Tajemnicze zjawiska w warszawskim Lesie Kabackim. Czy to duchy ofiar katastrofy?
Odgłosy kroków, szepty dobiegające spomiędzy drzew i niejasna postać zarejestrowana przez fotopułapkę. Od lat pojawiają się relacje o dziwnych zdarzeniach w warszawskim Lesie Kabackim. Niektórzy łączą je z katastrofą samolotu „Tadeusz Kościuszko”, w której zginęły 183 osoby. Czy miejsce jednej z największych polskich tragedii może nadal przechowywać ślad tamtego wydarzenia?
W dzień Las Kabacki trudno uznać za miejsce złowrogie. Szerokimi ścieżkami poruszają się spacerowicze, biegacze i rowerzyści. Słychać ptaki, rozmowy i odległy szum miasta. Po zmroku ten sam teren wygląda jednak zupełnie inaczej.
Nie byłoby w tym niczego niezwykłego, gdyby nie tragiczna historia lasu. To właśnie tutaj 9 maja 1987 roku zakończył się lot samolotu Ił-62M „Tadeusz Kościuszko”. Maszyna rozbiła się niedaleko warszawskiego lotniska, a wszyscy pasażerowie i członkowie załogi zginęli. Ślady katastrofy zostały usunięte, teren ponownie porósł lasem, ale pamięć o tragedii nie zniknęła.
Z czasem zaczęły pojawiać się opowieści o szeptach, krokach, światłach i dziwnym poczuciu obecności. Niektóre relacje są bardzo ogólne i trudno ustalić, kto jako pierwszy je opowiedział. Inne zostały zapisane lub uzupełnione nagraniami, których autorzy nie potrafili jednoznacznie wyjaśnić. Czy mogą mieć związek z ofiarami katastrofy, czy raczej to historia miejsca wpływa na sposób, w jaki odbieramy zwyczajne odgłosy lasu?
Katastrofa, której zabrakło kilkudziesięciu sekund do szczęśliwego zakończenia
9 maja 1987 roku samolot Polskich Linii Lotniczych LOT Ił-62M o nazwie „Tadeusz Kościuszko” wystartował z warszawskiego lotniska Okęcie. Rejs LO 5055 miał dotrzeć do Nowego Jorku. Na pokładzie znajdowało się 172 pasażerów i 11 członków załogi.
Początkowo lot przebiegał normalnie. Sytuacja zmieniła się po kilkudziesięciu minutach, kiedy to doszło do poważnej awarii jednego z silników. Jego elementy uszkodziły sąsiedni silnik oraz część instalacji samolotu. Na pokładzie wybuchł pożar, pojawiły się problemy z układem sterowania, a załoga podjęła decyzję o powrocie do Warszawy.
Piloci przez kilkadziesiąt minut próbowali sprowadzić uszkodzoną maszynę na ziemię. Początkowo rozważano lądowanie na lotnisku wojskowym w Modlinie, później samolot skierowano ponownie na Okęcie. Sytuacja pogarszała się jednak z każdą minutą. Ogień rozprzestrzeniał się wewnątrz konstrukcji, a załoga stopniowo traciła możliwość kontrolowania maszyny.
O godzinie 11:12 samolot uderzył w drzewa Lasu Kabackiego i rozpadł się. Do lotniska pozostawało zaledwie kilka kilometrów. Zginęły wszystkie 183 osoby znajdujące się na pokładzie. Pod względem liczby ofiar była to największa katastrofa w historii polskiego lotnictwa cywilnego.
Fragmenty maszyny i szczątki ofiar zostały rozrzucone na rozległym obszarze. Świadkowie, ratownicy i mieszkańcy, którzy znaleźli się w pobliżu, zapamiętali widok miejsca tragedii na całe życie. Mimo szybkiego rozpoczęcia akcji ratunkowej nikogo nie można było ocalić.
Co pozostało w miejscu tragedii?
Las stopniowo przykrył fizyczne ślady katastrofy. W miejscu, w którym spadł samolot, ponownie wyrosły drzewa. Dzisiaj o wydarzeniu przypominają krzyż, głaz z tablicą oraz nazwiska ofiar. Każdego roku w rocznicę katastrofy pojawiają się tam kwiaty i znicze.
Dla osoby, która nie zna historii tego miejsca, może to być zwyczajny fragment lasu. Ktoś, kto wie, co wydarzyło się tam w 1987 roku, patrzy jednak na otoczenie inaczej. Ścieżka, drzewa i niewielka polana przestają być neutralnym krajobrazem. Stają się częścią miejsca, w którym w jednej chwili zginęły 183 osoby.
