Czy dom może pojawiać się i znikać? Świadkowie obserwowali zjawisko przez dekady
Rougham – miejsce, w którym miał pojawiać się nieistniejący dom
Rougham jest niewielką miejscowością w angielskim hrabstwie Suffolk, położoną kilka kilometrów od Bury St Edmunds. Na pierwszy rzut oka trudno znaleźć tu cokolwiek, co wyróżniałoby tę część wschodniej Anglii spośród dziesiątek podobnych terenów: pola uprawne, niewielkie drogi, skupiska drzew i sąsiadujące ze sobą wsie.
A jednak właśnie z obszaru pomiędzy Rougham Green a Bradfield St George od ponad stu lat pochodzą opowieści o czymś niezwykle konkretnym. Nie o świetle na niebie, cieniu w lesie ani trudnej do określenia postaci. Świadkowie opisywali duży, elegancki dom, którego w tym miejscu nie powinno być.
W relacjach powtarza się kilka szczegółów: czerwona cegła, georgiańska architektura, wysokie okna, ogród, drzewa oraz dekoracyjna brama. Niektórzy widzieli budynek tylko przez chwilę. Inni byli przekonani, że po prostu natrafili na nieznaną im wiejską rezydencję – i dopiero później odkrywali, że w miejscu, w którym ją widzieli, nie stoi żaden dom.
Historia jest dziś znana jako Rougham Mirage, czyli „miraż z Rougham”. Nazwa jest jednak nieco myląca, ponieważ nie ustalono, że rzeczywiście chodziło o zjawisko optyczne.
Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że relacje nie pochodzą od jednej osoby. Pojawiają się w nich różni świadkowie i różne dekady.
Ruth Wynne i jej uczennica – najlepiej udokumentowana obserwacja
Najważniejsza dla całej historii jest relacja nauczycielki Ruth Wynne, która w 1926 roku zamieszkała w Rougham. Okolica była jej wówczas niemal zupełnie nieznana, dlatego podczas popołudniowych spacerów poznawała teren razem ze swoją około dziesięcioletnią uczennicą.
Pewnego pochmurnego, wilgotnego popołudnia, prawdopodobnie w październiku 1926 roku, obie postanowiły dojść do kościoła w sąsiednim Bradfield St George.
Przeszły przez pola i gospodarstwo, a następnie wyszły na drogę. Wtedy po jej przeciwnej stronie zobaczyły wysoki ceglany mur oraz żelazną bramę.
Za bramą znajdował się podjazd prowadzący do dużego domu. Część budynku przesłaniały drzewa, lecz według późniejszej relacji Wynne nie miała wątpliwości, że patrzy na okazałą wiejską posiadłość.
Dom wyglądał jak budowla w stylu georgiańskim. Nie był ruiną, mglistym kształtem ani obrazem widzianym przez kilka sekund. Kobiety potraktowały go jak całkowicie normalny element krajobrazu.
To bardzo istotny szczegół całej historii: podczas pierwszej obserwacji Wynne nie sądziła, że dzieje się cokolwiek niezwykłego.
Dopiero później miało się okazać, że domu nie powinno tam być.
Wróciły kilka miesięcy później. Domu nie było
Ruth Wynne i jej uczennica nie przeszły tą samą trasą ponownie aż do późnej zimy lub początku wiosny następnego roku.
Kiedy znalazły się w tym samym miejscu, obie miały niemal jednocześnie zauważyć, że coś jest nie tak.
Zniknął mur.
Nie było żelaznych bram. Nie było podjazdu. Nie było również domu.
Zamiast tego przy drodze znajdował się rów, a dalej nierówny, zarośnięty teren z drzewami, chwastami, niewielkimi wzniesieniami i zagłębieniami wypełnionymi wodą.
Pierwszą myślą Wynne było podobno to, że budynek został w międzyczasie rozebrany. Jednak wygląd terenu miał przeczyć takiemu rozwiązaniu. Drzewa i roślinność nie wyglądały na coś, co pojawiło się w ciągu kilku miesięcy, a w miejscu, w którym wcześniej miał znajdować się dom, znajdowały się m.in. niewielkie zbiorniki wodne.
