Prezerwatywy z jelit zwierząt? To tylko jedna z metod antykoncepcji sprzed 100 lat
Prezerwatywa wykonana z jelita owcy lub jagnięcia nie jest miejską legendą. Takie środki rzeczywiście produkowano, a jeden z zachowanych egzemplarzy pochodzi z lat 1901–1930. Około 100 lat temu nie był to jednak jedyny sposób zapobiegania ciąży. Kobiety korzystały z gumowych diafragm i kapturków zakładanych na szyjkę macicy, stosowano galaretki, czopki oraz piany plemnikobójcze, a lekarze zaczynali eksperymentować z pierwszymi wkładkami domacicznymi. Obok metod mających racjonalne podstawy biologiczne, funkcjonowały również praktyki zawodne, a niekiedy groźne dla zdrowia.
Prezerwatywy z jelit zwierząt naprawdę istniały
Prezerwatywa wykonana z jelita zwierzęcego może dzisiaj brzmieć jak żart albo internetowa legenda. Takie osłony rzeczywiście jednak produkowano i używano przez setki lat. Nie chodziło przy tym o nieprzetworzony fragment jelita, lecz o cienką błonę poddawaną oczyszczaniu, rozciąganiu, suszeniu i innym zabiegom przygotowującym ją do użycia.
Surowiec pozyskiwano przede wszystkim z jelit owiec i jagniąt, chociaż w opracowaniach historycznych pojawiają się także inne zwierzęta hodowlane. Produkty różniły się sposobem przygotowania i jakością, dlatego nie należy wyobrażać ich sobie jako jednego ściśle określonego modelu.
Najważniejsze jest to, że prezerwatywy z błon zwierzęcych nie zniknęły wraz z pojawieniem się gumy. W zbiorach Science Museum Group zachował się egzemplarz dostarczony przez londyńską firmę John Bell and Croyden, datowany na lata 1901–1930. Oznacza to, że dokładnie około 100 lat temu takie wyroby nadal znajdowały się w sprzedaży.
Niektóre należało przed założeniem namoczyć w wodzie. Były stosunkowo cienkie, ale kosztowały więcej niż wyroby gumowe i wymagały odpowiedniego przygotowania. Zapewniały mechaniczną barierę dla plemników, lecz błony zwierzęce nie stanowią niezawodnej ochrony przed wirusami przenoszonymi drogą płciową. Pod tym względem nie powinny być utożsamiane ze współczesnymi prezerwatywami lateksowymi lub syntetycznymi.
Gumowe prezerwatywy miały już wtedy kilkadziesiąt lat
Historia nie przebiegała w prosty sposób od jelita zwierzęcego bezpośrednio do cienkiego lateksu. Pomiędzy tymi etapami znajdowała się jeszcze epoka stosunkowo grubych prezerwatyw gumowych.
Przełomem stało się opracowanie w XIX wieku wulkanizacji kauczuku. Proces ten pozwalał uzyskiwać gumę trwalszą, bardziej elastyczną i odporną na działanie temperatury. Gumowe prezerwatywy pojawiły się w drugiej połowie XIX wieku, ale początkowo wyraźnie różniły się od produktów znanych obecnie. Były grubsze, mniej elastyczne i nie zawsze przeznaczone wyłącznie do jednorazowego użytku.
Istotną zmianę przyniosła dopiero technologia produkcji prezerwatyw z płynnego lateksu, rozwijana pod koniec lat 20. XX wieku. Umożliwiła wytwarzanie cieńszych, bardziej jednolitych i łatwiejszych do masowej produkcji osłon.
Około 1926 roku na rynku spotykały się więc dwie epoki: tradycyjne wyroby z błon zwierzęcych oraz gumowe prezerwatywy powstające dzięki przemysłowym metodom produkcji. Nowoczesna prezerwatywa lateksowa dopiero zaczynała zdobywać swoją pozycję.
Diafragma dawała kobiecie większą kontrolę nad zabezpieczeniem
Prezerwatywy nie były jedyną mechaniczną metodą zapobiegania ciąży. Na początku XX wieku coraz większe znaczenie zdobywała diafragma, nazywana także błoną dopochwową. Była to elastyczna kopułka umieszczana w pochwie w taki sposób, aby zasłaniała szyjkę macicy i utrudniała plemnikom przedostanie się do dalszych odcinków dróg rodnych.
