Przedmioty poruszały się same. Świadkami byli lekarze
Jedenastoletnia dziewczynka leży w łóżku. Obok niej znajdują się dorośli, którzy przyszli właśnie po to, aby sprawdzić krążące po okolicy niezwykłe historie. W pewnym momencie poduszka pod głową dziecka zaczyna się obracać. Pościel marszczy się i faluje, jak gdyby ktoś niewidoczny ciągnął ją z boku. Stojąca w pobliżu skrzynia przesuwa się, a jej pokrywa otwiera się i gwałtownie zamyka. Nie jest to scena z horroru. Takie obserwacje opisali ludzie, którzy pod koniec 1960 roku odwiedzali jeden z domów w szkockiej miejscowości Sauchie. Wśród najważniejszych świadków byli lekarze, nauczycielka oraz miejscowy duchowny. Część odgłosów udało się nawet zarejestrować.
Historia jedenastoletniej Virginii Campbell stała się jednym z ciekawszych przypadków określanych mianem poltergeista. Nie dlatego, że udowodniono w niej działanie ducha. Niczego takiego nie wykazano. Niezwykłe jest natomiast to, ilu niezależnych dorosłych twierdziło, że na własne oczy obserwowało zdarzenia, których w tamtym momencie nie potrafili normalnie wyjaśnić.
Sauchie, 1960 rok. Wszystko zaczęło się od odgłosu odbijającej się piłki
Virginia Campbell pochodziła z Irlandii. Jesienią 1960 roku razem z matką przyjechała do Szkocji, gdzie zamieszkała u swojego dorosłego brata w Sauchie, niewielkiej miejscowości w Clackmannanshire. Dziewczynka chodziła do miejscowej szkoły i według późniejszych opisów była bardzo nieśmiała, spokojna i nie sprawiała szczególnych problemów wychowawczych.
Wieczorem 22 listopada Virginia i jej dziewięcioletnia krewna Margaret szykowały się do snu. Wtedy usłyszały nietypowy dźwięk. Przypominał odgłos piłki uderzającej o podłogę. Początkowo dochodził z sypialni, następnie miał być słyszany na schodach i w salonie.
Sam taki odgłos nie byłby jeszcze szczególnie zagadkowy. W starym domu źródłem stukania może być instalacja, pracujące drewno, elementy konstrukcyjne albo zwyczajnie ktoś znajdujący się w innym pomieszczeniu.
Tyle że następnego dnia miało wydarzyć się coś znacznie trudniejszego do zignorowania.
Najpierw przesunął się mebel
Virginia została tego dnia w domu. Po południu siedziała w salonie razem z bratem i jego żoną. Według późniejszej rekonstrukcji sporządzonej przez badacza A.R.G. Owena wszyscy mieli zobaczyć, jak stojący przy ścianie kredens przesuwa się o około kilkanaście centymetrów, a następnie wraca na poprzednie miejsce.
Był to dopiero początek serii wydarzeń, które w następnych dniach miały skupiać się właśnie wokół dziewczynki. Co charakterystyczne, według świadków aktywność ustawała, kiedy Virginia zasypiała.
Wkrótce rodzina zwróciła się o pomoc do osób spoza domu. I właśnie od tego momentu przypadek z Sauchie staje się znacznie ciekawszy niż zwykła opowieść rodzinna.
Lekarz przychodzi do domu Virginii
Do domu przybyli miejscowy duchowny, pastor T.W. Lund, oraz lekarz rodzinny dr W.H. Nisbet.
Lund miał zobaczyć, jak poduszka znajdująca się pod głową Virginii obraca się o około 60 stopni. Dziewczynka nadal na niej leżała. Według jego oceny nie wykonywała ruchów, które mogłyby w oczywisty sposób spowodować taki efekt. Duchowny obserwował również kołysanie się skrzyni na bieliznę i słyszał charakterystyczne stukania.
