Nie fotografuj śpiącego? Skąd wziął się ten przesąd
Śpiące dziecko, partner albo ktoś, kto zasnął w fotelu – zrobienie takiej osobie zdjęcia telefonem wydaje się czymś zupełnie zwyczajnym. A jednak do dziś można spotkać się z ostrzeżeniem: śpiącego lepiej nie fotografować.
W zależności od wersji przesądu zdjęcie ma odbierać śpiącemu energię, zakłócać jego sen, sprowadzać nieszczęście, a nawet w jakiś sposób oddziaływać na duszę. Skąd wzięło się takie przekonanie?
Sen od dawna kojarzono z duszą opuszczającą ciało
Żeby zrozumieć ten przesąd, trzeba cofnąć się do czasów, gdy sam sen był czymś znacznie bardziej tajemniczym niż obecnie.
W wielu dawnych wyobrażeniach człowiek podczas snu nie był po prostu nieprzytomny. Wierzono, że jego dusza może na pewien czas oddalać się od ciała, wędrować, spotykać zmarłych albo doświadczać rzeczy niedostępnych na jawie.
Podobne motywy występowały również w polskich wierzeniach ludowych. Materiały etnograficzne opisują przekonanie, że dusza śpiącego może opuszczać ciało, dlatego osoby śpiącej nie należało gwałtownie budzić ani wykonywać wobec niej pewnych czynności, które mogłyby przeszkodzić duszy w powrocie.
Szczególną ostrożność zachowywano w obecności zmarłych. W niektórych przekazach ostrzegano nawet przed zasypianiem podczas czuwania przy zwłokach, ponieważ dusza śpiącego miała być wówczas narażona na kontakt z duszą nieboszczyka.
Takie przekonania dobrze wpisują się w szerszy świat polskich przesądów i wierzeń naszych przodków, w których sen, śmierć, lustra, progi czy okna często traktowano jako sytuacje lub miejsca graniczne.
Dlaczego właśnie śpiący miał być szczególnie narażony?
Śpiący człowiek jest bezbronny. Nie widzi, co dzieje się wokół niego, nie kontroluje otoczenia i przez pewien czas nie reaguje w zwykły sposób na bodźce.
Dla dawnych kultur był to naturalny punkt wyjścia do tworzenia wyjaśnień nadprzyrodzonych. Skoro ciało pozostaje nieruchome, a człowiek śni o odległych miejscach i spotkaniach z nieobecnymi osobami, łatwo było uznać, że jakaś część jego istoty rzeczywiście opuszcza ciało.
Stąd już tylko krok do przekonania, że śpiącego nie należy niepotrzebnie dotykać, straszyć, fotografować czy w inny sposób ingerować w jego stan.
Niektóre z tych dawnych przekonań mają zresztą ciekawy odpowiednik we współczesnych doświadczeniach związanych ze snem. Osoby znajdujące się na granicy snu i jawy mogą widzieć postacie, słyszeć głosy albo odczuwać czyjąś obecność. Takie zjawiska pomagają zrozumieć, dlaczego niektóre sny wydają się niezwykle realistyczne i dlaczego dawniej łatwo było przypisywać im znaczenie nadprzyrodzone.
Sen, dusza i zakazy – podobne wierzenia w różnych kulturach
Sam zakaz fotografowania śpiących trudno przypisać jednej konkretnej tradycji. Znacznie lepiej udokumentowane są natomiast starsze wierzenia, według których człowiek podczas snu znajduje się w szczególnym stanie, a jego dusza może czasowo oddalać się od ciała.
Wierzenia słowiańskie – dusza wychodzi podczas snu
W folklorze słowiańskim występowało przekonanie, że dusza może opuszczać ciało żywego człowieka podczas snu i później do niego powracać. W niektórych przekazach przyjmowała postać ptaka, owada albo innego zwierzęcia. Z tego powodu sen bywał traktowany niemal jak chwilowe oddzielenie duszy od ciała.
Znano nawet wierzenie, że śpiącego nie należy przestawiać w taki sposób, aby jego głowa znalazła się tam, gdzie wcześniej były stopy. Dusza powracająca z nocnej wędrówki miałaby wówczas nie odnaleźć drogi do ciała. Motyw ten pojawia się w źródłach dotyczących folkloru słowiańskiego.
Sen jako „mała śmierć”
W części tradycji słowiańskich sen interpretowano jako stan podobny do śmierci: ciało pozostaje nieruchome, a dusza działa gdzie indziej. Tego rodzaju wyobrażenia tłumaczyły również niezwykle realistyczne sny, spotkania ze zmarłymi czy poczucie przebywania w innym miejscu.
Podobne wyobrażenia pomagały tworzyć cały system zakazów dotyczących śpiącego. Nie chodziło jeszcze o fotografię – ta pojawiła się przecież dopiero w XIX wieku – lecz o przekonanie, że człowiek pogrążony we śnie znajduje się w stanie szczególnej podatności.
A gdzie pojawia się fotografia?
Fotografia została do tych znacznie starszych przekonań dołączona dopiero później. Kiedy w XIX wieku możliwe stało się niezwykle wierne utrwalenie ludzkiej twarzy, wizerunek zaczął otrzymywać nowe znaczenie symboliczne.
W popularnych opowieściach etnograficznych często pojawia się motyw ludzi obawiających się, że fotografia może „zabrać duszę”. Trzeba jednak zachować ostrożność: takie historie były nieraz upraszczane lub wyolbrzymiane przez zachodnich podróżników i fotografów. Nie można więc mówić o jednym uniwersalnym „prymitywnym wierzeniu”, według którego wszystkie tradycyjne społeczności bały się aparatu.
