Przejdź do treści

„Nie potrafimy powiedzieć, co to było” – relacje żołnierzy z Rendlesham Forest

W wojsku relacja ma być prosta: kto, kiedy, co widział – i co z tego wynika. A jednak pod koniec grudnia 1980 roku, tuż przy bazie RAF Woodbridge w Suffolk, wydarzyło się coś, co do dziś wymyka się temu porządkowi. Nie dlatego, że „na pewno było UFO”. Tylko dlatego, że żołnierze mówią o tej samej nocy tak, jakby każdy był w innym miejscu. W oficjalnej notatce pada opis „metalicznego, świecącego obiektu” między drzewami. Potem dochodzi nagranie z lasu, pomiary, ślady na ziemi.
  • Incydent w Rendlesham Forest - Co tak naprawdę się tam wydarzyło?
    Caption
    Incydent w Rendlesham Forest - Co tak naprawdę się tam wydarzyło?

Wszystko miało zostać szybko wyjaśnione. Nocny patrol, tajemnicze światła w lesie, rutynowe sprawdzenie terenu przy wojskowej bazie RAF Woodbridge. Tymczasem wydarzenia z końca grudnia 1980 roku nie zakończyły się raportem z jasną konkluzją. Zamiast tego pozostały sprzeczne relacje żołnierzy, oficjalna notatka do Ministerstwa Obrony, nagranie audio z patrolu w lesie oraz policyjne raporty, które wskazują, że "widziano jedynie światło latarni morskiej". Te same fakty do dziś składają się na zupełnie różne wersje jednej historii.

26 grudnia: „światła opadały do lasu”

Według relacji przywoływanych w źródłach, około godziny 3:00 w nocy patrol ochrony przy wschodniej bramie RAF Woodbridge zobaczył światła, które wyglądały, jakby „opadały” w kierunku pobliskiego lasu Rendlesham Forest. Pierwsza myśl miała być przyziemna: zestrzelony lub rozbity samolot – i dlatego ruszono sprawdzić teren.

I tu zaczyna się rozdźwięk, który powraca w całej sprawie.

W „Memorandum Halta” – notatce służbowej do brytyjskiego Ministerstwa Obrony, datowanej na 13 stycznia 1981 r. i zatytułowanej Unexplained Lights – pojawia się wpis, że po wejściu do lasu żołnierze mieli zobaczyć „dziwny, świecący obiekt” o metalicznym wyglądzie i kolorowych światłach, a gdy próbowali się zbliżyć, obiekt „poruszał się między drzewami”; odnotowano też, że zwierzęta na pobliskiej farmie „wpadły w szał”.

Memorandum Halta
Memorandum Halta - Autorstwa Lieutenant Colonel Charles Halt - Blog do Astrônomo, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=19987476

Ale relacje spisane później przez niektórych świadków pierwszej nocy brzmią inaczej – dużo bardziej „terenowo”, mniej „obiektowo”. W przytaczanych zeznaniach pojawia się wersja, że w praktyce goniono światło, które wydawało się blisko, a dopiero po czasie wyszło, że było daleko.

Jest jeszcze trzeci element: sierżant Jim Penniston po latach zaczął twierdzić, że natknął się na „statek nieznanego pochodzenia” i miał go dotykać. Kluczowe jest to, co podkreślają źródła: brak potwierdzenia tej wersji u innych świadków z tamtej nocy i brak publicznego śladu tej sensacyjnej części opowieści „od razu po zdarzeniu”.

Policja wchodzi do lasu – i mówi: „to latarnia”

W krótkim odstępie czasu wezwano Suffolk Constabulary. W policyjnej wersji, cytowanej w opisach sprawy, nie ma „obiektu”: funkcjonariusze mieli stwierdzić, że jedyne światła, które dało się sensownie wskazać, to "światło latarni morskiej Orfordness widoczne z odpowiedniego kierunku".

To jest moment, w którym – teoretycznie – historia powinna się skończyć. W wojsku i w policji takie sytuacje zwykle kończą się krótką notatką: fałszywy alarm, identyfikacja źródła światła, zamknięcie tematu.

