Szczecin: niewidzialna siła i relacje o duchach. Sprawą zajęły się policja i kuria
Najpierw były dziwne zdarzenia, które można było uznać za przypadek. Później mieszkańcy jednego ze szczecińskich bloków zaczęli mówić o czymś znacznie bardziej niepokojącym. Nocą mieli być duszeni i zrzucani z łóżek, w mieszkaniu hałasowały sprzęty, a przedmioty przemieszczały się bez widocznej przyczyny. Jedna z sąsiadek twierdziła nawet, że stojący na szafie dzban przeleciał przez pokój i uderzył lokatorkę w głowę.
Sprawa nie pozostała wyłącznie rodzinną opowieścią. Do mieszkania przyszła dzielnicowa, a przerażeni mieszkańcy zwrócili się również o pomoc do Kościoła. W lutym 2004 roku o wydarzeniach przy ulicy Komuny Paryskiej w Szczecinie napisał „Głos Szczeciński”. Według gazety niezwykłe incydenty miały wówczas trwać już około trzech lat.
Wszystko zaczęło się w mieszkaniu pani Grażyny
Centrum wydarzeń miało znajdować się w mieszkaniu pani Grażyny. Początkowo nietypowe sytuacje nie wzbudzały większego niepokoju. Domownicy mieli traktować je jako przypadki, którym dopiero z czasem zaczęto przypisywać wspólną przyczynę.
Później charakter zdarzeń miał się jednak zmienić.
Według relacji opublikowanej w 2004 roku domownicy twierdzili, że podczas snu coś ich dusiło, przyciskało do łóżek i nie pozwalało się poruszyć. Zdarzało się również, że ludzie mieli być z łóżek zrzucani. Z kuchni dochodziły odgłosy przesuwanych lub uderzających o siebie przedmiotów.
Najbardziej niepokojący miał być fakt, że z czasem zjawiska stawały się coraz bardziej intensywne.
Pani Grażyna opowiadała dziennikarzowi, że szczególnie mocno doświadczał ich jej starszy syn. Kiedy w nocy wołał o pomoc, ponieważ miał trudności z oddychaniem, ona sama miała odczuwać siłę przyciskającą ją do łóżka.
Podobne opisy pojawiają się również w innych przypadkach zaliczanych do zjawisk typu poltergeist. W Polsce jednym z najbardziej znanych jest przypadek Joanny Gajewskiej z Sosnowca, gdzie miały samoczynnie przemieszczać się naczynia i inne przedmioty. Szczecińska historia różniła się jednak jednym istotnym elementem: mieszkańcy mówili nie tylko o ruchu przedmiotów, lecz również o bezpośrednich atakach na ludzi.
Sąsiedzi przyszli z ciekawości. Później zaczęli omijać mieszkanie
Historia zapewne pozostałaby jedną z wielu opowieści o rzekomo nawiedzonych mieszkaniach, gdyby wszystko ograniczało się do relacji jednej rodziny.
Tak jednak nie było.
Według „Głosu Szczecińskiego” początkowo sąsiedzi odwiedzali mieszkanie z ciekawości. Nie wszyscy wierzyli w opowieści domowników. Z czasem część z nich miała jednak zmienić zdanie.
Jedna z kobiet twierdziła, że podczas pobytu w mieszkaniu poczuła nagle, jak obejmuje ją ktoś bardzo zimny, mimo że nikogo przy niej nie było. Chwilę później stojący wysoko dzban miał przemieścić się przez pokój i uderzyć panią Grażynę.
Inny sąsiad opowiadał o sytuacji, w której niewidoczna siła miała popchnąć kobietę na ścianę.
Nie mamy dziś nagrania pokazującego te wydarzenia ani dokumentacji pozwalającej niezależnie zweryfikować ich przebieg. Mamy natomiast coś więcej niż anonimową historię przekazywaną po latach w Internecie: relacje konkretnych mieszkańców zebrane przez lokalnego dziennikarza w czasie, gdy sprawa była jeszcze aktualna.