Konstrukcje przypominające nowoczesną diafragmę rozwijano w drugiej połowie XIX wieku. W pierwszych dekadach XX stulecia stała się ona jedną z najważniejszych metod antykoncepcyjnych pozostających pod bezpośrednią kontrolą kobiety. Zwykle wymagała jednak właściwego dopasowania i nauczenia się prawidłowego zakładania.
Diafragmę często łączono ze środkiem plemnikobójczym. Bariera mechaniczna miała zatrzymywać plemniki, natomiast preparat chemiczny ograniczać ich zdolność poruszania się i przeżycia. Podobna metoda jest znana również obecnie, choć została wyparta przez wygodniejsze i skuteczniejsze formy antykoncepcji.
W latach 20. XX wieku diafragmy promowała między innymi Margaret Sanger, amerykańska działaczka na rzecz kontroli urodzeń. Dostęp do nich nie wszędzie był jednak łatwy. W niektórych państwach prawo ograniczało przekazywanie informacji o antykoncepcji, jej reklamowanie, a nawet przesyłanie związanych z nią produktów.
Kapturki naszyjkowe działały podobnie, ale były mniejsze
Inną metodą barierową był kapturek naszyjkowy. W przeciwieństwie do diafragmy, która zajmowała większą część pochwy, kapturek miał ściśle przylegać bezpośrednio do szyjki macicy.
Pomysł mechanicznego zablokowania plemnikom dostępu do macicy był znacznie starszy, ale rozwój produkcji wyrobów gumowych pozwolił tworzyć kapturki o bardziej powtarzalnych rozmiarach i kształtach. Ich skuteczność zależała jednak od właściwego dopasowania, prawidłowego umieszczenia oraz pozostawienia na miejscu przez odpowiedni czas po stosunku.
Diafragmy i kapturki pokazują, że część antykoncepcji sprzed 100 lat nie opierała się na przypadkowych przesądach. Wykorzystywała racjonalną zasadę biologiczną: utworzenie fizycznej bariery utrudniającej plemnikom dotarcie do komórki jajowej.
Przed pigułką stosowano galaretki, czopki, kremy i piany
Lata 20. XX wieku były również okresem rozwoju chemicznych środków antykoncepcyjnych. Nie były to jednak tabletki przyjmowane doustnie. Preparaty wprowadzano do pochwy przed stosunkiem, a ich zadaniem było unieruchomienie lub zniszczenie plemników.
W sprzedaży znajdowały się między innymi galaretki, kremy, czopki, tabletki dopochwowe, proszki i piany. Część stosowano samodzielnie, ale często łączono je z diafragmą albo kapturkiem naszyjkowym.
Historyczka nauki Ilana Löwy wykazała, że przemysł chemicznych środków antykoncepcyjnych był dobrze rozwinięty już przed pojawieniem się antykoncepcji hormonalnej. Producenci tworzyli własne receptury, reklamowali preparaty i przekonywali o ich skuteczności, choć metody ich badania nie były jeszcze tak ujednolicone jak współcześnie.
Nie wszystkie substancje były równie bezpieczne. Niektóre mogły silnie podrażniać błony śluzowe, powodować stan zapalny albo uszkadzać tkanki. Sam fakt, że preparat był sprzedawany jako środek antykoncepcyjny, nie oznaczał więc, że jego skuteczność i bezpieczeństwo zostały potwierdzone według obecnych standardów.
Płukanie pochwy po stosunku było popularne, ale zawodne
Jedną z szeroko rozpowszechnionych praktyk było płukanie pochwy po stosunku. Założenie wydawało się proste: usunięcie nasienia miało nie dopuścić do zapłodnienia. Problem polegał na tym, że plemniki mogą stosunkowo szybko przedostawać się w okolice szyjki macicy, dlatego płukanie wykonywane po stosunku nie tworzy skutecznej bariery antykoncepcyjnej.
