Zabił teściową podczas lunatykowania. Przejechał ponad 20 km – sąd uznał, że był nieświadomy
Są historie kryminalne, które nie trzymają się intuicji. W tej nie ma klasycznego motywu, nie ma planu, nie ma ucieczki przed odpowiedzialnością. Jest za to pytanie, które brzmi jak paradoks: czy człowiek może zrobić coś przerażającego, a jednocześnie nie wykonać tego „świadomie” w sensie prawnym? Sprawa Kennetha Parksa stała się jednym z najsłynniejszych procesów o tak zwany automatyzm związany ze snem i do dziś wraca w dyskusjach o granicach winy, neurologii i kwestiach bezpieczeństwa publicznego.
Noc, która zaczęła się zwyczajnie
W materiałach ze sprawy powraca obraz pozornie banalny: późny wieczór, zmęczenie, zaśnięcie w domu, codzienność bez zapowiedzi katastrofy. Parks był młodym mężczyzną z Ontario. Miał rodzinę, obowiązki, narastające problemy, które – jak opisywano później – przekładały się na silny stres. To ważne tło, bo w zaburzeniach wybudzeń ze snu (parasomniach NREM) właśnie przeciążenie, deficyt snu i presja psychiczna często pojawiają się jako czynniki ryzyka epizodów, podobnie jak w innych zaburzeniach snu opisywanych w medycynie.
Kluczowe wydarzenie rozegrało się wczesnym rankiem 24 maja 1987 roku. Parks miał wstać, ubrać się, wziąć klucze i samochodem przejechać trasę z Pickering do Scarborough, do domu teściów. Dystans w źródłach bywa podawany w przybliżeniu, ale w orzeczeniu Sądu Najwyższego Kanady pojawia się informacja o około 23 kilometrach.
Dom teściów i moment, w którym kończy się logika
To, co wydarzyło się potem, jest brutalne i jednocześnie „nielogiczne” w sensie narracji kryminalnej. Parks wszedł do domu używając klucza, który wcześniej dostał od rodziny. Doszło do ataku na teściów: jego teściowa zmarła, teść został ciężko ranny. W relacjach medialnych z procesu podkreślano, że ława przysięgłych usłyszała o gwałtownym ataku przy użyciu narzędzia, a oskarżony nie zachowywał się jak ktoś, kto próbuje zatrzeć ślady czy zyskać czas.
Najbardziej uderzający element tej historii nastąpił niemal natychmiast po zdarzeniu. Parks pojechał na komisariat i sam zgłosił się na policję. To nie pasuje do klasycznego obrazu sprawcy działającego z premedytacją. Ale samo „niedopasowanie” nie jest dowodem niewinności. W tej sprawie liczyło się coś innego: pytanie, czy w chwili czynu istniała dobrowolność działania, czyli fundament odpowiedzialności karnej.
„Automatyzm” i wojna pojęć: choroba psychiczna czy zaburzenie snu?
W prawie karnym sama świadomość bywa rozbita na dwa twarde elementy: czy czyn był dobrowolny oraz czy istniała intencja. Obrona Parksa opierała się na tezie, że zachowanie było automatyczne, a więc pozbawione kontroli w sensie prawnym. W kanadyjskiej debacie kluczowe stało się rozróżnienie między tzw. non-insane automatism (automatyzm bez „choroby umysłu”) a automatyzmem traktowanym jako „disease of the mind”, czyli w uproszczeniu: stan, który prawo klasyfikuje jak zaburzenie psychiczne z konsekwencjami ochronnymi dla społeczeństwa.
To nie była akademicka dyskusja. Jeśli sąd uznałby, że to „choroba umysłu”, sprawa szła w stronę innych rozstrzygnięć i innych środków zabezpieczających. Jeśli natomiast przyjąć, że to epizod parasomnii, który nie wynika z trwałego, wewnętrznego zaburzenia psychicznego – wtedy możliwa stawała się teza o braku odpowiedzialności karnej za konkretny czyn, przy jednoczesnym skupieniu na ryzyku nawrotu i kontroli medycznej.
Neurologia na sali sądowej: co badano i co uznano za istotne
W tej sprawie szczególne znaczenie miały opinie specjalistów snu i neurologów. W literaturze medycznej, która analizowała przypadek Parksa już po procesie, opisywano m.in. badania snu oraz parametry związane z gwałtownymi wybudzeniami z głębokiego snu NREM. Podobne mechanizmy automatycznych zachowań bez świadomej kontroli obserwuje się także w innych parasomniach, takich jak seksomnia, w której osoba podejmuje złożone czynności, nie mając później żadnej pamięci zdarzeń.