Do mieszkania przyszła dzielnicowa
W pewnym momencie mieszkańcy poprosili o pomoc policję.
Artykuł „Głosu Szczecińskiego” z 13 lutego 2004 roku podaje, że mieszkanie oglądała dzielnicowa. Sąsiedzi twierdzili, że również podczas jej obecności miało dojść do nietypowego zdarzenia. Policja pytana wówczas przez dziennikarzy nie chciała jednak komentować paranormalnego charakteru sprawy.
To ważne rozróżnienie. Fakt zainteresowania policji nie oznacza, że funkcjonariusze potwierdzili występowanie zjawisk nadprzyrodzonych. Wiadomo jedynie, że sytuacja w mieszkaniu stała się na tyle poważna z punktu widzenia lokatorów, że zwrócili się również do służb.
Podobny element pojawił się wiele lat później w innej polskiej historii. W Jarocinie mieszkańcy bloku skarżyli się na powtarzające się nocne hałasy i drgania, a kiedy wcześniejsze próby rozwiązania problemu nie przyniosły rezultatu, do sprawy niezwykłych odgłosów również została wezwana policja.
Poświęcenie mieszkania miało tylko pogorszyć sytuację
Rodzina szukała pomocy także w Kościele.
Pani Grażyna zgłosiła się do swojej parafii pw. Bożego Miłosierdzia. Jak twierdziła w rozmowie z prasą, mieszkanie było święcone, ale po takich wizytach aktywność tajemniczego „czegoś” miała nie ustępować. Według jej relacji stawała się wręcz bardziej intensywna.
Szczególny niepokój kobiety budziło to, że zjawisko miało zacząć dotyczyć również jej ośmioletniego syna.
Sprawa trafiła do Kurii Metropolitalnej Szczecińsko-Kamieńskiej. „Głos Szczeciński” rozmawiał z biskupem Błażejem Kruszyłowiczem, który posiadał wówczas uprawnienia do odprawiania egzorcyzmów.
Duchowny podkreślał jednak, że przed podjęciem takiego działania Kościół musi najpierw zbadać sytuację i wykluczyć inne możliwe przyczyny, w tym problemy zdrowotne i halucynacje.
Gazeta informowała nieoficjalnie, że w mieszkaniu planowane było odprawienie egzorcyzmu. Dostępne materiały nie pozwalają jednak stwierdzić, że egzorcyzm rzeczywiście został później przeprowadzony.
Czy w Szczecinie miał działać poltergeist?
Jeżeli potraktować relacje mieszkańców dosłownie, szczeciński przypadek ma kilka elementów charakterystycznych dla klasycznych opowieści o poltergeistach: gwałtowne odgłosy, przemieszczanie przedmiotów, fizyczne oddziaływanie na ludzi oraz aktywność skoncentrowaną przede wszystkim wokół konkretnego mieszkania i jego lokatorów.
Podobne motywy pojawiały się w historii rodziny Kudrysów z Myszkowa, gdzie żywność miała samoczynnie wydostawać się z lodówki, a przedmioty przemieszczać się po mieszkaniu.
Jeszcze lepiej udokumentowany jest zagraniczny przypadek Virginii Campbell. W szkockim Sauchie ruch przedmiotów i nietypowe odgłosy obserwowali między innymi lekarze, nauczycielka oraz duchowny. Część dźwięków udało się zarejestrować. Opisaliśmy tę historię w materiale o przypadku, w którym przedmioty miały poruszać się same na oczach niezależnych świadków.
W Szczecinie takiej dokumentacji jednak nie ma. Nie znamy ciągłego zapisu wydarzeń, pomiarów ani rezultatów kontrolowanych obserwacji. Nie można więc stwierdzić, że doszło tam do zjawiska paranormalnego.
Mieszkańcy twierdzili, że widzieli duchy
Z czasem relacje domowników przestały dotyczyć wyłącznie hałasów, duszenia podczas snu czy poruszających się przedmiotów. Pani Grażyna zaczęła mówić wprost o obecności ducha, który – według niej – stawał się coraz bardziej agresywny.