Właśnie w takich miejscach rodzą się opowieści o pamięci zapisanej w przestrzeni. Ludzie odwiedzający teren katastrofy mogą odczuwać ciężar, niepokój albo trudne do wyjaśnienia wrażenie, że nie są sami. Samo takie odczucie nie dowodzi obecności duchów. Nie znaczy jednak, że jest udawane.
Szepty i kroki, choć w pobliżu nikogo nie było
W internetowych opisach Lasu Kabackiego powtarzają się wzmianki o dziwnych odgłosach dobiegających z głębi drzew. Spacerowicze mieli słyszeć szepty albo kroki, mimo że nie widzieli w pobliżu innych osób. Niekiedy wspomina się również o poczuciu bycia obserwowanym i o niewyraźnych sylwetkach dostrzeganych poza głównymi alejami.
Trzeba jednak zachować ostrożność. Większości takich relacji nie towarzyszą nazwiska świadków, dokładne daty ani szczegółowy opis warunków. Nie wiadomo, czy różne publikacje opierają się na niezależnych doświadczeniach, czy tylko powtarzają tę samą opowieść.
Sam fakt, że relacja jest anonimowa, nie oznacza, że musi być fałszywa. Uniemożliwia jednak sprawdzenie, gdzie dokładnie doszło do zdarzenia, czy w pobliżu znajdowali się inni ludzie i czy słyszane odgłosy mogły dobiegać z zupełnie innej części lasu.
Podobne historie pojawiają się również w innych miejscach związanych z nagłą śmiercią. Kierowcy opowiadają o postaciach widywanych przy drogach, a mieszkańcy starych budynków o krokach w pustych pomieszczeniach. Więcej takich polskich relacji przedstawiliśmy w artykule Na tych polskich drogach kierowcy najczęściej widują duchy.
Co zarejestrowała fotopułapka?
Jedna z ciekawszych relacji została przesłana Fundacji Nautilus przez mieszkańca Ursynowa, który twierdził, że zna Las Kabacki od dzieciństwa. Autor od kilku lat korzystał z fotopułapek służących do rejestrowania dzikich zwierząt.
Na jednym z nocnych nagrań zauważył jasny, niejednoznaczny kształt. Według niego materiał różnił się od typowych filmów przedstawiających zwierzęta, owady albo zakłócenia powstające przed obiektywem. Autor nie twierdził jednoznacznie, że kamera zarejestrowała ducha, ale uznał nagranie za trudne do wyjaśnienia i powiązał jego niezwykłość z historią lasu.
Fotopułapki wykorzystują podczerwień i pracują w warunkach, w których łatwo powstają nietypowe obrazy. Owad znajdujący się bardzo blisko obiektywu może wyglądać jak rozmyta, jasna postać. Podobny efekt może wywołać pajęczyna, kropla wilgoci, para wodna, odbicie światła albo zwierzę poruszające się poza płaszczyzną ostrości.
Bez obejrzenia całej sekwencji, danych technicznych urządzenia i nagrań wykonanych bezpośrednio przed zdarzeniem oraz po nim nie sposób rozstrzygnąć, czym był zarejestrowany kształt. Materiał pozostaje interesującą relacją, ale nie stanowi dowodu, że w Lesie Kabackim pojawiła się zjawa.
Czy mogą to być duchy ofiar katastrofy?
Jeżeli w lesie rzeczywiście pojawiają się niezwykłe głosy, światła albo sylwetki, najbardziej oczywiste skojarzenie prowadzi do katastrofy z 1987 roku. Było to wydarzenie nagłe, gwałtowne i obejmujące dużą liczbę ludzi. W opowieściach o nawiedzeniach właśnie takie tragedie mają pozostawiać najsilniejszy ślad.
Nie istnieje jednak sposób pozwalający ustalić, że niejasny głos słyszany pomiędzy drzewami należy do konkretnej zmarłej osoby. Nawet gdyby udało się zarejestrować dźwięk przypominający słowa, trzeba byłoby najpierw wykluczyć ludzi przebywających w dalszej części lasu, radio, telefon, dźwięki miasta, zwierzęta i zakłócenia urządzenia.
Trudność dotyczy również samej tożsamości domniemanej zjawy. Po czym można byłoby rozpoznać, że dostrzeżona postać jest pasażerem samolotu, członkiem załogi albo kimś zupełnie niezwiązanym z katastrofą? Sama obecność w miejscu tragedii nie udziela takiej odpowiedzi.
