Przejdź do treści

Zostawił cały swój bagaż i wybiegł z terminalu. W zaroślach ślad po nim zaniknął – zaginięcie Lars Mittank

Są zaginięcia, które przypominają urwany kadr filmu: człowiek jest tu, po chwili go nie ma. Lars Mittank zostawił na lotnisku wszystko, co zwykle jest dla podróżującego najcenniejsze: dokumenty, telefon, portfel. Potem wybiegł z terminalu w panice i zniknął w kierunku pobliskich zarośli. Ten obraz – zarejestrowany przez kamery – do dziś działa na wyobraźnię, bo trudno znaleźć dla niego jedno, logiczne wytłumaczenie.
  • Lars Mittank wybiega z terminalu - Kadr z nagrania CCTV
    Caption
    Lars Mittank wybiega z terminalu - Kadr z nagrania CCTV

8 lipca 2014 roku, rano, Lars Mittank przyjeżdża na lotnisko w Warnie, bo ma wrócić do Niemiec. Jeszcze przed wejściem do terminalu wysyła SMS do matki, że jest na miejscu. Potem udaje się do lekarza lotniskowego. Kilka minut później kamery rejestrują, jak zrywa się nagle z krzesła, krzyczy, że nie chce tu umrzeć, i ucieka, zostawiając paszport, telefon i portfel. To ostatni moment, gdy wiemy na pewno, gdzie jest.

Ostatni poranek: minuta, która wszystko zmieniła

To, co czyni tę historię tak niepokojącą, jest banalne w szczególe: Lars Mittank miał wsiąść do samolotu i wrócić do domu. Zamiast tego udaje się do lekarza na lotnisku w Warnie. Według relacji, w gabinecie zachowuje się nerwowo, nie chce wyjść, kwestionuje leczenie. W pewnym momencie do pomieszczenia wchodzi pracownik ekipy remontowej. I wtedy Lars jakby „pęka”: zaczyna się trząść, krzyczy, że nie chce tu umrzeć, i wybiega.

Najbardziej uderzający jest nie sam bieg, ale to, co po nim zostaje. Lars porzuca bagaż i rzeczy osobiste – w tym paszport, telefon i portfel – czyli dokładnie to, co w spontanicznej ucieczce człowiek zwykle chwyta odruchowo. Kamery rejestrują, jak opuszcza terminal, przeskakuje ogrodzenie i znika z kadru w kierunku pobliskiego terenu porośniętego roślinnością. To ostatni pewny ślad.

W tym miejscu zaczyna się cisza, która do dziś drażni. Bo gdy kamera kończy swój zasięg, kończą się też twarde fakty. Dalej są już tylko hipotezy, mapy myśli i pytanie: co może się stać z człowiekiem w kilka dni, że dochodzi do takiego „zerwania z rzeczywistością”?

Kilka dni wcześniej: wakacje, uraz i coś, co narasta po cichu

Mittank przyjechał do Bułgarii z grupą znajomych. Dla niego to miał być urlop jak każdy: morze, klub, późne powroty. Dopiero pod koniec wyjazdu pojawia się konflikt z innymi turystami i bójka, po której ma mieć uraz szczęki oraz pękniętą błonę bębenkową. Lekarz odradza lot, więc znajomi wracają do Niemiec, a Lars zostaje sam.

W relacjach przewija się wątek narastającego niepokoju: Lars ma zachowywać się paranoicznie, dzwonić do matki i mówić, że ktoś chce go okraść albo zabić, prosić o zablokowanie kart. Monitoring hotelowy ma rejestrować jego niespokojne krążenie po korytarzach, wyglądanie przez okna, chowanie się. W pewnym momencie wychodzi w nocy z hotelu, wraca po około godzinie – i do dziś nie wiadomo, gdzie był.

Tu pojawia się pierwsza myśl, która robi w głowie czytelnika zamęt: jeśli to był „tylko” atak lęku – dlaczego ma tak konkretną treść („oni mnie śledzą”, „chcą mnie zabić”)? A jeśli zagrożenie było realne – dlaczego nie ma po nim śladu w postaci świadków, zgłoszeń, potwierdzonych incydentów?

Najtrudniejsze pytanie: czy on uciekał „przed kimś”, czy „przed czymś”?

W tej sprawie łatwo wpaść w pułapkę prostych etykiet. „Pewnie psychoza”. „Pewnie narkotyki”. „Pewnie mafia”. Tyle że proste odpowiedzi nie pasują do tego, co wiemy.

Jedna z hipotez, która wraca w dyskusjach, dotyczy reakcji organizmu na stres i uraz – zwłaszcza gdy dochodzi do bólu, bezsenności, izolacji, poczucia zagrożenia i narastającego pobudzenia. Czasem człowiek nie „wymyśla” zagrożenia z niczego; czasem mózg bierze drobne bodźce z otoczenia i skleja je w jedną, spójną opowieść, bo opowieść jest lepsza niż chaos. To mechanizm przerażająco ludzki: jeśli ciało mówi „alarm”, umysł chce wiedzieć „przed czym”.

W źródłach pojawia się także wątek antybiotyku, który miał mu zostać przepisany (Cefprozil) i podejrzenia, że rzadkie działania niepożądane mogły nasilić objawy psychotyczne, takie jak urojenia czy paranoja. Jednocześnie lekarz z lotniska miał twierdzić, że Lars w ogóle nie wykupił recepty, co podcina tę wersję w najważniejszym punkcie.

I tu zaczyna się ta część historii, która „skłania do wielu przemyśleń” nie dlatego, że jest paranormalna, tylko dlatego, że jest niejednoznacznie ludzka. Możliwe, że Lars był w stanie ostrego kryzysu psychicznego. Możliwe też, że coś go przestraszyło naprawdę, a to, co widzimy na nagraniu, jest finałem eskalacji. Tyle że bez następnych dowodów obie ścieżki pozostają równie niewygodne.