Najczęściej miał atakować jej najstarszego syna, Ryszarda. Kobieta opowiadała „Głosowi Szczecińskiemu”, że nocami syn budził się z trudnościami w oddychaniu i prosił ją o pomoc. W tym samym czasie ona sama miała czuć niewidzialną siłę przyciskającą ją do łóżka i uniemożliwiającą ruch.
Początkowo, jak sama przyznawała, nie wierzyła w duchy i podejrzewała, że niezwykłe doświadczenia mogą być wytworem jej wyobraźni. Zmieniła zdanie, gdy podobne sytuacje miały zacząć powtarzać się coraz częściej.
Historia nabrała tragicznego wymiaru po śmierci Ryszarda. Mężczyzna wybrał się na ryby i nie wrócił do domu. Jego ciało znaleziono później w wodzie. Policja uznała jego śmierć za samobójstwo. Matka nie potrafiła jednak zaakceptować takiego wyjaśnienia i wiązała tragedię z tym, co wcześniej miało dziać się w mieszkaniu. Była to jednak jej osobista interpretacja – dostępne źródła nie dają podstaw, by łączyć śmierć mężczyzny ze zjawiskami paranormalnymi.
Według relacji pani Grażyny pierwsze niezwykłe zdarzenia zaczęły się po śmierci ojca Ryszarda. Po śmierci samego Ryszarda domownicy mieli natomiast zacząć obserwować już dwie postacie. Opisywano je jako ciemne i przezroczyste sylwetki. Co istotne, kobieta twierdziła, że widzieli je nie tylko członkowie rodziny, lecz również sąsiedzi.
Po śmierci syna przez krótki czas w mieszkaniu miał panować spokój. Pani Grażyna wspominała również sen, w którym Ryszard pojawił się wśród kwiatów i jasnej, przejrzystej wody. Dla pogrążonej w żałobie matki doświadczenie to miało znaczenie uspokajające.
Ten element odróżnia szczecińską historię od wielu klasycznych przypadków określanych jako poltergeist. Nie chodziło bowiem wyłącznie o niewidzialną siłę poruszającą przedmiotami. Świadkowie twierdzili również, że obserwowali konkretne, przypominające ludzkie sylwetki postacie, które łączyli ze zmarłymi członkami rodziny.
Jest jeszcze druga strona tej historii
Po latach budynek przy ul. Komuny Paryskiej 2–3 ponownie trafiał do szczecińskich mediów. Tym razem już nie z powodu duchów.
Warunki panujące w nieruchomości były bardzo złe. Lokalni dziennikarze opisywali problemy z pluskwami i karaluchami, dewastacje, częste awarie instalacji, pożary, awantury oraz regularne interwencje policji.
W 2021 roku doszło tam do poważnej awarii instalacji wodnej. Woda płynęła korytarzami i schodami, a przedstawiciel Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych mówił wówczas, że awarie i dewastacje występowały w tym obiekcie bardzo często.
To rzuca na historię z 2004 roku inne światło.
W budynku pełnym instalacji w złym stanie, hałasów dochodzących z sąsiednich mieszkań i częstych konfliktów część niezwykłych odgłosów mogła mieć zwyczajne źródło. Nie tłumaczy to automatycznie wszystkich relacji mieszkańców, szczególnie opowieści o przemieszczających się przedmiotach, ale pokazuje, dlaczego należy zachować ostrożność.
Również doświadczenia opisywane jako duszenie, przyciskanie do łóżka i niemożność poruszania się mogą przypominać paraliż senny. W takim stanie człowiek może być przytomny, ale przez kilka lub kilkadziesiąt sekund nie potrafi wykonać ruchu, a doświadczeniu może towarzyszyć silne wrażenie czyjejś obecności lub nacisku na ciało.
Nie wyjaśnia to oczywiście historii o lecącym przez pokój dzbanie. Pokazuje jedynie, że poszczególne elementy jednej paranormalnej opowieści nie muszą mieć tej samej przyczyny.
„Nawiedzony dom” przestał być domem
Z czasem problemy budynku stały się znacznie bardziej przyziemne niż wydarzenia opisywane na początku wieku.