Dr Nisbet tego samego wieczoru słyszał uderzenia oraz osobliwy dźwięk przypominający piłowanie. Jeszcze bardziej zainteresowało go jednak zachowanie poduszki. Na jej powierzchni miało pojawiać się falowanie lub marszczenie, jak gdyby materiał był niewidocznie pociągany.
Lekarz wrócił następnego wieczoru i prowadził dalszą obserwację.
Według jego relacji skrzynia na bieliznę przesunęła się mniej więcej o stopę, czyli około 30 centymetrów. Jej pokrywa kilkakrotnie sama się otwierała i zamykała. Ponownie obracała się poduszka, a pościel marszczyła się w nietypowy sposób.
Nie oznacza to oczywiście, że lekarz potwierdził obecność ducha. Nisbet twierdził jedynie, że obserwowanych ruchów nie potrafił przypisać działaniu dziewczynki ani innej widocznej osoby.
Zjawisko przenosi się do szkoły
Jeszcze dziwniejszy epizod miał wydarzyć się poza domem Campbellów.
Virginia wróciła do szkoły. Jej nauczycielka Margaret Stewart obserwowała, jak pokrywa szkolnej ławki gwałtownie unosi się do góry. Według relacji dziewczynka próbowała ją nawet przytrzymywać.
Później Stewart miała zobaczyć coś bardziej niepokojącego: niezajęta ławka stojąca za Virginią uniosła się nieznacznie nad podłogę, po czym ponownie opadła. Nauczycielka podeszła do mebla i sprawdziła, czy nie został wyposażony w sznurek, dźwignię albo inne urządzenie pozwalające wywołać taki efekt. Niczego takiego nie znalazła.
Kolejnego dnia, podczas pracy w klasie, na biurku nauczycielki zaczął drżeć wskaźnik do tablicy. Stewart położyła rękę na meblu i również poczuła wibracje. Po chwili stół miał się obrócić.
To istotny szczegół. Gdyby wszystkie zdarzenia występowały jedynie w domu rodziny, można byłoby podejrzewać nieznaną usterkę budynku albo działanie któregoś z domowników. Według relacji aktywność pojawiała się jednak również tam, gdzie przebywała Virginia.
Podobną cechę przypisywano później wielu przypadkom poltergeista: centrum zdarzeń miałaby być nie konkretna nieruchomość, lecz człowiek. W Polsce interesującym przykładem jest opisywany przez nas przypadek Joanny Gajewskiej z Sosnowca, wokół której również relacjonowano przemieszczanie przedmiotów w różnych miejscach.
Kolejni lekarze obserwują Virginię
Sprawa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Virginię odwiedzili kolejni lekarze: dr William Logan oraz jego żona, dr Sheila Logan.
Oboje słyszeli stukania pojawiające się w pobliżu dziewczynki. Według ich relacji odgłosy zmieniały intensywność: od łagodnego pukania po serię gwałtownych uderzeń. Uznali, że podczas ich obserwacji Virginia nie wykonywała ruchów pozwalających w prosty sposób przypisać jej powstawanie dźwięków.
W tym momencie nie chodziło już więc tylko o opowieści rodziny. Zjawiska obserwowali lub słyszeli niezależnie od siebie lekarze, nauczycielka i duchowny.
Jednocześnie należy zachować ważne rozróżnienie: nie każdy świadek widział każde z opisywanych zjawisk. Nie można więc powiedzieć, że „trzech lekarzy widziało lewitujące meble”. Poszczególne osoby obserwowały różne fragmenty całej historii.
Ustawili kamerę i magnetofon
1 grudnia przeprowadzono próbę udokumentowania zdarzeń przy użyciu sprzętu.
Dr William Logan i dr Nisbet ustawili w pokoju Virginii kamerę filmową oraz magnetofon. Między godziną 21:00 a 22:30 ponownie słyszano stukania o różnym natężeniu. Obserwowano również charakterystyczne marszczenie się pościeli.
Późnym wieczorem do pokoju przybył pastor Lund wraz z trzema innymi duchownymi. Odprawiono krótkie nabożeństwo. Podczas niego również odnotowano część odgłosów.