Tyle że tu temat nie umiera. Bo rano pojawiają się kolejne „konkretne” elementy.

Świt: trójkątne wgłębienia, „ślady” i druga wizyta policji

Następnego dnia o świcie żołnierze wracają na polanę i znajdują trzy małe wgłębienia w układzie trójkąta, a w pobliżu – ślady na roślinności (w przekazach: uszkodzone gałęzie, ślady na drzewach). Ponownie wzywa się policję, by obejrzała teren. W policyjnych materiałach, przywoływanych w opracowaniach, interpretacja jest znów przyziemna: wgłębienia mogą pochodzić od zwierząt.

To kolejny punkt zapalny: dla jednych to dowód, że „coś lądowało”; dla innych – zwykły teren leśny, w którym łatwo dopatrzeć się wzoru.

28 grudnia: powrót do lasu i „Halt Tape”

Dwa dni później, we wczesnych godzinach porannych 28 grudnia 1980 roku, do lasu Rendlesham Forest przybywa zastępca dowódcy bazy RAF Woodbridge, podpułkownik Charles I. Halt, w towarzystwie kilku żołnierzy. To właśnie podczas tego patrolu powstaje najbardziej namacalny zapis z samego przebiegu zdarzeń: nagranie audio wykonane w terenie, znane dziś jako Halt Tape, trwające około 17 minut i 57 sekund.

Zarówno w późniejszym memorandum Halta, jak i w opisach incydentu, pojawia się informacja, że tej nocy wykonywano pomiary promieniowania przy użyciu standardowego wojskowego miernika AN/PDR-27. W dokumentach odnotowano odczyt rzędu 0,07 mR/h w obrębie trójkątnego układu wgłębień w ziemi oraz 0,03–0,04 mR/h w innych punktach, co odpowiadało poziomowi tła. Wspomniano również o krótkotrwałym, podobnym podwyższonym wskaźnikiem promieniowania ponad pół mili dalej.

Na samym nagraniu audio z 28 grudnia słychać przede wszystkim chaotyczną, roboczą relację z patrolu: wskazywanie kierunków, nerwowe komentarze oraz opisy obserwowanych świateł. Halt i towarzyszący mu żołnierze mówią m.in. o migającym czerwonym świetle widocznym na wschodzie oraz o jasnych punktach na niebie, określanych jako „światła przypominające gwiazdy”. Charakterystyczne jest to, że na taśmie nie pojawia się opis „metalicznego, świecącego obiektu między drzewami” — ten element znajduje się dopiero w późniejszym memorandum Halta, sporządzonym po zdarzeniach.

W notatce Halta oraz w relacjach przytaczanych w źródłach mowa jest także o trzech jasnych światłach na niebie: dwóch widocznych na północy i jednym na południu, około 10 stopni nad horyzontem. Najjaśniejsze z nich miało być obserwowane przez dłuższy czas i sprawiać wrażenie emitowania okresowego „strumienia światła”.

W tym miejscu pojawia się druga strona sporu. Astronomowie i sceptycy wskazują, że opisywane „gwiazdy” mogły być w rzeczywistości jasnymi obiektami nocnego nieba, a w szczególności Syriuszem, najjaśniejszą gwiazdą widoczną z Ziemi. Z kolei wrażenie „strumieni światła” tłumaczone jest efektami optycznymi i atmosferycznymi, które w nocnych warunkach i przy dużym napięciu emocjonalnym łatwo prowadzą do błędnej interpretacji obserwacji.

Dlaczego żołnierze „nie potrafili powiedzieć, co to było”?

Jeśli trzymać się relacji i dokumentów, nie ma tu jednego momentu, który wszystko rozstrzyga. Jest za to kilka mechanizmów, które tłumaczą, dlaczego relacje wojskowych potrafią się rozjechać – nawet przy dobrej woli.

Po pierwsze: perspektywa i dystans. Światła w nocy „skracają” odległość. To, co wydaje się między drzewami, może być daleko na horyzoncie. W relacjach z pierwszej nocy powraca motyw, że goniono światło, które okazało się odległe.

