Uratować własną duszę czy pomagać innym? Egoizm ukryty w religijności
Chce trafić do nieba, dlatego przestrzega przykazań, uczestniczy w nabożeństwach i pilnuje, aby nie popełnić grzechu ciężkiego. Jednocześnie nie ma czasu dla samotnego sąsiada, odwraca wzrok od cudzej biedy i uważa, że problemy innych ludzi nie są jego sprawą. Z punktu widzenia religijnych praktyk może uchodzić za człowieka pobożnego. Pozostaje jednak niewygodne pytanie: czy naprawdę kocha Boga, czy jedynie próbuje zabezpieczyć własną przyszłość po śmierci?
Zbawienie jako duchowe ubezpieczenie
Samo pragnienie zbawienia nie jest oczywiście egoizmem. Trudno zarzucać człowiekowi, że zastanawia się nad sensem życia, odpowiedzialnością moralną czy tym, co może nastąpić po śmierci.
Problem zaczyna się wtedy, gdy religia zostaje sprowadzona do osobistego systemu zabezpieczeń. Człowiek przestrzega zasad, aby uniknąć kary. Modli się, aby otrzymać ochronę, uzdrowienie albo zmianę niekorzystnego biegu wydarzeń - choć oczywiście rodzi to pytanie, dlaczego modlitwa miałaby zmieniać decyzję Boga, skoro jest On uznawany za nieomylnego i wszechwiedzącego. Pomaga, aby zdobyć zasługę. Rezygnuje z czegoś nie ze względu na dobro drugiej osoby, lecz dlatego, że chce zachować „czyste konto” przed Bogiem.
W takim układzie nawet dobre czyny mogą przypominać inwestycję. Ich prawdziwym celem nie jest ulżenie komuś w cierpieniu, ale zapewnienie sobie nagrody.
Czy dobro wykonywane głównie z lęku przed piekłem jest jeszcze miłością? A może tylko rozsądną strategią człowieka, który wierzy, że po śmierci zostanie rozliczony?
Ewangelia nie pyta wyłącznie o religijne praktyki
Taka religijność pozostaje w wyraźnym napięciu z samym chrześcijaństwem. W opisie Sądu Ostatecznego z Ewangelii według św. Mateusza nie padają pytania o liczbę odmówionych modlitw, długość nabożeństw czy publiczne deklaracje wiary.
Pojawiają się za to ludzie głodni, spragnieni, chorzy, obcy, nadzy i uwięzieni.
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”
- mówi Chrystus. Obojętność wobec potrzebującego zostaje przedstawiona jako obojętność wobec samego Boga.
Również Katechizm Kościoła Katolickiego określa miłość jako cnotę, dzięki której człowiek kocha Boga, a bliźniego jak siebie samego. Podkreśla też, że nawet formalna przynależność do Kościoła nie prowadzi do zbawienia, jeżeli nie towarzyszy jej trwanie w miłości.
Nie jest więc tak, że katolicyzm oficjalnie nakazuje ratować własną duszę kosztem innych. Przeciwnie: według jego najważniejszych tekstów stosunek do drugiego człowieka jest jednym z podstawowych sprawdzianów wiary.
A jednak praktyka religijna może pójść w zupełnie innym kierunku.
Łatwiej pilnować cudzych grzechów niż zauważyć cudze cierpienie
Religijność skoncentrowana na moralnej czystości często prowadzi do drobiazgowego oceniania zachowań - własnych i cudzych. Człowiek zaczyna zastanawiać się, kto żyje „w grzechu”, kto naruszył przykazania, kto zasługuje na potępienie i czyje wybory obrażają Boga.
Znacznie mniej uwagi może poświęcać temu, kto obok niego jest samotny, upokorzony, chory, zadłużony albo zwyczajnie bezradny.
Pilnowanie zasad daje poczucie kontroli. Realna pomoc jest trudniejsza. Wymaga czasu, pieniędzy, cierpliwości, rezygnacji z wygody, a niekiedy również spotkania z człowiekiem, którego zachowanie, wygląd lub poglądy budzą niechęć.
Łatwo potępiać z bezpiecznej odległości. Trudniej usiąść obok kogoś, kto naprawdę cierpi.
Buddyzm stawia niewygodne pytanie o samo „ja”
Dla porównania warto spojrzeć na buddyzm, zwłaszcza na tradycję mahajany. Nie występuje w niej pojęcie zbawienia rozumianego tak jak w chrześcijaństwie. Istnieje jednak dążenie do wyzwolenia się od cierpienia i niewiedzy.
Tu również mogłaby pojawić się pokusa: osiągnąć spokój, uwolnić się od cierpienia i pozostawić resztę świata samemu sobie.
Odpowiedzią mahajany jest idea bodhisattwy - człowieka, który dąży do przebudzenia nie tylko dla siebie, ale ze względu na wszystkie czujące istoty. W tym ideale osobisty rozwój duchowy traci sens, jeżeli nie prowadzi do współczucia i działania na rzecz innych. Bodhisattwa nie traktuje cudzej krzywdy jako problemu obcego i niezwiązanego z jego własną drogą.