Magnetofon zarejestrował stukania oraz szorstki dźwięk przypominający piłowanie. Na nagraniu znalazł się także krzyk Virginii w chwili, gdy pokrywa skrzyni miała unieść się do góry. Fragmenty tych nagrań zostały następnie zaprezentowane słuchaczom szkockiego programu radiowego.
Nie jest to oczywiście nagranie pokazujące przyczynę zjawiska. Rejestracja dźwięku dowodzi jedynie, że pewne odgłosy rzeczywiście występowały podczas obserwacji. Nie mówi, co je powodowało.
Lekarze i duchowny wydają wspólne oświadczenie
Najciekawszym dokumentem związanym ze sprawą pozostaje oświadczenie podpisane przez dr. W.H. Nisbeta, dr. Williama Logana oraz pastora T.W. Lunda.
Mężczyźni podkreślili, że odwiedzali dziewczynkę wielokrotnie, zarówno osobno, jak i wspólnie, i starali się stosować dostępne w tych warunkach środki ostrożności.
Wymienili dwa rodzaje obserwowanych zjawisk. Pierwszą grupę stanowiły odgłosy: stukanie i skrobanie. Drugą - ruch poduszek, falowanie pościeli oraz przesuwanie się i gwałtowne otwieranie oraz zamykanie skrzyni na bieliznę.
Ich wniosek był ostrożny, ale niezwykły: nie potrafili wyjaśnić zaobserwowanych wydarzeń w zwyczajnych kategoriach przyczynowo-skutkowych. Nie ogłosili jednak, że udowodnili istnienie ducha.
To rozróżnienie jest kluczowe.
Co więcej, jeden z lekarzy stanowczo występował przeciw sensacyjnym historiom publikowanym w prasie. Zaprzeczał między innymi opowieściom o unoszącej się skrzyni, meblu wypadającym przez okno czy tajemniczej postaci widywanej przy dziewczynce. Podkreślał, że rzeczywiste wydarzenia zostały przez część gazet mocno wyolbrzymione.
A jednocześnie ten sam lekarz przyznawał, że pewne obserwowane zjawiska nadal wymagają wyjaśnienia.
A.R.G. Owen sprawdza świadków
W styczniu 1961 roku do Sauchie przyjechał A.R.G. Owen - matematyk i badacz zjawisk określanych wówczas mianem psychicznych. Nie był świadkiem najważniejszych wydarzeń. Jego zadanie polegało więc na rekonstrukcji przypadku.
Rozmawiał z Virginią, członkami rodziny oraz pięcioma najważniejszymi świadkami spoza rodziny: pastorem T.W. Lundem, dr. W.H. Nisbetem, dr. Williamem Loganem, dr Sheilą Logan oraz nauczycielką Margaret Stewart.
Ich zeznania analizował później w książce Can We Explain the Poltergeist? opublikowanej w 1964 roku.
Owen zwrócił uwagę, że relacje świadków były zasadniczo zgodne, mimo że nie identyczne. Ważniejsze było jednak to, iż obserwatorzy mieli okazję oglądać Virginię z bliska i przynajmniej część z nich celowo sprawdzała możliwość oszustwa.
Czy Virginia mogła oszukiwać obserwatorów?
To pierwsza hipoteza, którą należy rozważyć w przypadku rzekomego poltergeista. Historia takich zjawisk zna przypadki, w których dzieci lub nastolatki zostały przyłapane na rzucaniu przedmiotami, wykonywaniu ukrytych ruchów albo wytwarzaniu odgłosów.
W Sauchie również nie można całkowicie wykluczyć mistyfikacji.
Problem polega na tym, że najważniejsi świadkowie twierdzili, iż podczas części zdarzeń uważnie obserwowali dziewczynkę.