Podobny problem pojawia się w wielu relacjach o duchach. Świadek może być przekonany, że spotkał zmarłego człowieka, ale identyfikacja często wynika z historii miejsca, a nie z cech rozpoznawalnych w samej obserwacji.
Czy tragiczne miejsca zachowują pamięć?
Jedna z paranormalnych koncepcji zakłada, że gwałtowne wydarzenie może pozostawić w otoczeniu rodzaj zapisu. Nie miałby to być świadomy duch próbujący nawiązać kontakt, lecz powtarzający się fragment przeszłości: głos, sylwetka, odgłos albo sekwencja zdarzeń.
Takie zjawisko bywa nazywane nawiedzeniem rezydualnym. Przypomina nagranie odtwarzane w określonych warunkach. Postać nie odpowiada świadkom, nie reaguje na otoczenie i wykonuje zawsze podobną czynność. Zwolennicy tej koncepcji mówią o emocjonalnym śladzie pozostawionym w miejscu szczególnie dramatycznego zdarzenia.
Współczesna nauka nie potwierdziła, aby materia, drzewa lub przestrzeń mogły przechowywać obrazy i głosy zmarłych w takiej postaci. Miejsca bez wątpienia przechowują jednak pamięć w innym znaczeniu. Pozostają w nich pomniki, dokumenty, fotografie, przedmioty i wspomnienia ludzi.
To wystarczy, aby konkretna przestrzeń nadal silnie oddziaływała na odwiedzających. Podobną rolę może pełnić stary przedmiot związany z poprzednim właścicielem. Temat ten szerzej omawiamy w artykule Czy przedmioty mogą przechowywać energię poprzednich właścicieli?.
Dlaczego w lesie tak łatwo usłyszeć głos?
Las nie jest cichy, nawet jeśli początkowo sprawia takie wrażenie. Wiatr porusza gałęziami, zwierzęta przemieszczają się w ściółce, ptaki (po zmierzchu np. sowy) wydają odgłosy, a rozmowy spacerowiczów mogą docierać z odległych ścieżek.
Pomiędzy drzewami trudno precyzyjnie określić kierunek dźwięku. Fale odbijają się od pni, koron, zagłębień terenu i zabudowań znajdujących się na obrzeżach. Głos człowieka stojącego kilkaset metrów dalej może brzmieć tak, jakby dochodził z zarośli znajdujących się tuż obok.
Niektóre zwierzęta wydają odgłosy zaskakująco podobne do ludzkich. Krzyk lisa może przypominać głos człowieka, a głosy sów bywają interpretowane jako wołanie albo jęk. Przestraszony słuchacz nie zawsze ma czas, aby spokojnie zidentyfikować źródło.
Duże znaczenie ma również pora dnia. Po zmroku liczba bodźców wzrokowych maleje, dlatego człowiek mocniej koncentruje się na słuchu. Każdy trzask staje się wyraźniejszy, a mózg próbuje dopasować niejednoznaczny dźwięk do znanych mu wzorców. Z szumu mogą wyłonić się sylaby, a z rytmicznych uderzeń – kroki.
Nie musi to oznaczać, że świadek cokolwiek zmyślił. Mógł naprawdę usłyszeć odgłos przypominający szept. Pytanie dotyczy tego, czy był to rzeczywisty ludzki głos, dźwięk przyrody, czy sposób, w jaki mózg uporządkował niejasny bodziec.
Postać pomiędzy drzewami może zniknąć w jednej chwili
Las stwarza wyjątkowo trudne warunki obserwacji. Sylwetka człowieka jest na przemian zasłaniana przez pnie i odsłaniana w niewielkich prześwitach. Wystarczy kilka kroków, aby ktoś zniknął z pola widzenia, chociaż nadal znajduje się w pobliżu.
W półmroku ludzką postać mogą przypominać pień o nietypowym kształcie, fragment jasnej kory, krzew, tablica albo pozostałość tkaniny. Szczególnie łatwo o pomyłkę, gdy kształt zostaje zauważony kątem oka.
Widzenie peryferyjne pomaga wykrywać ruch, ale gorzej rozpoznaje szczegóły. Człowiek może więc najpierw odnieść wyraźne wrażenie, że pomiędzy drzewami stoi osoba, a po skierowaniu wzroku w to samo miejsce nie zobaczyć nikogo.
Takie zniknięcie bywa interpretowane jako zachowanie zjawy. W rzeczywistości obserwator mógł utracić z pola widzenia prawdziwego spacerowicza albo dokładniej zobaczyć obiekt, który tylko przez chwilę przypominał człowieka.