Nie oznacza to, że każdy buddysta jest bezinteresowny, a każdy katolik myśli wyłącznie o sobie. Ludzie potrafią zamienić niemal każdą religię w narzędzie egoizmu, poczucia wyższości albo ucieczki od odpowiedzialności.
Różnica tkwi jednak w postawionym pytaniu. W duchowości skupionej na indywidualnym zbawieniu łatwo zapytać: „Co mam zrobić, aby uratować siebie?”. Ideał bodhisattwy każe zapytać również: „Jaką wartość ma moje wyzwolenie, jeżeli inne istoty nadal cierpią?”.
Pomoc jako sposób zdobywania punktów
Nawet troska o innych może mieć egoistyczne podłoże. Człowiek może wspierać biednych, aby uchodzić za dobrego. Może publicznie opowiadać o swojej pomocy nie po to, by zachęcić do podobnego działania też innych, lecz by wzmocnić własny wizerunek - co wpisuje się w szerszy problem życia na pokaz i ciągłego zarządzania tym, jak postrzega nas otoczenie. Może opiekować się chorym, oczekując wdzięczności. Może przekazywać pieniądze, licząc, że Bóg zapisze je po właściwej stronie duchowego bilansu.
Nie oznacza to, że taka pomoc jest bezwartościowa. Głodny człowiek może zostać nakarmiony niezależnie od tego, czy darczyńcą kierowała czysta miłość, lęk przed karą, potrzeba uznania czy nadzieja na niebo. Co więcej, pomaganie innym może poprawiać samopoczucie i przynosić korzyści także osobie pomagającej. Nie przekreśla to wartości dobrego uczynku, ale ponownie komplikuje pytanie o jego bezinteresowność.
Motywacja nadal jednak wiele mówi o osobie pomagającej.
Czy drugi człowiek jest dla niej kimś, czy tylko środkiem do osiągnięcia własnego celu? Czy pomaga mu dlatego, że jego cierpienie ma znaczenie, czy dlatego, że sama chce poczuć się moralnie bezpieczna?
Religia, która nie zmienia stosunku do ludzi
Największym problemem nie jest pragnienie zbawienia. Problemem jest wiara, która nie prowadzi do żadnej zmiany poza sferą obrzędów, zakazów i deklaracji.
Można mówić o miłości bliźniego, a pogardzać słabszymi. Można prosić Boga o miłosierdzie, a samemu odmawiać go innym. Można oczekiwać przebaczenia własnych win, jednocześnie przez lata pielęgnując nienawiść. Można także troszczyć się o życie wieczne, nie dostrzegając życia, które toczy się tuż obok.
Benedykt XVI w encyklice *Deus caritas est* podkreślał, że miłość Boga i miłość bliźniego są ze sobą nierozłącznie związane. Wiara, która zamyka się na potrzeby innych, traci jeden ze swoich podstawowych wymiarów.
Religia może skłaniać człowieka do przekroczenia własnego egoizmu. Może jednak również ten egoizm ukryć, nadając mu wzniosłe nazwy: troska o czystość, walka o świętość, obrona wiary, ratowanie duszy.
Kto właściwie ma zostać uratowany?
Być może najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy zostanę zbawiony?”, ale: „Kim staję się, próbując osiągnąć zbawienie?”.
Jeżeli człowiek przez całe życie troszczy się o stan własnej duszy, lecz nie potrafi dostrzec cierpienia ludzi wokół siebie, jego religijność może być tylko duchową odmianą skupienia na sobie.
Odwiedza świątynię, ale nie odwiedza chorego. Prosi o przebaczenie, ale nie chce wybaczać. Boi się kary po śmierci, ale nie przejmuje się krzywdą dziejącą się za życia.
Może więc nie wystarczy pytać, czy człowiek wierzy w Boga, zbawienie albo karmę. Ważniejsze jest to, co jego wiara robi z drugim człowiekiem.
Bo jeżeli droga do nieba pozwala spokojnie omijać potrzebujących, być może nie prowadzi tam, dokąd jej uczestnik sądzi.
Bibliografia
- 1. **Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu**, Ewangelia według św. Mateusza 25,31–46, Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum.
- 2. **Katechizm Kościoła Katolickiego**, szczególnie punkty 1812–1829 dotyczące miłości oraz punkt 837 dotyczący związku zbawienia z trwaniem w miłości, Pallottinum, Poznań.
- 3. Benedykt XVI, **Deus caritas est. Encyklika o miłości chrześcijańskiej**, Libreria Editrice Vaticana, 2005.
- 4. Śāntideva, **The Bodhicaryāvatāra**, tłum. Kate Crosby, Andrew Skilton, Oxford University Press, Oxford 2008.
- 5. Peter Harvey, **An Introduction to Buddhist Ethics: Foundations, Values and Issues**, Cambridge University Press, Cambridge 2000.