Nauczycielka mieszkała w tej okolicy jeszcze przez kilka lat. Jak później twierdziła, nigdy więcej nie odnalazła budynku.
Jej uczennica również miała przez kolejne lata dobrze poznać okolicę i także nie była w stanie wskazać domu odpowiadającego temu, który widziały podczas pierwszego spaceru.
Relacja trafia do Ernesta Bennetta
Historia Wynne jest szczególnie interesująca dlatego, że nie pojawiła się po raz pierwszy kilkadziesiąt lat później na stronie internetowej poświęconej zjawiskom paranormalnym.
W latach 30. Ruth Wynne przekazała swoją relację sir Ernestowi Nathanielowi Bennettowi, brytyjskiemu politykowi, autorowi i członkowi środowiska związanego z Society for Psychical Research.
Bennett zbierał wówczas świadectwa dotyczące niewyjaśnionych obserwacji. Opublikował je w książce Apparitions and Haunted Houses: A Survey of Evidence. Pierwsze wydanie pracy ukazało się przed II wojną światową, a książka była później wielokrotnie wznawiana.
To właśnie dzięki zachowaniu tej relacji wiemy, że historia dwóch kobiet funkcjonowała na długo przed powstaniem współczesnych internetowych legend o „przesunięciach w czasie”.
Nie oznacza to oczywiście, że relacja automatycznie staje się dowodem zjawiska paranormalnego. Pokazuje jednak, że nie jest to legenda wymyślona w ostatnich latach.
James Cobbold – dom, przerażony koń i nagły chłód
Jeszcze dziwniejsza historia pojawiła się wiele lat później, gdy lokalny historyk Leonard Aves zaczął badać sprawę znikającego domu.
Dotarł do relacji człowieka występującego pod nazwiskiem James Cobbold. Nazwisko to było pseudonimem użytym w publikacji, dlatego należy zachować ostrożność przy traktowaniu go jako pełnej identyfikacji świadka.
Opowieść Cobbolda ukazała się 20 grudnia 1975 roku w brytyjskim magazynie Amateur Gardening.
Cobbold twierdził, że do niezwykłych okoliczności doszło około 1911 lub 1912 roku, kiedy był jeszcze chłopcem. Jechał wozem zaprzężonym w kucyka razem z miejscowym rzeźnikiem George'em Waylettem. Trasa prowadziła w kierunku Bradfield St George. W pewnym momencie wydarzyło się coś, co w jego opisie wyraźnie odróżnia tę obserwację od zwykłego pomylenia budynków.
Cobbold wspominał nagły odgłos przypominający gwałtowne poruszenie powietrza oraz wyraźne ochłodzenie, mimo że miał być czerwiec. Koń zareagował gwałtownie. Spłoszył się i stanął dęba, a Waylett wypadł z wozu. Cobbold utrzymał się na pojeździe i próbował opanować zwierzę.
Właśnie wtedy zobaczył budynek.
Według jego relacji był to duży, symetryczny, trzypiętrowy dom z czerwonej cegły, wyraźnie przypominający architekturę georgiańską. Przed nim znajdował się starannie utrzymany ogród.
Cobbold zapamiętał nawet układ rabat. Miał widzieć sześć kwietników, w których rosły m.in. pelargonie, bratki i róże.
Następnie wokół domu miała pojawić się jakby mgła. Budynek stopniowo znikał z pola widzenia, aż przestał być widoczny.
W przeciwieństwie do Ruth Wynne Cobbold, twierdził więc nie tylko, że zobaczył budynek, którego później nie można było znaleźć. Utrzymywał, że obserwował sam moment jego zniknięcia.
Robert Palfrey i jeszcze starsza historia z 1860 roku
Cobbold twierdził również, że jego doświadczenie nie było pierwszym tego rodzaju przypadkiem w rodzinie.
Jego pradziadek – w późniejszych opracowaniach występujący jako Robert Palfrey – miał zobaczyć podobny budynek około 1860 roku.