Nie każdą obserwację można jednak po latach odtworzyć. Jeżeli świadek widział wyraźną postać z bliskiej odległości, zwykłe wyjaśnienie o pniu drzewa może nie pasować do jego relacji. Pozostaje wtedy pytanie, czy opis zachował pierwotne szczegóły, czy zmienił się podczas wielokrotnego przypominania i opowiadania wydarzenia.
Czy znajomość historii zmienia to, co widzimy i słyszymy?
Dwie osoby mogą wejść nocą do tego samego lasu i zupełnie inaczej odebrać identyczne zdarzenie. Dla jednej trzask będzie odgłosem zwierzęcia. Druga, znając historię katastrofy i opowieści o duchach, zacznie zastanawiać się, czy ktoś porusza się pomiędzy drzewami.
Oczekiwanie wpływa na uwagę. Gdy człowiek spodziewa się niepokojącego zjawiska, częściej zauważa dźwięki, cienie i ruchy, które w zwyczajnych okolicznościach zignorowałby. Bodźce są prawdziwe, ale ich interpretacja zostaje dopasowana do znanej historii.
Może również działać sugestia grupowa. Gdy jedna osoba mówi, że usłyszała głos, pozostali zaczynają nasłuchiwać. Kolejny szum może zostać rozpoznany jako ten sam szept. Jeśli ktoś zasugeruje konkretne słowo, inni mogą zacząć słyszeć właśnie je.
Nie znaczy to, że każdy świadek kieruje się wyłącznie sugestią. Pokazuje jednak, dlaczego do relacji paranormalnych warto podchodzić z jednoczesną otwartością i ostrożnością.
Katastrofa nie była jedyną tragedią tego lasu
Ponura reputacja Lasu Kabackiego nie wynika wyłącznie z wydarzeń z 1987 roku. Na przestrzeni lat odnajdywano tam ciała osób zmarłych w innych okolicznościach. Najgłośniejszą z tych spraw pozostaje śmierć działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej, której spalone ciało znaleziono w lesie w 2011 roku.
Nie należy łączyć wszystkich tych śmierci w jedną paranormalną opowieść. Są to odrębne tragedie, które wymagają szacunku i rzeczowego opisu. Każda kolejna sprawa wzmacnia jednak społeczne wyobrażenie lasu jako miejsca, w którym „dzieje się coś złego”.
W ten sposób powstaje reputacja miejsca. Rzeczywiste wydarzenia, niepotwierdzone relacje, anonimowe opowieści i materiały publikowane w Internecie zaczynają tworzyć wspólną historię. Z czasem trudno oddzielić najstarsze świadectwa od treści dodanych znacznie później.
Podobny mechanizm można zauważyć w przypadku warszawskich budynków uznawanych za nawiedzone. Tragiczna historia kamienicy zostaje połączona z relacjami o krokach, cieniach i głosach, a kolejne pokolenia uzupełniają opowieść. Przykładem jest opisywana przez nas kamienica przy ulicy Wilczej 2/4 w Warszawie.
Las Kabacki był miejscem egzekucji jeszcze podczas wojny
W czasie niemieckiej okupacji Las Kabacki należał do miejsc wykorzystywanych przez funkcjonariuszy SS i policji do przeprowadzania tajnych egzekucji mieszkańców Warszawy.
Pierwsze masowe mordy mogły odbyć się już na przełomie 1939 i 1940 roku. Według relacji świadków oraz powojennych ustaleń, Niemcy mieli rozstrzelać wówczas około 200 osób. W następnych latach odbywały się kolejne egzekucje, których ofiarami byli Polacy i Żydzi, prawdopodobnie również więźniowie przywożeni z warszawskich aresztów.
Dokładnej liczby zamordowanych nigdy nie udało się ustalić. Przyjmuje się, że w latach 1939–1944 w Lesie Kabackim mogło zginąć co najmniej kilkaset osób. Miejsce stanowiło część tak zwanego warszawskiego pierścienia śmierci, obejmującego podmiejskie lasy, w których okupanci próbowali ukrywać dokonywane zbrodnie.
Po wojnie odnajdywano mogiły i szczątki części ofiar. Na terenie lasu znajdują się dziś miejsca pamięci związane zarówno z egzekucjami ludności cywilnej, jak i z działalnością Armii Krajowej.
