Hałaśliwy duch w kancelarii adwokackiej zaskoczył policję i naukowców
Początek niezwykłych zdarzeń
Kancelaria adwokata Sigmunda Adama w Rosenheim była typowym biurem, w którym pracowało kilka osób, w tym 19-letnia Annemarie Schaberl. To właśnie od momentu jej zatrudnienia zaczęły pojawiać się niepokojące zjawiska. Początkowo były to drobiazgi: migotanie lamp fluorescencyjnych czy telefony, które dzwoniły jednocześnie bez połączenia z centrali.
Szybko sytuacja stała się poważniejsza. Żarówki zaczęły eksplodować, obrazy spadały ze ścian, a szafy i segregatory przesuwały się bez czyjejś ingerencji. Co ciekawe, rachunki za prąd kancelarii nagle wzrosły kilkukrotnie, mimo że nikt nie korzystał z dodatkowych urządzeń.
Wezwana policja i zakład energetyczny
Pierwszym krokiem było sprawdzenie instalacji elektrycznej. Technicy ze Stadtwerke Rosenheim kilkakrotnie kontrolowali biuro, jednak nie stwierdzili żadnych usterek. Wręcz przeciwnie – ich przyrządy wykazywały niezwykłe skoki napięcia i zmiany fazy, których nie dało się logicznie wytłumaczyć.
Niewyjaśnione problemy z elektrycznością pojawiały się także w polskiej historii nawiedzonego domu w Jaworznie-Jeleniu. Jego właściciel twierdził, że światła zapalały się i gasły samoczynnie, choć wezwany elektryk nie potrafił wskazać usterki. Dom miał zyskać tak złą sławę, że nie wytrzymało w nim około 30 rodzin.
Do kancelarii w Rosenheim wezwano również policję. Funkcjonariusze na miejscu zobaczyli, jak obrazy odwracają się same, lampy zwisają na skręconych kablach, a segregatory spadają z półek. Wszystko to działo się w obecności kilku świadków, co wykluczało złudzenie czy autosugestię.
Naukowcy w biurze
Sprawą zainteresował się profesor Hans Bender, znany badacz zjawisk parapsychologicznych z Uniwersytetu we Fryburgu. Przeprowadził w Rosenheim wielotygodniowe obserwacje. Jego raporty wskazują, że zjawiska nasilały się, gdy w biurze przebywała Annemarie Schaberl, a ustawały, kiedy opuszczała pomieszczenie.
Podczas jednej z obserwacji fizycy widzieli, jak ciężka szafa przesunęła się o kilkadziesiąt centymetrów, a lampy wykonały pełny obrót wokół własnej osi. W tym samym czasie telefony wykonały niemożliwe do zarejestrowania w systemie połączenia, wybierając numery o kilkunastu cyfrach.
Spuk, który nie znał wstydu
Najbardziej uderzające było to, że tajemnicze zjawisko nie przejmowało się ani obecnością badaczy, ani klientów kancelarii. Manifestacje pojawiały się otwarcie, jakby „duch” chciał udowodnić swoją obecność. 19 października 1967 roku adwokat Adam usłyszał krzyk swojej młodej sekretarki, Annemarie Schaberl. Meble znów się poruszały, a wszystko poświadczył obecny wtedy urzędnik skarbowy. Tego rodzaju scen było znacznie więcej. Według szacunków badaczy, niezwykłe zdarzenia widziało łącznie około czterdziestu osób – od przypadkowych petentów po inżynierów i fizyków, którzy przybyli, by przyjrzeć się zjawisku z bliska.
Obecność świadków spoza rodziny lub kręgu badaczy pojawia się także w znacznie nowszej sprawie z USA. Tam dziewięcioletni chłopiec miał postawić stopy na ścianie i obrócić się nad babcią na oczach pracownicy opieki społecznej oraz pielęgniarza. Świadkowie mówili później o możliwym opętaniu.
Aktywność „Poltergeista z Rosenheim" przybierała na sile falami. Jeden z protokołów, datowany na 4 grudnia 1967 roku, opisuje cztery godziny prawdziwej eskalacji. Najpierw telefony zaczęły wydzwaniać same z siebie, zaraz potem obrazy i żyrandole zaczęły się kołysać, a na końcu fotokopiarka zaczęła dosłownie pluć atramentem, jakby w akcie niekontrolowanego buntu. Biuro, w którym miało się rozstrzygać spory prawne, stopniowo zamieniało się w scenę groteskowego spektaklu.
