Chłopiec chodził po ścianie na oczach urzędniczki. Świadkowie mówili o opętaniu
Historie o opętaniach zwykle opierają się na relacjach jednej rodziny, przekazywanych po latach i trudnych do zweryfikowania. W przypadku rodziny Ammons było inaczej. W sprawę zaangażowali się lekarze, policjanci, psychologowie, pracownicy opieki społecznej i katolicki ksiądz. Jedni mówili o demonach, inni o urojeniach i dzieciach odgrywających role. Najbardziej zagadkowy epizod miał jednak wydarzyć się na oczach osób niezwiązanych z rodziną.
Dom, w którym zimą pojawiały się roje much
Latoya Ammons pod koniec 2011 roku zamieszkała wraz z matką i trójką dzieci w wynajętym domu przy Carolina Street w Gary w stanie Indiana. Dzieci miały wówczas 7, 9 i 12 lat.
Według rodziny, pierwszym niepokojącym sygnałem były roje czarnych much, które pojawiały się na werandzie mimo zimowej pogody. Kobiety twierdziły, że owady zabijano wielokrotnie, lecz wciąż wracały.
Później miały pojawić się odgłosy kroków dochodzących z piwnicy, samoczynnie otwierające się drzwi, niewyraźne cienie i ślady butów na podłodze. Najstarsza córka miała pewnej nocy unosić się nad łóżkiem, a chłopcy zaczęli zachowywać się agresywnie, mówić zmienionym głosem i opowiadać o niewidzialnych postaciach.
Relacje brzmiały jak scenariusz horroru. Początkowo znała je jednak wyłącznie rodzina. Podobny schemat pojawia się również w historii uznawanej za jeden z najbardziej niezwykłych przypadków nawiedzenia w Polsce, gdzie kolejne rodziny miały opuszczać ten sam budynek po doświadczeniu trudnych do wyjaśnienia zjawisk. Najbardziej nawiedzony dom w Polsce miał nie dać spokoju aż 30 rodzinom.
Lekarz nie uwierzył w demony
W kwietniu 2012 roku rodzina zwróciła się o pomoc do lekarza Geoffreya Onyeukwu. Medyk nie uznał zdarzeń za paranormalne. W jego notatkach pojawiły się sformułowania dotyczące urojeń i halucynacji.
Po kolejnym gwałtownym zdarzeniu wezwano policję, a dzieci przewieziono do szpitala. Sprawą zainteresował się również Departament Opieki nad Dziećmi stanu Indiana. Urzędnicy podejrzewali, że matka może wzmacniać w dzieciach przekonanie o demonach, a one zachowują się w sposób zgodny z jej oczekiwaniami.
To właśnie podczas pobytu w placówce medycznej miało jednak dojść do zdarzenia, które później przyciągnęło uwagę mediów.
Chłopiec miał wejść tyłem po ścianie
Pewnedo razu dziewięcioletni Latoyi Ammons przebywał w domu wraz z babcią, pracownicą opieki społecznej oraz pielęgniarzem. Według opisu znajdującego się w dokumentacji, chłopiec miał na twarzy dziwny uśmiech, zaczął cofać się w stronę ściany, a następnie - wciąż trzymając babcię za rękę - postawił na ścianie stopy i wykonał kilka kroków w górę. Potem miał obrócić się nad kobietą, wylądować na nogach na podłodze i usiąść na krześle.
Nie oznacza to, że chodził pionowo po ścianie jak po podłodze. Opis przypomina raczej niezwykły obrót akrobatyczny wykonany z wykorzystaniem ściany i ręki babci jako punktu podparcia. Mimo to obecni na miejscu świadkowie uznali zachowanie za coś wyjątkowo trudnego do wyjaśnienia.
Pielęgniarz Willie Lee Walker potwierdził później dziennikarzom, że widział zdarzenie. W raporcie opieki społecznej również odnotowano, że pracownica instytucji była jego świadkiem. To odróżnia tę historię od wielu opowieści o opętaniu znanych wyłącznie z relacji osób bezpośrednio zaangażowanych emocjonalnie.
Policjant uwierzył w działanie sił nadprzyrodzonych
Dom odwiedzali także policjanci. Kapitan Charles Austin początkowo podchodził do opowieści rodziny sceptycznie, lecz później zmienił zdanie. Funkcjonariusz z 36-letnim stażem miał powiedzieć, że wierzy Ammonsom i nie zdecydowałby się spędzić nocy w budynku.
Podczas jednej z jego wizyt miały wydarzyć się także mniej spektakularne, lecz niepokojące rzeczy. Policyjne latarki zaczynały błyskać mimo świeżych baterii, a dyktafon przestał działać prawidłowo. Po odsłuchaniu nagrania jeden z funkcjonariuszy miał usłyszeć cichy głos wypowiadający słowo „hej”.