Miasto rozpoczęło wykwaterowywanie lokatorów. Jeszcze w 2021 roku w nieruchomości pozostawało kilka osób, ale budynek stopniowo zmieniał się w pustostan. W 2023 roku lokalne media informowały, że wszyscy mieszkańcy zostali już wykwaterowani, a nieruchomość przygotowywano do sprzedaży.
W czerwcu 2024 roku plan sprzedaży nadal był aktualny. Ostatecznie w 2025 roku budynek znalazł nabywcę. Szczecińska spółka wylicytowała nieruchomość za 5,05 mln zł i zapowiedziała przywrócenie jej funkcji mieszkalnej.
Co naprawdę wydarzyło się przy Komuny Paryskiej?
Pewnych rzeczy nie da się już rozstrzygnąć.
Wiemy, że w lutym 2004 roku „Głos Szczeciński” rozmawiał z mieszkańcami budynku i opisał serię niezwykłych zdarzeń, które według nich trwały od około trzech lat. Wiemy, że rodzina zwracała się o pomoc do policji i Kościoła oraz że mieszkanie odwiedziła dzielnicowa. Wiemy również, że kuria znała sprawę, a gazeta informowała o możliwości przeprowadzenia egzorcyzmu.
Nie wiemy natomiast, co powodowało opisywane zjawiska.
Nie zachował się materiał pozwalający sprawdzić, co naprawdę poruszało przedmiotami, czy ktoś rzeczywiście był fizycznie zrzucany z łóżka ani co dokładnie widzieli poszczególni świadkowie. Nie ma podstaw, aby uznać tę historię za dowód na obecność ducha.
Trudno ją jednak również sprowadzić do późniejszej internetowej legendy. Relacje pojawiły się w lokalnej prasie już w czasie trwania wydarzeń, wypowiadali się mieszkańcy, sąsiedzi oraz przedstawiciel Kościoła, a do mieszkania rzeczywiście trafiła dzielnicowa.
To właśnie sprawia, że przypadek z ulicy Komuny Paryskiej jest ciekawszy od większości historii o „nawiedzonych domach”. Nie zaczyna się od anonimowego wpisu w Internecie. Zaczyna się od ludzi, którzy ponad dwadzieścia lat temu twierdzili, że w ich mieszkaniu dzieje się coś, czego nie potrafią zatrzymać ani zrozumieć.
Źródła
- Marek Rudnicki, „Nawiedzony dom”, Głos Szczeciński, 13 lutego 2004 r. – pierwotny materiał zawierający relacje mieszkańców i informacje o kontakcie z policją oraz Kurią Metropolitalną.
- WP Wiadomości, „Nawiedzony dom”, 13 lutego 2004 r. – publikacja oparta na materiale „Głosu Szczecińskiego”, zachowująca relacje świadków oraz wypowiedź bp. Błażeja Kruszyłowicza.
- Mariusz Parkitny, „W tej kamienicy przy ul. Komuny Paryskiej w Szczecinie coś straszyło mieszkańców. Teraz ma być sprzedana”, Głos Szczeciński, 24 stycznia 2023 r.
- Michał Kaczmarek, „Mówiono, że to nawiedzony budynek. Na pewno straszyły tam pluskwy i karaluchy. Teraz szykowany jest na sprzedaż”, wSzczecinie.pl, 12 lutego 2023 r.
- Michał Kaczmarek, „Budynek przy Komuny Paryskiej doszczętnie zalany. «To wyglądało jak wodospad płynący po schodach»”, wSzczecinie.pl, 19 października 2021 r.
- „Pustostan z burzliwą historią i działki w pobliżu lotniska. Miasto szykuje kolejne nieruchomości do sprzedaży”, wSzczecinie.pl, 16 czerwca 2024 r.
- „Zrujnowany budynek o fatalnej sławie będzie miał nowego właściciela. «Spółka specjalizuje się w takich renowacjach»”, wSzczecinie.pl, 13 listopada 2025 r.