Adwokat próbował zapanować nad sytuacją na własny sposób. Telefony, które uparcie dzwoniły choć nikt nie wybierał numerów, zostały zamknięte na kłódki. Nic to jednak nie dało – „Spuk” jakby drwił z tych wysiłków. Nawet ekipa specjalistów pod przewodnictwem inżyniera Brunnera, wezwanych do zbadania instalacji, musiała przyznać, że nie znajduje żadnego technicznego wyjaśnienia. Instalacja elektryczna była w idealnym stanie. A jednak zjawiska trwały nadal.
Hipotezy i próby wyjaśnienia
Najczęściej pojawiającą się hipotezą była tzw. psychokineza nieświadoma. Według Bendera i jego zespołu, to Annemarie – nie zdając sobie z tego sprawy – mogła wywoływać anomalie energetyczne poprzez silny stres i napięcia emocjonalne. Była młodą osobą w trudnej sytuacji życiowej, co w teorii parapsychologii miało sprzyjać powstawaniu poltergeistów.
Teoria, według której poltergeist może koncentrować się wokół młodej osoby znajdującej się pod silnym napięciem, pojawiała się również w przypadku Enfield. Tam centrum zdarzeń miała być 11-letnia Janet Hodgson, przez którą rzekomy duch przemawiał zmienionym głosem.
Sceptycy sugerowali mistyfikację, jednak trudno było ją udowodnić. Wielu niezależnych świadków – w tym policjanci, technicy i prawnicy – widziało zjawiska na własne oczy. Z kolei hipoteza wadliwej instalacji nie wytrzymała krytyki, bo wszystkie przewody i urządzenia były w pełni sprawne.
Koniec dziwnych zjawisk i dalsze losy Annemarie Schaberl
Gdy wiosną 1968 roku Annemarie Schaberl zrezygnowała z pracy w kancelarii, wszystkie zjawiska w Rosenheim ustały niemal natychmiast. To właśnie ta nagła cisza sprawiła, że wielu badaczy i obserwatorów uznało ją za centralną postać całej historii. Profesor Hans Bender utrzymywał z nią kontakt jeszcze przez pewien czas, próbując sprawdzić, czy podobne anomalie pojawią się w jej nowym miejscu pracy czy w domu. Tak się jednak nie stało – życie dziewczyny toczyło się dalej bez żadnych niezwykłych incydentów.
Bender wyjaśniał to jako klasyczny przykład psychokinezy nieświadomej – zjawiska, w którym nagromadzone napięcia emocjonalne i psychiczne znajdują ujście w formie zakłóceń fizycznych. W opinii badacza Annemarie przeżywała wówczas trudny okres, a stres mógł wyzwolić nieznane mechanizmy. Kiedy zmieniła otoczenie i znalazła spokój, energia poltergeista zgasła równie nagle, jak się pojawiła.
Wiele lat później Annemarie Schaberl, w rozmowie z telewizją PRO 7, odniosła się sceptycznie do teorii profesora Bendera:
"Jestem zwyczajną osobą. To musiało być coś całkiem innego"
– stwierdziła, podkreślając, że nigdy nie posiadała żadnych nadprzyrodzonych zdolności.
Sceptycy interpretowali to jeszcze inaczej: brak nowych zdarzeń miał dowodzić, że cała sprawa była zbiorową iluzją, powiększoną przez uwagę mediów i oczekiwania badaczy. Niezależnie jednak od interpretacji, Annemarie już nigdy nie powróciła do centrum uwagi, a jej nazwisko pozostało w historii tylko w związku ze „Spuk von Rosenheim”.
Źródła
- Hans Bender, artykuły w „Zeitschrift für Parapsychologie und Grenzgebiete der Psychologie”, 1968–1970
- Konrad R. Werner, Poltergeist in Rosenheim, 1969
- „Der Spiegel”, nr 52/1967 – artykuł „Spuk von Rosenheim”
- Raporty policji Rosenheim, 1967–1968
- Dokumentacja zakładu energetycznego Stadtwerke Rosenheim