Wcześniej lekarz Geoffrey Onyeukwu opisywał natomiast sytuację, w której jeden z chłopców miał zostać uniesiony i odrzucony w stronę ściany, chociaż - według jego relacji - nikt go wówczas nie dotykał. Nie istnieje jednak nagranie tego zdarzenia, dlatego pozostaje ono świadectwem zapisanym w dokumentacji sprawy.
Psychologowie widzieli zupełnie inną historię
Nie wszyscy świadkowie i specjaliści wierzyli w opętanie.
Psycholog badająca najmłodszego syna oceniła, że jego historie były niespójne, fragmentaryczne i zmieniały się przy kolejnych opowieściach. Uznała, że dziecko mogło zostać wciągnięte w system przekonań podtrzymywany przez matkę. Inni specjaliści zauważali, że dzieci zaczynały „zachowywać się jak opętane”, zwłaszcza gdy zadawano im niewygodne pytania lub czegoś im odmawiano.
Wątpliwości wzbudzał również sam epizod przy ścianie. Sceptyczny badacz Joe Nickell zwrócił uwagę, że chłopiec cały czas trzymał babcię za rękę. Jego zdaniem pozwalało mu to oprzeć ciężar ciała na kobiecie, postawić nogi na ścianie i wykonać obrót przypominający akrobację.
Nickell wskazywał także, że właściciel domu nie znał podobnych historii od wcześniejszych lokatorów, a osoby mieszkające tam po rodzinie Ammons również nie zgłaszały demonicznych zjawisk.
Historia trafiła na ekran
Sprawa rodziny Ammons doczekała się także dwóch ekranizacji. Zak Bagans, który kupił dom przy Carolina Street, nakręcił w nim dokument „Demon House”. Produkcja została wydana w 2018 roku i przedstawiała jego własne śledztwo dotyczące rzekomej obecności demonów.
W 2024 roku na Netflixie pojawił się natomiast horror „The Deliverance” w reżyserii Lee Danielsa. Film został zainspirowany historią Latoyi Ammons, ale nie jest jej wiernym odtworzeniem. Twórcy zmienili nazwiska bohaterów, miejsce akcji i wiele szczegółów, dlatego produkcję należy traktować jako fabularną interpretację prawdziwej sprawy, a nie dokument.
Co naprawdę wydarzyło się w Gary?
Nie istnieje nagranie pokazujące chłopca na ścianie. Pozostają raporty, zeznania świadków oraz oceny specjalistów, którzy doszli do zupełnie odmiennych wniosków.
Możliwe, że obecni zobaczyli niezwykle sprawny i zaskakujący ruch dziecka, który w atmosferze strachu został uznany za niemożliwy. Możliwe również, że późniejsze relacje wyolbrzymiły to, co faktycznie nastąpiło.
Trudniej jednak całkowicie zignorować fakt, że niezwykłe zachowania dzieci opisywali nie tylko ich krewni, ale także pracownicy szpitala, służb społecznych i policji.
Dom przy Carolina Street został później kupiony przez Zaka Bagansa, znanego z programu „Ghost Adventures”. Nakręcił tam film dokumentalny, a następnie w 2016 roku polecił rozebrać budynek.
Dom zniknął, lecz pytanie pozostało. Czy rodzina Ammons rzeczywiście przeżyła coś, czego nie potrafimy wyjaśnić? Czy też strach, przekonania religijne i sugestia sprawiły, że zwykłe lub celowo odgrywane zachowania zaczęły wyglądać jak dowód na obecność demonów?
Jedno jest pewne: historia chłopca, który na oczach urzędniczki postawił stopy na ścianie i obrócił się nad własną babcią, nie powstała wyłącznie jako anonimowa legenda internetowa. Została zapisana w dokumentacji sprawy, którą zajmowały się instytucje państwowe.
Źródła
1. Marisa Kwiatkowski, **„The exorcisms of Latoya Ammons”**, *The Indianapolis Star*, 25 stycznia 2014.
2. Indiana Department of Child Services, **Preliminary Report of Alleged Child Abuse or Neglect**, 2012.
3. Megan McCluskey, **„The Real Story Behind Netflix’s Demonic Possession Horror The Deliverance”**, *Time*, 30 sierpnia 2024.
4. Joe Nickell, **„The ‘200 Demons’ House: A Skeptical Demonologist’s Report”**, *Skeptical Inquirer*, maj–czerwiec 2014.
5. Marisa Kwiatkowski, **„Indiana ‘exorcism house’ of Latoya Ammons is demolished”**, *The Indianapolis Star*, 2 lutego 2016.







