Przejdź do treści

Metalowa kula, która wymykała się prawom logiki. Czy naprawdę miała własną wolę?

Najpierw był tylko pożar w zaroślach i spacer po zwęglonej ziemi. Potem – błysk metalu wśród popiołu. Ktoś podniósł gładką kulę wielkości kuli do kręgli i pomyślał, że to stary, ciężki złom. Tyle że ten „złom” w kolejnych dniach zaczął zachowywać się tak, jakby nie chciał być tylko przedmiotem. A gdy sprawa wyszła na jaw, zainteresowało się nią wojsko, prasa i ludzie, którzy na podobne historie polują zawodowo.
  • Tajemnicza metalowa kula, która wydawała się mieć własną wolę
    Caption
    Tajemnicza metalowa kula, która wydawała się mieć własną wolę

Rodzina znajduje na swojej posesji metalową kulę. Na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły element przemysłowy – bez oznaczeń, bez otworów, bez śrub. Jednak w domu zaczyna dziać się coś, co wymyka się intuicji: obiekt ma reagować na bodźce, „wracać” w określone miejsca i poruszać się w sposób, który świadkowie uznali za nielogiczny. To jeden z najsłynniejszych przypadków „dziwnego artefaktu” XX wieku – i choć sceptycy mają mocne argumenty, historia do dziś nie daje się domknąć jednym zdaniem.

Obiekt, który nie pasował do otoczenia

27 marca 1974 roku (to data pojawiająca się w najczęściej cytowanych relacjach prasowych i opracowaniach) rodzina Betzów z okolic Jacksonville na Florydzie sprawdzała teren po niewielkim pożarze roślinności w pobliżu domu. Wśród zwęglonych resztek leżała metalowa kula – czysta, nienaruszona, jakby ogień jej nie tknął. Antoine Betz, jego żona Jerri oraz ich syn Terry zabrali ją do domu, początkowo traktując znalezisko jak ciekawostkę: być może kulę armatnią, może element starej infrastruktury.

Tyle że ta historia nie zostałaby zapamiętana, gdyby na tym się skończyło.

„Tylko kula” – do momentu, gdy zaczęła budzić emocje

Przez mniej więcej kilkanaście dni nic spektakularnego się nie działo. Kula leżała, była oglądana, czasem podnoszona – jak każdy przedmiot, który budzi zaciekawienie. Punkt zwrotny, powtarzany w relacjach, miał przyjść dopiero później, gdy Terry – zafascynowany znaleziskiem – zaczął ją "testować" w domu.

W przekazach pojawia się motyw, który wraca jak refren: dźwięk. Według rodziny, podczas gry na gitarze kula miała wydawać „pulsujący” odgłos, jakby odpowiadała na bodźce akustyczne. Później Betzowie opowiadali również o ruchu: kula miała toczyć się sama, zatrzymywać i zmieniać kierunek w sposób, który ich zaskakiwał. Terry próbował sprawdzać ją bardziej „technicznie” – uderzał młotkiem, potrząsał, odkładał na podłogę, obserwował. I wciąż wracało to samo wrażenie: przedmiot zachowuje się tak, jakby miał własną dynamikę.

To ważny moment w tej opowieści: nie „UFO”, nie objawienie, nie legenda. Po prostu rzecz, która w zamkniętej przestrzeni domu zaczyna wyglądać na nieposłuszną wobec oczekiwań.

Terry Betz i metalowa kula - 1974 rok
Terry Betz i metalowa kula - 1974 rok - Autorstwa Akron Beacon Journal/WJCT - Materiał oryginalny: The Akron Beacon Journal - Źródło: https://finance.yahoo.com/news/truth-betz-mystery-sphere-conspiracy-143000885.html - Dozwolony użytek, https://en.wikipedia.org/w/index.php?curid=75347922

Relacje o dziwnym zachowaniu kuli

W kilku relacjach, które pojawiły się krótko po odkryciu kuli, Betzowie opowiadali o zjawiskach, które trudno zamknąć w prozaicznych wyjaśnieniach. Najbardziej sugestywne fragmenty pochodzą z rodzinnych wspomnień i opowieści sąsiadów, przywoływanych w późniejszych publikacjach, m.in. przez lokalne media i kroniki historyczne.