Kamera jako mit: dlaczego ta historia nie daje spokoju

Larsa nagrały kamery na lotnisku w Warnie: nagły zryw, sprint, płot, otwarta przestrzeń i las gdzieś dalej. Chwilę wcześniej miał rozmawiać z lekarzem, a z matką kontaktować się w wyraźnym niepokoju. Do dziś nie wiadomo, czy uciekał przed realnym zagrożeniem, czy przed własnym lękiem, który w pewnym momencie stał się dla niego „prawdą”.

To zaginięcie stało się globalnie znane w dużej mierze dlatego, że istnieje nagranie. Widzimy moment graniczny, a więc mózg automatycznie szuka „brakującej klatki”. Co wydarzyło się w gabinecie lekarskim? Kim był człowiek, który wszedł? Co Lars zobaczył albo usłyszał, że uruchomiło tak gwałtowną reakcję?

Internet zrobił z tej historii labirynt hipotez. Jedni upierają się przy epizodzie psychotycznym. Inni wskazują na możliwość napadu, uprowadzenia, przypadkowej śmierci w terenie. Jeszcze inni rozważają scenariusz „dobrowolnego zniknięcia”, choć porzucenie paszportu i telefonu nie brzmi jak plan człowieka, który chce zacząć od zera – raczej jak gest kogoś, kto przestał myśleć kategoriami konsekwencji. (To oczywiście nie dowód, tylko wrażenie, które zostawia obraz.)

Jest jeszcze jeden element: matka Larsa nie zamknęła tej historii. Rodzina prowadziła i wspierała działania poszukiwawcze, a w sieci funkcjonuje strona poświęcona sprawie, prosząca o kontakt każdego, kto ma jakieś  informacje. To długie trwanie poszukiwań sprawia, że zaginięcie nie zamienia się w archiwalną notatkę – tylko w żywą ranę.

Nagranie z monitoringu – ostatnie zarejestrowane chwile

Fragment publicznie dostępnego materiału z monitoringu lotniska w Warnie. Widać moment, w którym Lars Mittank opuszcza gabinet lekarski, przebiega przez halę terminala i znika poza zasięgiem kamer. To ostatni potwierdzony zapis jego obecności.

Co mogło wydarzyć się po wyjściu z lotniska?

Jeśli odetniemy wszystkie interpretacje i zostawimy „nagie” pytanie, brzmi ono prosto: co się dzieje z człowiekiem, który w lipcowy poranek wybiega z terminalu w obcym kraju i biegnie w kierunku zarośli?

Najbardziej przyziemny scenariusz mówi o wypadku w terenie: upadek, uraz, odwodnienie, utrata przytomności, przypadkowe zejście z trasy – i brak szybkiej reakcji. To nie jest efektowne, ale w zaginięciach bywa najczęstsze: drobny błąd, który w połączeniu z paniką zamienia się w tragedię.

Drugi scenariusz zakłada przypadkowe spotkanie z niewłaściwą osobą. Człowiek w stanie lęku jest łatwym celem: reaguje chaotycznie, nie ocenia ryzyka tak, jak zwykle, ufa albo ucieka bez planu. Tyle że na ten wariant brakuje potwierdzeń w faktach.

Trzeci scenariusz – psychiczny kryzys o ostrym przebiegu – tłumaczyłby gwałtowność ucieczki i porzucenie rzeczy. Ale też zostawia w powietrzu nieprzyjemne pytanie: jak wielu ludzi mija nas codziennie, „działając normalnie”, a jednocześnie będąc o krok od stanu, w którym rzeczywistość przestaje się sklejać?

To właśnie dlatego ta historia tak mocno siedzi w głowie: nie wymaga ani potworów, ani tajnych służb. Wystarczy zwykły człowiek, który w pewnym momencie przestaje rozumieć, co jest bezpieczne, a co nie.

Dlaczego „brak odpowiedzi” bywa najgorszy

W opowieściach o zaginięciach wszystko staje się prostsze, gdy pojawia się wyraźny sprawca. Gdy można wskazać motyw ewentualnej zbrodni i ciąg zdarzeń. W sprawie Larsa Mittanka tego może w ogóle nie być – a mimo to finał pozostaje równie przerażający, bo wyrasta z chaosu.

Jeśli to był kryzys psychiczny, to przeraża, jak szybko potrafi odebrać człowiekowi zdolność do ochrony samego siebie. Jeśli to było realne zagrożenie, to przeraża, jak łatwo może zniknąć ktoś w miejscu, które uchodzi za „bezpieczne”, bo jest publiczne i monitorowane. Jeśli to był wypadek, to przeraża najbardziej banalna prawda: czasem wystarczy kilka minut w złym stanie i w złym kierunku.

A jednak w tej historii jest coś jeszcze: przypomnienie, że w świecie danych, kamer i lokalizacji nadal istnieją punkty ślepe. Że czasem człowiek potrafi zniknąć nie dlatego, że był geniuszem ucieczki – tylko dlatego, że nikt nie zdążył go zatrzymać w tej jednej minucie, gdy rozpadał mu się wewnętrzny kompas.

Źródła

  1. Thomas Heise, „Verschwunden in Bulgarien: Auf der Suche nach Lars Mittank”, 2014.
  2. „Disappearance of Lars Mittank”, Wikipedia.
  3. Strona informacyjna rodziny i kampanii poszukiwawczej: „Find Lars Mittank / Findet Lars Mittank”.
  4. PEOPLE.com, „All About Lars Mittank’s Mysterious Disappearance…”.
  5. INTERPOL, „Yellow Notices / About Yellow Notices”.