Według przekazu Palfrey przebywał wieczorem w okolicach Rougham, gdy poczuł nagłe ochłodzenie. Następnie zobaczył duży dom z czerwonej cegły, ogród oraz ozdobne żelazne bramy.
Budynek miał po pewnym czasie zniknąć.
Historia ta jest jednak znacznie słabiej udokumentowana niż relacja Ruth Wynne. Nie dysponujemy zapisem sporządzonym przez Palfreya bezpośrednio po zdarzeniu. Informacja o obserwacji z 1860 roku pochodzi z późniejszego rodzinnego przekazu i opracowań.
To rozróżnienie jest bardzo ważne.
Jeżeli podobieństwo opisów Palfreya i Cobbolda wydaje się niezwykłe, trzeba pamiętać, że obaj należeli do tej samej rodziny. Nie można więc traktować ich zeznań jak dwóch całkowicie niezależnych relacji.
George Waylett miał widzieć dom więcej niż raz
Jeszcze bardziej interesujący jest w tej historii George Waylett.
Według Cobbolda po uspokojeniu konia i powrocie do rzeźnika Waylett miał dać do zrozumienia, że nie był to pierwszy raz, kiedy zetknął się z tym zjawiskiem.
Cobbold utrzymywał, że Waylett widział tajemniczy dom wcześniej – prawdopodobnie dwukrotnie – ale niechętnie o tym mówił, ponieważ mieszkańcy wyśmiewali jego opowieści.
Jeśli przekaz Cobbolda jest zgodny z prawdą, liczba obserwacji rośnie więc jeszcze bardziej. Problem polega na tym, że nie znamy niezależnej pisemnej relacji samego Wayletta.
W praktyce informacje o jego wcześniejszych spotkaniach znamy z relacji osoby trzeciej.
Leonard Aves próbuje rozwiązać zagadkę
W latach 70. sprawą zainteresował się Leonard Aves, mieszkaniec Rougham i lokalny historyk.
To ważna postać w całej historii, ponieważ Aves nie rozpoczął badań jako człowiek przekonany o paranormalnym charakterze zjawiska. Próbował przede wszystkim ustalić, czy świadkowie mogli po prostu zobaczyć istniejący w okolicy budynek.
Problem wydawał się przecież możliwy do rozwiązania.
Jeżeli Ruth Wynne zobaczyła duży georgiański dom, należało sprawdzić stare mapy, lokalne majątki oraz historię zabudowy. Być może z określonego miejsca widoczna była odległa posiadłość. Być może świadkowie pomylili drogę. Być może w grę wchodziło niezwykłe załamanie światła.
Aves przez lata zajmował się historią miejscowości i opublikował opracowania dotyczące Rougham. Miał więc znacznie lepszą orientację w lokalnej topografii niż większość późniejszych autorów opisujących tę historię.
Według zachowanej relacji nie udało mu się znaleźć budynku, który przekonująco odpowiadałby opisowi Ruth Wynne.
W wywiadzie dla lokalnego Bury Free Press w 1978 roku Aves odniósł się również do możliwości wystąpienia mirażu. Nie wykluczał zjawisk optycznych jako takich, ale zwracał uwagę na podstawowy problem: aby wytłumaczyć obserwację klasycznym mirażem, należałoby wskazać rzeczywisty budynek, którego obraz został przeniesiony optycznie w inne miejsce. Takiego odpowiednika nie potrafił znaleźć.
Jean Batram – podobna obserwacja po ponad stu latach
Historia nie zakończyła się na relacjach z początku XX wieku.
W 2007 roku na łamach Bury Free Press opisano doświadczenie Jean Batram, mieszkanki pobliskiego Great Barton.
Batram wspominała niedzielną przejażdżkę samochodem z mężem. Jadąc przez Rougham wzdłuż Kingshall Street, spojrzała przez świeżo zaorane pole i zauważyła duży, wolnostojący dom.
Budynek zrobił na niej na tyle duże wrażenie, że powiedziała mężowi, iż przyjrzy mu się dokładniej podczas drogi powrotnej.