Według tych relacji:

  • kula miała reagować na dźwięk – miała wydawać „metaliczny puls” podczas gry na gitarze przez Terry’ego Betza, jakby wzmacniała lub odbijała drgania akustyczne, mimo że nie była w żaden sposób podłączona do źródła energii;
  • gdy kula była umieszczana na podłodze, zdawało się, że toczyła się sama, zmieniała kierunek i zatrzymywała w sposób, który Betzowie opisywali jako „nieoczekiwany”;
  • czasami kula miała podążać w pomieszczeniach za domownikami;
  • pies rodziny miał reagować nerwowo na obecność kuli, „zasłaniając uszy” lub unikając kontaktu, co — patrząc przez pryzmat ludzkiej interpretacji — potęgowało wrażenie, że obiekt oddziałuje na otoczenie;
  • wielu świadków podkreślało, że kula nie wydawała się zwykłym, statycznym fragmentem metalu — raczej czymś, co „zachowywało się jak element dynamiczny”, choć nikt nie potrafił opisać tego w kategoriach naukowych czy technicznych.

To właśnie między relacjami świadków a suchymi odczytami instrumentów rozciąga się największa niewiadoma tej historii.

Gdy sprawą interesuje się prasa, zaczyna się kolejna  historia

Kiedy do tematu weszły media, przypadek przestał być prywatną anegdotą. W kwietniu 1974 r. pojawiają się doniesienia agencyjne i prasowe, a w relacjach przewija się jedno: marynarka wojenna została poproszona o sprawdzenie obiektu – czy to ich sprzęt, czy coś potencjalnie niebezpiecznego.

W krótkich notkach prasowych z epoki widać, że wojsko szybko starało się temat „uziemić”: stal nierdzewna, produkt ziemski, nic wybuchowego, nic radioaktywnego. Associated Press cytowany w prasie pisał wprost, że marynarka ocenia kulę jako stalowy obiekt wykonany „gdzieś na Ziemi”.

Z kolei w późniejszych podsumowaniach przywołuje się konkretne parametry przypisywane pomiarom Navy: średnica około 7,96 cala (ok. 20,2 cm), masa około 21,34 funta (ok. 9,7 kg), konstrukcja pusta w środku, grubość ścianki około pół cala.

Tylko że w tym miejscu zaczyna się konflikt, który do dziś napędza „legendę Betz sphere”. Bo nawet jeśli kula była stalowa i „ziemska”, to dlaczego miała zachowywać się tak, jak opisywali to domownicy?

Najmocniejsza wersja sceptyczna: wielki zawór kulowy, który komuś zginął

W kwietniu 1974 r. UPI cytowało stanowisko, że to „nic więcej niż duże łożysko/kula” używana jako element zaworu zwrotnego (ball check valve) w instalacjach przemysłowych. W podobnym tonie pojawiała się informacja o porównywalnej kuli z Jacksonville, identyfikowanej jako część zaworu z dawnego zakładu (np. papierni).

Dekady później Brian Dunning (Skeptoid) zebrał relacje z epoki i opisał scenariusz najbardziej „prozaiczny”: stalowa kula jako element przemysłowy o parametrach pasujących do produkcji firm dostarczających takie komponenty. W tej samej analizie pojawia się też wątek artysty Jamesa Durling-Jonesa, który miał wozić podobne stalowe kule na bagażniku VW i część zgubić w okolicach Jacksonville – co dawało potencjalne wyjaśnienie, skąd obiekt mógł się wziąć „znikąd”.

W wersji sceptycznej „magiczny ruchu” też ma swoje wytłumaczenie: stary dom, nierówne podłogi, minimalne spadki i idealnie wyważona kula, która reaguje na drobne nachylenie oraz wibracje. To brzmi banalnie, ale bywa wystarczające, by wyjaśnić sporą część zachowań, jeśli odtwarza się je w odpowiednich warunkach.

Dlaczego więc historia nie umarła?

