Większość ludzi twierdzi, że boi się śmierci. Tymczasem robi wszystko, by nigdy nie zostać sam na sam z własnymi myślami. Cisza ich nie uspokaja — ona ich niepokoi. Pytania drażnią bardziej niż ból, a wątpliwości wydają się groźniejsze niż wizja końca. Bo śmierć można oswoić rytuałem albo obietnicą sensu. Myślenia nie da się wyłączyć od tak. Ono przychodzi nagle i zmusza do zobaczenia rzeczy, których nie da się już „odzobaczyć”.
  • Zamyślona kobieta

Myślenie jako zagrożenie, nie umiejętność

Śmierć jest abstrakcyjna. Nawet jeśli o niej mówimy, nawet jeśli się jej boimy, to zwykle istnieje gdzieś „później”, poza horyzontem codzienności. Myślenie natomiast dzieje się tu i teraz. Jest natychmiastowe, nieodwracalne i brutalnie szczere. Gdy zaczynasz naprawdę myśleć, nie możesz już udawać, że czegoś nie widzisz. A to bywa znacznie bardziej przerażające niż wizja końca biologicznego.

Myślenie nie polega na przetwarzaniu gotowych odpowiedzi. Polega na ich traceniu. Na rozpadzie przekonań, które dotąd dawały poczucie bezpieczeństwa. Człowiek, który zaczyna myśleć samodzielnie, traci wygodną iluzję, że świat jest prosty, sensowny i sprawiedliwy. I że ktoś nad tym wszystkim panuje.

Śmierć kończy historię. Myślenie ją komplikuje.

Umysł, który widzi za dużo

Ludzki mózg nie został zaprojektowany do kontemplacji prawdy. Z ewolucyjnego punktu widzenia jego główną funkcją było przetrwanie: szybka ocena zagrożenia, reakcja, działanie. Myślenie abstrakcyjne, refleksyjne, podważające sens istnienia to luksus — i obciążenie.

Gdy myślisz naprawdę, zaczynasz zauważać sprzeczności: między tym, co mówimy, a tym, co robimy; między wartościami deklarowanymi a faktycznymi; między narracją społeczną a doświadczeniem jednostki. To rodzi napięcie, które trudno rozładować. Dużo łatwiej jest je zagłuszyć: aktywnością, hałasem, rozrywką, opiniami innych.

Dlatego myślenie bywa odbierane jak zagrożenie dla równowagi psychicznej. Bo zmusza do zadania pytania, na które często nie ma satysfakcjonującej odpowiedzi.

Brutalna prawa: społeczeństwo nie potrzebuje ludzi myślących

Ludzie, którzy myślą samodzielnie, są trudni. Nie dlatego, że są mądrzejsi, ale dlatego, że nie reagują przewidywalnie. Nie kupują gotowych narracji w całości. Zadają pytania w momentach, w których reszta woli przejść dalej. Nie zawsze pasują do rytmu grupy.

Społeczeństwa funkcjonują sprawnie wtedy, gdy większość jednostek nie musi myśleć zbyt głęboko. Wystarczy, że reagują zgodnie z ustalonymi wzorcami. A w tym zakresie istotną rolę odgrywa presja społeczna.  Myślenie zakłóca ten porządek. Spowalnia decyzje. Wprowadza wątpliwość. A wątpliwość jest wrogiem prostych rozwiązań.

Dlatego od dziecka uczymy się nie tyle myśleć, co poprawnie odpowiadać. Nagradzani jesteśmy za zgodność, nie za refleksję. Za powtarzalność, nie za dociekliwość. Z czasem większość ludzi zaczyna utożsamiać myślenie z dyskomfortem — a dyskomfort z czymś, czego należy unikać.

Śmierć nie wymaga odpowiedzi. Myślenie — tak

O śmierci można mówić metaforycznie, religijnie, filozoficznie. Można ją odsunąć, zracjonalizować albo zamknąć w rytuałach. Myślenie natomiast domaga się odpowiedzialności. Jeśli dostrzegasz, że coś jest nieprawdziwe, nieuczciwe lub bezsensowne, nie możesz już wrócić do stanu niewiedzy.

To właśnie ten moment jest dla wielu najtrudniejszy: chwila, w której człowiek rozumie, że nie da się „odzobaczyć”. Że wygodne kłamstwo przestaje działać. Że trzeba albo zmienić sposób życia, albo nauczyć się żyć w wewnętrznym rozdźwięku.

Śmierć kończy konflikt. Myślenie go rozpoczyna.

Lęk przed samotnością poznawczą

Myślenie często prowadzi do izolacji. Nie fizycznej, ale mentalnej. Gdy zaczynasz widzieć świat inaczej niż większość, rozmowy stają się płytsze, a relacje bardziej ostrożne. Pojawia się autocenzura albo poczucie niezrozumienia. Dla wielu ludzi to cena zbyt wysoka. Łatwiej jest nie zadawać pytań, niż ryzykować wykluczenie. Łatwiej przyjąć cudze odpowiedzi, niż zostać samemu z własnymi wątpliwościami. Śmierć jawi się wtedy jako coś odległego, a myślenie — jako realne zagrożenie dla przynależności.

Dlaczego jednak niektórzy myślą mimo wszystko

Są ludzie, którzy nie potrafią przestać. Nie dlatego, że chcą być inni, lecz dlatego, że nie umieją inaczej. Dla nich brak myślenia byłby większym ciężarem niż jego konsekwencje. Wolą niepokój od iluzji spokoju. Prawdę od komfortu. Świadomość od uspokojenia.

To nie czyni ich szczęśliwszymi. Często wręcz przeciwnie. Ale czyni ich bardziej obecnymi w swoim własnym życiu.

Myślenie nie zabija. Zabija jego brak

Paradoks polega na tym, że to nie myślenie jest zagrożeniem, lecz jego długotrwałe unikanie. Tłumiona refleksja wraca w postaci lęku, wypalenia, depresji i poczucia pustki. Umysł, który nie może zadawać pytań, zaczyna chorować.

Być może więc większość ludzi nie boi się myślenia bardziej niż śmierci. Być może boi się tego, co myślenie ujawnia: że życie bez refleksji może trwać długo, ale rzadko bywa naprawdę przeżyte.