Kiedy później wracali tą samą trasą, domu nie było.
Batram zaczęła nawet zastanawiać się, czy rzeczywiście jadą tą samą drogą. Jej mąż potwierdził, że tak.
Według później opublikowanej relacji kobieta zapamiętała duży georgiański budynek z rzędem wysokich okien i drzewami znajdującymi się za nim. Twierdziła również, że przed zdarzeniem nie znała historii „znikającego domu” w Rougham.
Właśnie ten element sprawia, że przypadek Batram jest ciekawy: zdarzenie miało nastąpić około osiemdziesięciu lat po obserwacji Ruth Wynne.
Przybliżony rejon części relacji o znikającym domu – okolice Kingshall Street, Gypsy Lane i Colville’s Grove w Rougham. Marker ma charakter orientacyjny i nie wskazuje dokładnego miejsca wszystkich obserwacji.
Czy wszyscy rzeczywiście widzieli ten sam dom?
Na tym etapie łatwo powiedzieć: „przez 150 lat ludzie widzieli dokładnie ten sam budynek”. Byłoby to jednak zbyt dużym uproszczeniem.
Opisy rzeczywiście mają wspólne elementy:
| Świadek | Okres | Opis | Najważniejszy element |
|---|---|---|---|
| Robert Palfrey | ok. 1860 | duży ceglany dom, ogród, brama | budynek miał zniknąć |
| James Cobbold | ok. 1911–1912 | trzypiętrowy dom z czerwonej cegły, sześć rabat | nagły chłód, spłoszony koń, zniknięcie domu |
| George Waylett | przed 1912 | brak własnej zachowanej relacji | według Cobbolda miał widzieć dom wcześniej |
| Ruth Wynne i uczennica | 1926 | duży dom, mur, żelazne bramy, drzewa | przy następnym spacerze nie było nawet muru i bramy |
| Jean Batram | pocz. XXI w. | duży georgiański dom, wysokie okna | kilka godzin później budynku już nie widziała |
Istnieje jednak zasadniczy problem: lokalizacje poszczególnych obserwacji nie są całkowicie zgodne.
Ruth Wynne sytuowała swoje doświadczenie w pobliżu drogi prowadzącej do Bradfield St George. Cobbold wiele lat później wskazywał okolice Gypsy Lane i Colville's Grove.
Nie można więc powiedzieć z pełnym przekonaniem, że wszyscy patrzyli dokładnie na ten sam punkt.
Możliwe są co najmniej dwa scenariusze: albo świadkowie opisywali różne zjawiska, które z czasem połączono w jedną legendę, albo – jeśli potraktować relacje dosłownie – pojawiający się budynek nie był związany z jednym konkretnym miejscem.
Ta druga możliwość jest oczywiście hipotezą paranormalną i nie ma dla niej naukowego potwierdzenia.
A może chodziło o prawdziwy Rougham Hall?
Nazwa miejscowości może prowadzić do bardzo prostego podejrzenia: przecież w Rougham rzeczywiście istniała duża rezydencja.
Rougham Hall ma dobrze udokumentowaną historię.
W 1821 roku Jane Judith Bennet i jej mąż Philip Bennet zlecili architektowi Thomasowi Hopperowi budowę nowej siedziby. Powstał duży pałac w stylu Tudor Gothic. Budowla została poważnie uszkodzona podczas niemieckiego nalotu 23 września 1940 roku, a jej ruiny istnieją do dziś.
Problem polega na tym, że dom opisywany przez świadków nie bardzo do niego pasuje.
Rougham Hall był budynkiem neogotyckim, podczas gdy Wynne i Cobbold opisywali dom kojarzący się z architekturą georgiańską. Do tego istniejąca rezydencja znajdowała się w innym miejscu.
W okolicy istniały jednak również wcześniejsze siedziby.
Historia Rougham Estate jest skomplikowana. Majątek przez pewien czas był podzielony pomiędzy Rougham Place i Rougham Old Hall. Później ponownie go połączono, a wcześniejszy Old Hall został prawdopodobnie rozebrany pod koniec XIX wieku.