Bo w tej sprawie, jak w większości „niewyjaśnionych” przypadków, nie chodzi tylko o sam przedmiot. Chodzi o zderzenie trzech warstw:

Pierwsza to twarde dane: stal, rozmiar, masa, brak radioaktywności i brak materiałów wybuchowych – czyli coś, co wyraźnie pcha sprawę w stronę „ziemskiej” technologii.

Druga to relacje: pulsowanie dźwięku, „reakcja” na gitarę, niestandardowe toczenie się i zatrzymywanie. To jest element, który buduje napięcie – i który zawsze będzie podatny na zarzut: pamięć wybiera, dom dopowiada, a historia z czasem nabiera dramaturgii.

Trzecia to kontekst epoki: lata 70. w USA były czasem ogromnej popularności UFO, paranormalnych zagadek, a tabloidy i programy radiowe potrafiły wynieść lokalną historię do rangi „dowodu”, zanim ktokolwiek zdążył ją spokojnie zbadać.

I właśnie w tej trzeciej warstwie kryje się powód, dla którego Betz Mystery Sphere do dziś powraca w sieci: bo nawet jeśli „to tylko zawór”, sama opowieść jest skonstruowana jak klasyczny thriller – zwykły dom, zwykła rodzina i jeden przedmiot, który przestaje zachowywać się zwyczajnie.

Czy to część większego zjawiska?

Historia kuli znalezionej przez rodzinę Betzów szybko zaczęła żyć własnym życiem. W latach 70. pojawiały się spekulacje, że może być elementem czegoś większego – fragmentem urządzenia, eksperymentu, a nawet obiektu o nieznanym pochodzeniu.

Z czasem zaczęto ją zestawiać z innymi relacjami o metalicznych kulach, które pojawiały się nagle i bez wyraźnego wyjaśnienia. W różnych krajach odnotowywano przypadki odnajdywania podobnych obiektów – niekiedy po eksplozjach w powietrzu, niekiedy po burzach, a czasem po prostu „znikąd”. Oczywiście nie ma dowodów, by przypadek Betzów był z nimi bezpośrednio powiązany. Jednak mechanizm jest podobny: niewielki, ciężki, metaliczny obiekt pojawia się bez jasnej historii, a próby wyjaśnienia pozostawiają niedosyt. I to właśnie ten niedosyt sprawia, że podobne historie nie znikają, lecz wracają po latach.

Co zostaje po latach, gdy opadnie kurz?

Najprawdopodobniej kula była elementem przemysłowym: stalową kulą zaworu zwrotnego/komponentem instalacji. A jednak historia wciąż zostawia drzazgi. Bo nawet jeśli da się wyjaśnić ruch nachyleniem podłogi, nawet jeśli rezonans z gitarą można sprowadzić do akustyki i właściwości materiału, to pozostaje pytanie, którego nie da się „wyjaśnić naukowo” w jednym zdaniu: dlaczego niektóre przedmioty potrafią uruchomić tak silne poczucie, że mamy do czynienia z czymś żywym?

Być może odpowiedź nie leży w kuli, tylko w nas. W tym, jak mózg dopowiada intencję tam, gdzie widzi niejednoznaczny ruch. Jak szuka woli tam, gdzie wystarczy minimalny impuls. I jak bardzo pragniemy, by świat czasem pokazał coś, czego nie umiemy nazwać.

Bibliografia

  1. Brian Dunning, “The Betz Mystery Sphere”, Skeptoid, odcinek #334 (2012).
  2. Caroline Delbert, “The Truth About the ‘Betz Mystery Sphere’ Conspiracy Theory”, Popular Mechanics (24 stycznia 2024).
  3. “Iron Ball”, depesza AP przedrukowana w The Cornell Daily Sun (15 kwietnia 1974).
  4. Bill Delaney, “The Mysterious Betz Sphere of Fort George Island”, The Jaxson (28 lipca 2023).
  5. “Unraveling the Secrets of the Betz Mystery Sphere”, Discovery UK (8 kwietnia 2024).
  6. Hasło przeglądowe: “Betz mystery sphere”, kompilacja cytowań prasowych i parametrów obiektu (Wikipedia).