To ważne, bo większość epizodów somnambulizmu nie ma nic wspólnego z przemocą, a jeśli do przemocy dochodzi, bywa ona chaotyczna, krótka i częściej dotyczy osób najbliższych, przebywających w tej samej przestrzeni. Przypadek Parksa pozostaje skrajny także dlatego, że obejmował prowadzenie samochodu i pokonanie znanej trasy, co część badaczy tłumaczy automatycznością wyuczonych sekwencji ruchowych oraz faktem, że epizody snu głębokiego nie sprzyjają tworzeniu trwałych, świadomych zapisów pamięciowych — mechanizm ten pomaga zrozumieć, dlaczego po przebudzeniu wiele osób nie pamięta treści własnych snów, mimo że ich mózg był w nocy aktywny.
Badanie EEG, któremu Parks został poddany wkrótce po zatrzymaniu miało na celu ocenę funkcjonowania mózgu w okresie bezpośrednio po epizodzie. Zdaniem biegłych zarejestrowany wzorzec aktywności był zgodny ze stanem dezorientacji po gwałtownym wybudzeniu z głębokiego snu NREM, co wzmacniało hipotezę nieświadomego automatyzmu.
U Parksa stwierdzono cechy zgodne z zaburzeniami arousal NREM, w których dochodzi do częściowego wybudzenia mózgu: struktury odpowiedzialne za ruch mogą być aktywne, podczas gdy świadomość refleksyjna i kontrola poznawcza pozostają wyłączone. Zdaniem biegłych taki profil neurologiczny istotnie zwiększał prawdopodobieństwo, że w chwili zdarzenia oskarżony działał w stanie nieświadomego automatyzmu, a nie z intencją przestępczą.
Wyrok, który przeszedł do historii
W 1988 roku ława przysięgłych uniewinniła Parksa w procesie dotyczącym zabójstwa, a sprawa nie zakończyła się na lokalnym werdykcie. Ostatecznie trafiła na poziom, który zamienia pojedynczy dramat w precedens: do Sądu Najwyższego Kanady. W 1992 roku, w sprawie znanej jako R. v. Parks, sąd utrzymał uniewinnienie, uznając, że istnieją podstawy do przyjęcia automatyzmu związanego ze snem i że w tych okolicznościach nie wykazano dobrowolności czynu w stopniu, który usuwałby rozsądną wątpliwość.
To rozstrzygnięcie stało się jednym z najbardziej znanych punktów odniesienia w sporach o „zabójstwo we śnie”. Nie dlatego, że sąd „uwierzył w cud”, ale dlatego, że w kanadyjskiej konstrukcji prawnej dobrowolność działania nie jest dodatkiem do winy – jest jej fundamentem.
Najtrudniejsze pytanie: co z bezpieczeństwem innych?
Ta sprawa zawsze zostawia czytelnika z dyskomfortem, którego nie da się wygładzić. Nawet jeśli przyjąć, że Parks nie działał świadomie, skutki dla ofiar i rodziny były realne i nieodwracalne. Dlatego w uzasadnieniach i analizach przewija się motyw równowagi: z jednej strony prawo nie może skazać człowieka za czyn, który nie był dobrowolny w sensie prawnym, z drugiej strony społeczeństwo ma prawo oczekiwać, że ryzyko powtórki zostanie potraktowane poważnie.
Dlaczego ta historia nadal działa na wyobraźnię
Bo dotyka miejsca, w którym kruszy się nasza potoczna definicja „ja”. Jeżeli można wstać, jechać samochodem, wejść do domu, wykonywać złożone czynności, a potem nie mieć świadomej pamięci ani kontroli – to znaczy, że świadomość nie jest włącznikiem zero-jedynkowym. Jest procesem, który może się „rozwarstwiać”, podobnie jak w zjawiskach takich jak paraliż senny, gdzie świadomość bywa obecna, ale kontrola ciała zostaje czasowo odłączona.
Bibliografia
- Supreme Court of Canada. R. v. Parks, [1992] 2 S.C.R. 871.
- Broughton, R. i in. Homicidal Somnambulism: A Case Report. Sleep, 17(3), 1994, s. 253–264.
- Popat, S., Winsky-Sommerer, R. While You Were Sleepwalking: Science and Neurobiology of Parasomnias. Frontiers in Neurology, 2015.
- Pressman, M.R. Disorders of Arousal and timing of the first period of slow wave sleep. Nature and Science of Sleep, 2022.
- Journal of the American Academy of Psychiatry and the Law. The Ontario Court of Appeal Takes a New Look.
- Los Angeles Times. ‘Sleepwalker’ Acquitted of Murdering Mother-in-Law… (relacja prasowa z uniewinnienia), 28 maja 1988.