Znacznie bezpieczniej powiedzieć, że w niektórych kulturach wizerunek człowieka był traktowany jako coś więcej niż zwykłe podobieństwo. Gdy takie podejście zetknęło się ze starszym przekonaniem o szczególnej kondycji duszy podczas snu, powstał idealny grunt dla późniejszych przesądów dotyczących fotografowania śpiących.
Fotografia sama w sobie budziła niepokój
Drugi element przesądu pojawił się znacznie później – wraz z fotografią.
Dziś zdjęcie jest dla nas czymś banalnym. W XIX wieku możliwość niemal dokładnego utrwalenia czyjejś twarzy była jednak zupełnie nowym doświadczeniem. Fotografia nie przypominała obrazu namalowanego ręką człowieka. Wyglądała jak bezpośrednie „odbicie” rzeczywistości.
W różnych kulturach prowadziło to do przekonań, że zdjęcie może zawierać coś więcej niż sam wizerunek: cząstkę osoby, jej obecność, siłę albo duszę.
To przekonanie, że aparat może zarejestrować coś niewidocznego dla ludzkiego oka, przetrwało zresztą do dziś w zupełnie nowej formie. Współczesnym odpowiednikiem dawnych lęków wokół fotografii są relacje o kamerach rejestrujących rzekome duchy i inne niewyjaśnione anomalie. W wielu przypadkach można wskazać przyczyny optyczne lub techniczne, ale sama idea pozostaje podobna: urządzenie ma dostrzegać coś, czego człowiek nie zauważył bezpośrednio.
Antropologia fotografii pokazuje, że fotografia bardzo szybko zaczęła pełnić nie tylko funkcję dokumentacyjną. Stawała się również przedmiotem symbolicznym – czymś, co zastępowało nieobecną osobę, pozwalało ją wspominać, a czasami niemal traktować zdjęcie jak jej materialną obecność.
Jeśli połączymy dwa przekonania – że podczas snu dusza jest szczególnie podatna na wpływy zewnętrzne oraz że fotografia może w pewien sposób „zatrzymać” człowieka – otrzymujemy bardzo naturalny grunt pod przesąd zakazujący fotografowania śpiących.
Nie oznacza to jednak, że właśnie w taki sposób historycznie powstał jeden konkretny zakaz. Bardziej prawdopodobne jest, że podobne wierzenia rozwijały się niezależnie i z czasem zaczęły się ze sobą łączyć.
Zdjęcia i śmierć – skojarzenie, które mogło wzmacniać przesąd
Jest jeszcze jeden element, którego nie sposób pominąć.
W XIX i na początku XX wieku wykonywano fotografie pośmiertne. Zmarłych ustawiano lub układano do zdjęcia, często w otoczeniu rodziny. Szczególnie w przypadku dzieci fotografia mogła być jedynym zachowanym portretem.
Ciało zmarłego bywało fotografowane w łóżku albo w pozycji przypominającej sen. Dla późniejszych odbiorców podobieństwo pomiędzy fotografią osoby śpiącej i zmarłej może być niepokojące.
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że właśnie fotografia pośmiertna stworzyła przesąd o zakazie fotografowania śpiących. Mogła jednak wzmacniać skojarzenie snu, nieruchomego ciała, fotografii i śmierci.
W dawnych polskich zwyczajach śmierć otaczała zresztą cała sieć zakazów. Zasłaniano lustra, otwierano okna, zatrzymywano zegary i pilnowano, aby określone czynności nie zakłóciły odejścia duszy. Takie praktyki nie były przypadkowymi gestami – tworzyły spójny system wyobrażeń o granicy między światem żywych i zmarłych.
Czy fotografowanie śpiącego jest niebezpieczne?
Nie ma dowodów na to, że zrobienie zdjęcia śpiącej osobie może odebrać jej energię, zaszkodzić duszy albo sprowadzić nieszczęście.
Istnieje natomiast bardzo współczesny powód, dla którego warto się zastanowić przed naciśnięciem spustu migawki: prywatność.
Śpiąca osoba nie może zdecydować, czy chce być w danym momencie fotografowana. Jeszcze większe znaczenie ma to wtedy, gdy zdjęcie ma później trafić do Internetu.
Sam przesąd jest jednak ciekawy właśnie dlatego, że łączy dwa stare ludzkie lęki.
Pierwszy dotyczy snu – stanu, w którym tracimy kontrolę nad własnym ciałem i otoczeniem.
Drugi dotyczy obrazu – pytania, czy wierne przedstawienie człowieka jest tylko kawałkiem papieru lub zbiorem pikseli, czy może w jakiś symboliczny sposób staje się częścią osoby, którą przedstawia.
Dzisiaj możemy zrobić tysiące zdjęć w ciągu jednego dnia i niemal natychmiast o nich zapomnieć.
Ale przez większą część historii fotografia była czymś niezwykłym.
A sen jeszcze długo wcześniej pozostawał jedną z największych zagadek ludzkiego doświadczenia.
Połączenie tych dwóch rzeczy okazało się idealnym materiałem na przesąd, który przetrwał do czasów smartfonów.
Bibliografia
- Ogrodowska B., Polskie tradycje i obyczaje rodzinne, Sport i Turystyka – MUZA, Warszawa 2008.
- Zadrożyńska A., Światy, zaświaty. O tradycji świętowań w Polsce, Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2000.
- Sikora S., Fotografia. Między dokumentem a symbolem, Świat Literacki, Izabelin 2004.
- Lebeda A. (red.), Wiedza i wierzenia ludowe. Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego, t. 6, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław–Cieszyn 2002.