Dr Nisbet i dr Logan uznali, że sposób marszczenia pościeli nie odpowiadał ruchom wykonywanym rękami spod materiału. Lund i Nisbet obserwowali obracanie poduszki, gdy głowa Virginii nadal na niej spoczywała. Skrzynia poruszała się w chwili, gdy dziewczynka znajdowała się w łóżku, a jej nogi pozostawały przykryte. Stukania słyszano również wtedy, gdy Virginia leżała na wierzchu łóżka i można było obserwować jej ciało.
Dr Logan próbował nawet samodzielnie odtworzyć charakterystyczny dźwięk przypominający piłowanie, przeciągając paznokciem po różnych materiałach. Uzyskał podobny rodzaj szorstkiego odgłosu, ale według jego relacji był on znacznie słabszy i różnił się brzmieniem od dźwięku słyszanego przy Virginii.
Nie są to warunki kontrolowanego eksperymentu laboratoryjnego. Nie mamy też ciągłego zapisu wideo pozwalającego dzisiaj przeanalizować wszystkie ruchy dziewczynki. Dlatego wykluczenie oszustwa nie może być traktowane jako naukowy dowód.
Można jedynie powiedzieć, że kilka osób znajdujących się blisko zdarzeń świadomie brało mistyfikację pod uwagę i uważało, że przynajmniej części obserwacji nie da się w ten sposób łatwo wytłumaczyć.
Jak próbowano wyjaśnić wydarzenia w Sauchie?
Jedną z rozważanych hipotez były naturalne drgania budynku, na przykład związane z ruchem wody pod powierzchnią ziemi. Owen odrzucił tę możliwość jako niewystarczającą. Uzyskał także informacje od lokalnych specjalistów, według których w rejonie domu nie stwierdzono ruchów gruntu zdolnych wywoływać obserwowane efekty.
Można również brać pod uwagę błędy percepcji i sugestię. Kiedy ludzie spodziewają się niezwykłego zdarzenia, łatwiej interpretują niejednoznaczny ruch czy dźwięk jako coś nadzwyczajnego. Ta możliwość jest szczególnie ważna w sytuacji, gdy sprawą zaczynają interesować się gazety i mieszkańcy okolicy.
Trudniej jednak zastosować takie wyjaśnienie do wszystkich opisów ruchu większych przedmiotów, jeżeli relacje świadków są prawidłowe.
Sam Owen nie uznał przypadku za dowód działania ducha zmarłej osoby. Rozważał inną koncepcję: że źródłem zjawiska mogłaby być sama Virginia, znajdująca się w okresie silnych zmian emocjonalnych i fizjologicznych związanych z dojrzewaniem. Była to próba interpretacji poltergeista jako nieświadomego zjawiska psychokinetycznego.
Podobne hipotezy pojawiały się później w parapsychologii wielokrotnie. Nie zostały jednak potwierdzone przez współczesną naukę. Nie ma naukowo uznanego mechanizmu pozwalającego człowiekowi nieświadomie przesuwać przedmioty samą aktywnością psychiczną.
Interesujące jest jednak podobieństwo tej koncepcji do innych historycznych przypadków. W Polsce przedmioty miały poruszać się również wokół Joanny Gajewskiej, natomiast wcześniej badacze interesowali się eksperymentami ze Stanisławą Tomczyk, której przypisywano zdolność poruszania przedmiotami bez bezpośredniego dotyku.
Co jest dobrze udokumentowane, a co mogło być legendą?
Wokół przypadku Virginii Campbell szybko narosły sensacyjne historie. Dlatego warto oddzielić relacje najważniejszych świadków od opowieści o znacznie słabszym pochodzeniu.
Do najlepiej poświadczonych zdarzeń należą:
- stukania i odgłosy przypominające skrobanie lub piłowanie;
- obracanie się poduszki pod głową Virginii;
- marszczenie i falowanie pościeli;
- ruch skrzyni na bieliznę oraz otwieranie i zamykanie jej pokrywy;
- nietypowe zachowanie szkolnych mebli i przedmiotów obserwowane przez nauczycielkę;
- występowanie części odgłosów w obecności lekarzy;
- zarejestrowanie niektórych dźwięków na magnetofonie.