Po drugie: nakładanie się bodźców. Według opisu z Wikipedii i analiz, pierwszy alarm czasowo zbiega się z obserwacjami jasnego meteoru nad południową Anglią; do tego latarnia Orfordness migała w stałym rytmie, co mogło tworzyć wrażenie „inteligentnego sygnału”, jeśli ktoś spodziewa się tego typu zdarzenia.

Po trzecie: siła narracji po fakcie. W tej sprawie szczególnie widać, jak z czasem rośnie „twardość” opowieści: Penniston po latach mówi o dotykaniu statku, Halt w 2010 roku składa oświadczenie o przekonaniu, że zdarzenie miało naturę pozaziemską i było tuszowane, a jednocześnie jego ówczesny przełożony (Ted Conrad) publicznie temu zaprzecza i krytykuje tezy o spisku.

W samym rdzeniu zostaje więc coś bardzo „ludzkiego”: żołnierze mieli poczucie, że reagują na realny incydent, ale kiedy próbujesz to odtworzyć wyłącznie z dokumentów, nagrania i policyjnych wizyt w lesie, dostajesz nie „obiekt”, tylko mozaikę.

Dlaczego sprawa intryguje do dziś, skoro istnieją "racjonalne" wyjaśnienia?

Tu kluczowe jest to, co w streszczeniach i opracowaniach wraca jak refren: brak pogłębionego, jednolitego dochodzenia po stronie brytyjskiego Ministerstwa Obrony oraz fakt, że upublicznione materiały (po latach) to w dużej mierze korespondencja i odpowiedzi na zapytania, a nie śledztwo „krok po kroku”.

To tworzy idealną próżnię: każda strona sporu może powiedzieć „widzisz, nikt tego nie wyjaśnił do końca”, bo nie ma jednego raportu końcowego, który domyka wszystkie wątki.

I dlatego Rendlesham Forest jest dziś nie tyle „dowodem na UFO”, co jednym z najlepiej znanych przykładów konfliktu relacji naocznych świadków z wyjaśnieniami, które brzmią rozsądnie, ale nie satysfakcjonują wszystkich. To sprawa, w której równie ważne jak „co widzieli” staje się „jak o tym opowiadali” – w notatkach, na taśmie i w kolejnych wersjach po latach.

Instalacja artystyczna na szlaku UFO Trail w Rendlesham Forest
Instalacja artystyczna na szlaku UFO Trail w Rendlesham Forest - Autorstwa Rendlesham Forest UFO Sculpture by Sandy Gerrard, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=176077661

Od incydentu do legendy

Z biegiem lat wydarzenia z Rendlesham Forest zaczęły funkcjonować nie tylko jako przedmiot analiz i sporów, lecz także jako element lokalnej kultury. W lesie wytyczono tzw. UFO Trail — ścieżkę turystyczną poświęconą historii incydentu — a w 2014 roku na jej końcu zainstalowano czarną rzeźbę inspirowaną opisami domniemanego obiektu. Instalacja ta nie ma charakteru oficjalnego upamiętnienia wojskowego ani potwierdzenia wydarzeń z 1980 roku; jest raczej symbolem tego, jak niejednoznaczna relacja żołnierzy z czasem przekształciła się w trwałą legendę.

Źródła

  1. „Incydent w Rendlesham Forest” – hasło w polskiej Wikipedii.
  2. „Rendlesham Forest incident” – hasło w angielskiej Wikipedii (szczegóły dat, opis zdarzeń 26 i 28 grudnia, źródła i interpretacje).
  3. „Halt memo / Unexplained Lights (13 Jan 1981)” – tekst memorandum Halta (transkrypcja) i skan.
  4. Ian Ridpath – „Rendlesham Forest UFO: the Halt tape” (transkrypcja nagrania) oraz materiały analityczne.
  5. Ian Ridpath – „the police evidence” (omówienie materiałów Suffolk Constabulary, w tym list inspektora Mike’a Toplissa z 28 lipca 1999).