Do płukania używano nie tylko wody. Stosowano także roztwory zawierające różne substancje chemiczne, którym przypisywano działanie plemnikobójcze. Część z nich mogła powodować podrażnienia, oparzenia chemiczne i uszkodzenia naturalnej bariery ochronnej błon śluzowych.
Był to przykład metody, która mogła wydawać się intuicyjnie uzasadniona, ale nie zapewniała wiarygodnej ochrony. Jej popularność wynikała między innymi z łatwej dostępności oraz braku konieczności wcześniejszego przygotowania zabezpieczenia.
Czy 100 lat temu stosowano już kalendarzyk małżeński?
Ludzie od dawna próbowali powiązać możliwość zapłodnienia z określonym momentem cyklu miesiączkowego. Około 1926 roku nie istniała jednak jeszcze metoda kalendarzykowa oparta na prawidłowo ustalonej zależności pomiędzy owulacją a kolejną miesiączką.
Istotne ustalenia japońskiego ginekologa Kyusaku Ogino i austriackiego lekarza Hermanna Knausa opublikowano pod koniec lat 20. i na początku lat 30. XX wieku. Dopiero te badania stworzyły podstawy późniejszej metody rytmu, nazywanej również metodą Ogino-Knausa.
Wcześniejsze próby wyznaczania dni płodnych opierały się często na błędnych założeniach dotyczących momentu owulacji. Dlatego przedstawianie kalendarzyka jako jednej z typowych i dobrze opracowanych metod antykoncepcji z roku 1926 byłoby historycznym uproszczeniem.
Rozwijały się już pierwsze nowoczesne wkładki domaciczne
W tej samej epoce rozpoczął się rozwój rozwiązań przypominających współczesne wkładki domaciczne. Eksperymenty z umieszczaniem w macicy przedmiotów mających zapobiegać ciąży podejmowano wcześniej, jednak dopiero w pierwszych dekadach XX wieku zaczęły powstawać konstrukcje będące bezpośrednimi poprzednikami nowoczesnych wkładek.
Niemiecki lekarz Ernst Gräfenberg prowadził w latach 20. badania nad urządzeniami umieszczanymi wewnątrz macicy. Opracowany przez niego pierścień, znany później jako pierścień Gräfenberga, stał się ważnym etapem rozwoju antykoncepcji wewnątrzmacicznej.
Nie oznacza to, że w 1926 roku wkładka była powszechną, bezpieczną i dobrze przebadaną metodą porównywalną ze współczesnym IUD. Był to okres eksperymentów, a stosowane konstrukcje mogły wiązać się z poważnymi powikłaniami. Dopiero późniejsze zmiany materiałów, kształtów i procedur zakładania pozwoliły stworzyć znacznie bezpieczniejsze rozwiązania.
Co ciekawe, w czasie, gdy nadal sprzedawano prezerwatywy z jelit zwierzęcych, lekarze pracowali już nad technologią prowadzącą do współczesnych wkładek domacicznych.
Pigułki antykoncepcyjnej jeszcze nie było
Największa rewolucja miała nastąpić dopiero kilka dekad później. Pierwszy doustny hormonalny środek antykoncepcyjny został dopuszczony do stosowania w Stanach Zjednoczonych w 1960 roku. W Wielkiej Brytanii pigułkę wprowadzono w następnym roku.
Osoba żyjąca około 1926 roku nie mogła więc codziennie przyjmować tabletki hamującej owulację. Dostępne metody opierały się przede wszystkim na fizycznym blokowaniu plemników, miejscowym działaniu środków chemicznych albo unikaniu wytrysku w pochwie.
Współczesne rozwiązania, takie jak plastry antykoncepcyjne uwalniające hormony przez skórę, wykorzystują mechanizmy, których 100 lat temu nie potrafiono jeszcze zastosować w praktyce.
Badania nad nowymi metodami nie zakończyły się wraz z wynalezieniem pigułki. Trwające poszukiwania antykoncepcji przeznaczonej dla mężczyzn pokazują, że również obecnie ciężar zapobiegania ciąży nie jest rozłożony równomiernie.
Dostęp do antykoncepcji zależał od prawa, pieniędzy i miejsca zamieszkania
Opisując dawne środki antykoncepcyjne, łatwo skupić się na nietypowych przedmiotach i preparatach. Jednym z najważniejszych problemów nie był jednak całkowity brak metod, lecz ograniczony dostęp do wiedzy o ich stosowaniu.