Ten fragment historii ma znaczenie również dla późniejszych opowieści o niewyjaśnionych zjawiskach. Jeżeli ktoś słyszy w lesie głosy lub dostrzega postać między drzewami, znajomość katastrofy z 1987 roku może kierować jego skojarzenia ku pasażerom samolotu. Las był jednak miejscem nagłej i brutalnej śmierci także kilkadziesiąt lat wcześniej. Nawet w ramach paranormalnej interpretacji nie sposób więc stwierdzić, z którym wydarzeniem miałoby być związane konkretne doświadczenie.
Czy w Lesie Kabackim naprawdę straszy?
Istnieją relacje o szeptach, krokach, światłach i poczuciu obecności w Lesie Kabackim. Dostępny jest również materiał z fotopułapki, którego autor nie potrafił jednoznacznie wyjaśnić. Nie ma jednak wystarczających podstaw, aby uznać, że są to duchy pasażerów i członków załogi samolotu „Tadeusz Kościuszko”.
Większość opowieści nie zawiera informacji umożliwiających dokładną weryfikację. Las jest środowiskiem pełnym niejednoznacznych dźwięków, zmieniających się cieni i obiektów, które nocą łatwo pomylić z ludzką postacią. Znajomość tragicznej historii dodatkowo wpływa na sposób interpretowania tych bodźców.
Z drugiej strony nie da się wrócić do każdego opisanego zdarzenia i odtworzyć jego warunków. Niektóre relacje pozostaną więc niewyjaśnione nie dlatego, że dowodzą obecności duchów, lecz dlatego, że zabrakło danych pozwalających ustalić ich rzeczywistą przyczynę.
Las Kabacki z pewnością przechowuje pamięć o ofiarach – w pomniku, nazwiskach, wspomnieniach rodzin i historii Warszawy. Czy zachował również coś, czego nie potrafimy zmierzyć? Na to pytanie nie ma dziś wiarygodnej odpowiedzi.
Gdy jednak wiatr niesie pomiędzy drzewami dźwięk przypominający odległy głos, trudno nie pomyśleć o 183 osobach, których podróż zakończyła się właśnie w tym miejscu.
Źródła
- Polska Agencja Prasowa, „Historia jednej fotografii: największa katastrofa w dziejach polskiego lotnictwa”, 8 maja 2025 r., https://www.pap.pl/aktualnosci/historia-jednej-fotografii-z-bazy-zdjec-pap-najwieksza-katastrofa-w-dziejach-polskiego.
- Dzieje.pl, „37 lat temu w Lesie Kabackim rozbił się samolot Ił-62M «Tadeusz Kościuszko»”, 10 maja 2024 r., https://dzieje.pl/artykuly-historyczne/37-lat-temu-w-lesie-kabackim-rozbil-sie-samolot-il-62m-tadeusz-kosciuszko.
- National Geographic Polska, „Katastrofa lotnicza w Lesie Kabackim – kulisy tragedii lotu LO 5055”, 11 sierpnia 2025 r., https://www.national-geographic.pl/technologia/katastrofy-w-przestworzach-kulisy-tragedii-lo-5055-w-lesie-kabackim/.
- Fundacja Nautilus, „Widzisz to światło, Oni tam idą…”, materiał z 10 sierpnia 2019 r. zawierający relację właściciela fotopułapki z Lasu Kabackiego, https://nautilus.org.pl/xxi-pietro%2C859%2C10-sierpnia-2019--widzisz-to-swiatlo-oni-tam-ida.html.
- Forest Club, „Mroczna przeszłość Lasu Kabackiego”, materiał zawierający wzmianki o relacjach dotyczących szeptów i kroków, https://www.forestclub.com.pl/blog/mroczna-przeszlosc-lasu-kabackiego/.
- Halo Ursynów, „Widok był straszny. Ciała na konarach. 38. rocznica katastrofy w Lesie Kabackim”, 9 maja 2025 r., https://haloursynow.pl/pl/11_wiadomosci/34744_widok-byl-straszny-ciala-na-konarach-38-rocznica-katastrofy-w-lesie-kabackim.html.
- French C. C., Stone A., Anomalistic Psychology: Exploring Paranormal Belief and Experience, Palgrave Macmillan, London 2014.
- Houran J., Lange R. (red.), Hauntings and Poltergeists: Multidisciplinary Perspectives, McFarland, Jefferson 2001.
- Wiseman R., Watt C., Stevens P., Greening E., O’Keeffe C., „An investigation into alleged ‘hauntings’”, British Journal of Psychology, 2003, 94(2), s. 195–211, https://doi.org/10.1348/000712603321661886.