Znacznie ostrożniej należy traktować późniejsze historie o przedmiotach unoszących się w powietrzu, latającej po łazience szczotce do golenia, jabłku zawieszonym w powietrzu czy tajemniczych napisach pojawiających się na ciele dziewczynki. Owen znał te opowieści, ale sam rozróżniał je od zjawisk potwierdzonych przez najważniejszych świadków.
Wczesne materiały prasowe dodatkowo pokazują, jak szybko historia zaczęła być wyolbrzymiana. Jeden z lekarzy publicznie prostował najbardziej fantastyczne wersje zdarzeń.
Co właściwie wydarzyło się w Sauchie?
Na początku grudnia 1960 roku intensywność zdarzeń zaczęła szybko spadać. Później nauczycielka zgłosiła jeszcze pojedynczy incydent związany z przesunięciem naczynia ustawionego przez Virginię na jej biurku, ale gwałtowna seria wydarzeń praktycznie dobiegła końca.
I tak pozostało.
Nie odkryto urządzenia ukrytego w domu. Nie pojawiła się osoba, która po latach przyznałaby się do zorganizowania mistyfikacji. Nie wykazano również, że przedmiotami poruszał duch, ani że Virginia posiadała nieznaną zdolność psychiczną.
Przypadek Sauchie znajduje się więc w niewygodnym miejscu pomiędzy wyjaśnieniem a tajemnicą.
Świadectwo lekarza nie jest dowodem na zjawisko paranormalne. Lekarz, podobnie jak każdy człowiek, może się pomylić. To samo dotyczy nauczyciela czy duchownego. Jednak tutaj znaczenie ma liczba obserwatorów, różne miejsca występowania zdarzeń oraz fakt, że część świadków celowo próbowała wykluczyć najbardziej oczywiste formy oszustwa.
Nie wiemy, czy wydarzenia wokół Virginii Campbell miały jakikolwiek paranormalny charakter. Wiemy natomiast, że kilku dorosłych ludzi - w tym praktykujący lekarze - twierdziło, że obserwowało ruch przedmiotów, którego nie potrafiło przypisać żadnej widocznej przyczynie.
I ponad sześćdziesiąt lat później nadal nie możemy obejrzeć zapisu wydarzeń i powiedzieć z pewnością: oto dokładnie, co wtedy poruszało poduszką, pościelą i skrzynią stojącą przy łóżku jedenastoletniej dziewczynki.
To nie dowodzi istnienia duchów. Pokazuje jednak, dlaczego niektóre historyczne przypadki pozostają interesujące nawet wtedy, gdy odrzucimy najbardziej sensacyjne elementy. Więcej podobnych spraw opisujemy w artykule „Czy duchy istnieją naprawdę? Przypadki, których nie da się łatwo wyjaśnić”.
Bibliografia i źródła
- Owen A.R.G., Can We Explain the Poltergeist?, Garrett Publications, New York 1964.
- Society for Psychical Research, Psi Encyclopedia: Sauchie Poltergeist — opracowanie przypadku Virginii Campbell na podstawie relacji świadków i pracy A.R.G. Owena.
- Society for Psychical Research, Psi Encyclopedia: A.R.G. Owen — informacje o badaczu oraz jego analizie przypadku Sauchie.
- Daily Record, wydania z 1, 3 i 14 grudnia 1960 r. — współczesne wydarzeniom relacje prasowe i wypowiedzi świadków.
- The Scotsman, 2 grudnia 1960 r. — współczesna relacja o prowadzonej obserwacji przypadku.
- Dundee Courier, 2 grudnia 1960 r. — relacje dotyczące Virginii Campbell i pierwszych obserwatorów.
- Liverpool Daily Post, 3 grudnia 1960 r. — tekst zawierający wspólne stanowisko lekarzy i duchownego dotyczące obserwowanych zjawisk.