To otwiera interesującą możliwość: czy świadkowie mogli widzieć jakiś stary budynek, którego lokalizacja została później źle zapamiętana?
Jak dotąd nie wskazano jednak konkretnej dawnej rezydencji, która jednocześnie zgadzałaby się pod względem wyglądu, lokalizacji i opisów świadków.
Miraż, błąd pamięci czy „przesunięcie w czasie”?
Rougham jest często przedstawiane jako przykład tzw. time slip – hipotetycznego chwilowego „przesunięcia w czasie”, podczas którego człowiek miałby zobaczyć fragment rzeczywistości należący do innej epoki.
Podobny motyw pojawia się w wielu opowieściach o rzekomych przesunięciach w czasie i przejściach do innych rzeczywistości. Znane są również historie osób, które rzekomo same miały znaleźć się poza swoim czasem – jak legenda o Rudolphie Fentzu. W jego przypadku udało się jednak wykazać literackie źródło całej opowieści.
W Rougham sytuacja jest inna. Nie mamy jednej sensacyjnej historii o człowieku „wyrzuconym z czasu”, lecz kilka relacji gromadzonych w różnych okresach.
Nie oznacza to jednak, że potrzebujemy zjawiska paranormalnego, aby próbować je wyjaśnić.
Miraż
Miraże są rzeczywistymi zjawiskami atmosferycznymi. Powstają, gdy światło przechodzi przez warstwy powietrza o różnej temperaturze i gęstości, przez co obraz odległego obiektu może zostać przemieszczony, zniekształcony albo zwielokrotniony.
Teoretycznie mogłoby to tłumaczyć pojawienie się budynku w nietypowym miejscu.
Problem pozostaje ten sam, który zauważał Leonard Aves: trzeba znaleźć rzeczywisty budynek będący źródłem obrazu.
Pomyłka topograficzna
Ruth Wynne dopiero poznawała okolicę. Można więc założyć, że podczas pierwszego spaceru poszła inną drogą, niż później sądziła.
Ta hipoteza jest prosta i nie wymaga żadnych niezwykłych zjawisk.
Nie wyjaśnia jednak wszystkiego. Wynne widziała znajdujący się niedaleko kościół w Bradfield St George i opisywała drogę w odniesieniu do konkretnych punktów terenowych. Mieszkała też później w okolicy przez kilka lat i miała próbować odnaleźć budynek.
Rekonstrukcja pamięci
Im więcej czasu mija od wydarzenia, tym większe znaczenie ma sposób działania ludzkiej pamięci.
Nie przechowujemy wspomnień jak nagrań wideo. Za każdym razem częściowo je rekonstruujemy. Informacje usłyszane później mogą więc wpływać na pierwotny obraz zdarzenia.
To szczególnie istotne w przypadku rodzinnej historii Palfreya i Cobbolda. Cobbold znał zapewne wcześniejszą opowieść i podobieństwo jego relacji do relacji pradziadka nie jest dowodem dwóch całkowicie niezależnych obserwacji.
Legenda, która zaczęła przyciągać kolejne historie
Możliwy jest również proces folklorystyczny. Gdy w okolicy utrwali się opowieść o „znikającym domu”, późniejsze niejasne obserwacje mogą zostać do niej dopasowane.
To problem szczególnie przy relacjach powstałych już po nagłośnieniu przypadku.
Dlatego najcenniejsze są te zeznania, w których świadek deklarował, że wcześniej nie znał legendy.
Time slip – chwilowe „nałożenie” przeszłości?
Najbardziej niezwykła interpretacja zakłada, że świadkowie przez chwilę obserwowali obraz miejsca pochodzący z innego okresu.
W takim ujęciu nie chodziłoby o fizyczne przeniesienie człowieka w czasie, lecz o chwilowe „nałożenie” dwóch obrazów przestrzeni.
Nie istnieje jednak znany mechanizm fizyczny pozwalający budynkowi z przeszłości stać się na kilka minut optycznie widocznym we współczesnym krajobrazie. Ogólna teoria względności dopuszcza zjawiska związane z różnym tempem upływu czasu, ale nie przewiduje spontanicznego wyświetlania obrazów przeszłości w określonych miejscach.