Na początku XX wieku kontrola urodzeń pozostawała tematem silnie związanym z religią, moralnością, pozycją społeczną i obowiązującym prawem. W Stanach Zjednoczonych przepisy znane jako prawa Comstocka ograniczały rozpowszechnianie materiałów uznawanych za nieprzyzwoite, do których zaliczano również informacje oraz produkty związane z antykoncepcją.
Margaret Sanger, jedna z najbardziej znanych działaczek amerykańskiego ruchu kontroli urodzeń, była zatrzymywana i oskarżana w związku z rozpowszechnianiem informacji o zapobieganiu ciąży. Otwarta przez nią w 1916 roku poradnia została szybko zamknięta przez policję.
Możliwość decydowania o liczbie dzieci zależała więc nie tylko od tego, czy określona metoda istniała. Znaczenie miały również dochody, miejsce zamieszkania, dostęp do lekarza, sytuacja rodzinna oraz możliwość zdobycia rzetelnej wiedzy.
Czy antykoncepcja sprzed 100 lat była skuteczna?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, ponieważ pod pojęciem dawnej antykoncepcji kryły się rozwiązania o bardzo różnej skuteczności. Prawidłowo stosowane prezerwatywy, diafragmy i kapturki tworzyły rzeczywistą barierę mechaniczną. Ich skuteczność mogła jednak obniżać się wskutek niewłaściwego dopasowania, uszkodzenia materiału albo błędów podczas używania.
Miejscowe środki chemiczne mogły zwiększać ochronę, zwłaszcza w połączeniu z metodą barierową, ale poszczególne preparaty znacznie różniły się składem. Nie każdy produkt reklamowany jako plemnikobójczy był odpowiednio przebadany.
Znacznie mniej wiarygodną ochronę zapewniały płukanie pochwy po stosunku, przypadkowe domowe receptury i próby wyznaczania niepłodnych dni na podstawie błędnej wiedzy o owulacji. Niektóre substancje stosowane dopochwowo mogły być nie tylko nieskuteczne, lecz także niebezpieczne.
Prezerwatywy z jelit były tylko częścią większej historii
Najbardziej zaskakujący nie jest sam fakt produkowania prezerwatyw z jelit zwierząt, lecz to, jak różne etapy rozwoju antykoncepcji spotkały się w jednym momencie.
Około 100 lat temu nadal można było korzystać z osłony wykonanej z materiału stosowanego od setek lat, a jednocześnie kupić gumową prezerwatywę, używać diafragmy ze środkiem plemnikobójczym lub zetknąć się z pierwszymi eksperymentalnymi wkładkami domacicznymi. W tym samym czasie badania nad fizjologią cyklu zaczynały wyjaśniać, kiedy rzeczywiście dochodzi do owulacji.
Zaledwie trzy dekady później rozpoczęła się era antykoncepcji hormonalnej. Prezerwatywa z jelita zwierzęcego nie jest więc wyłącznie osobliwą ciekawostką. Stanowi symbol okresu przejściowego, w którym wielowiekowe sposoby ograniczania płodności funkcjonowały obok technologii prowadzących bezpośrednio do współczesnej antykoncepcji.
Bibliografia
- Amy J.J., Thiery M., The condom: A turbulent history, „The European Journal of Contraception & Reproductive Health Care”, 2015, 20(5), s. 387–402, DOI: 10.3109/13625187.2015.1050716.
- Connell E.B., Contraception in the prepill era, „Contraception”, 1999, 59(1 Suppl), s. 7S–10S, DOI: 10.1016/S0010-7824(98)00130-9.
- Löwy I., “Sexual chemistry” before the Pill: science, industry and chemical contraceptives, 1920–1960, „The British Journal for the History of Science”, 2011, 44(2), s. 245–274, DOI: 10.1017/S0007087410000762.
- Wellcome Collection, History of condoms from animal to rubber, oraz Science Museum Group, Condom, England, London, 1901–1930 – opis zachowanego egzemplarza prezerwatywy z błony zwierzęcej firmy John Bell and Croyden.