Dlatego określenie „anomalia czasoprzestrzenna” w przypadku Rougham należy traktować jako interpretację relacji świadków, a nie jako rozpoznane zjawisko fizyczne.
Opisywaliśmy już przypadek, w którym świadkowie również mieli odnieść wrażenie, że na kilka chwil zmieniły się normalne właściwości otoczenia – relacja o przezroczystej kuli i „zatrzymanym czasie” w Karkonoszach. W Rougham nie ma jednak UFO ani niezwykłego obiektu na niebie. Cała zagadka sprowadza się do czegoś znacznie bardziej przyziemnego: domu stojącego tam, gdzie domu nie powinno być.
Co jeszcze dziwniejsze – to znowu Suffolk
Historia znikającego domu w Rougham staje się jeszcze ciekawsza, gdy spojrzymy na nią w szerszym kontekście geograficznym. Rougham leży w angielskim hrabstwie Suffolk – tym samym, z którym związane są także inne niezwykłe i dobrze znane historie.
Zaledwie kilka kilometrów od Rougham znajduje się Woolpit, miejscowość znana ze średniowiecznej opowieści o dwojgu dzieciach o zielonkawej skórze, które miały pojawić się niespodziewanie w pobliżu wsi. Ich historię opisali średniowieczni kronikarze William z Newburgh i Ralph z Coggeshall. Więcej o tym przypadku piszemy w artykule „Zielone dzieci z Woolpit – czy przyszły z innego wymiaru?”.
W tym samym hrabstwie znajduje się również Rendlesham Forest, gdzie pod koniec grudnia 1980 roku amerykańscy żołnierze stacjonujący w bazach RAF Woodbridge i RAF Bentwaters zgłosili serię niezwykłych obserwacji. Zachowały się nazwiska świadków, wojskowa notatka podpułkownika Charlesa Halta oraz nagranie wykonane podczas jednej z nocnych wypraw do lasu. Szczegółowo opisujemy tę sprawę w materiale „Nie potrafimy powiedzieć, co było – relacje żołnierzy z Rendlesham Forest”.
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że historie z Rougham, Woolpit i Rendlesham są ze sobą bezpośrednio powiązane. Dzielą je różne epoki, różne okoliczności i zupełnie inny charakter relacji. Trudno jednak nie zauważyć, że w jednym hrabstwie nagromadziło się kilka wyjątkowo osobliwych opowieści, których wspólnym motywem jest nagłe pojawienie się czegoś, czego według zwykłego obrazu rzeczywistości nie powinno w danym miejscu być.
W Woolpit były to tajemnicze dzieci o nieznanym pochodzeniu, w Rendlesham – obiekt obserwowany przez personel wojskowy, a w Rougham – duży dom, który według różnych świadków pojawiał się tam, gdzie później nie można go było odnaleźć.
Co w tej historii można uznać za względnie dobrze udokumentowane?
Po odsunięciu na bok interpretacji paranormalnych pozostaje kilka interesujących faktów.
Relacja Ruth Wynne została spisana w latach 30. XX wieku, czyli stosunkowo niedługo po obserwacji z 1926 roku. Kobieta nie była anonimowym użytkownikiem Internetu, a jej opis trafił do Ernesta Bennetta i został zachowany w literaturze dotyczącej niezwykłych obserwacji.
W latach 70. lokalny historyk Leonard Aves próbował odnaleźć zwykłe wyjaśnienie i zebrał kolejne informacje. Dotarł m.in. do Jamesa Cobbolda i udał się z nim na miejsce domniemanej obserwacji.
Istnieją również znacznie późniejsze relacje mieszkańców okolicy, w tym Jean Batram, której historię opisywała lokalna prasa.
Jednocześnie nie istnieje fotografia pojawiającego się domu, zapis filmowy ani pomiar, który pozwalałby stwierdzić, że w Rougham rzeczywiście występuje nieznane zjawisko fizyczne.
Nie można też udowodnić, że wszystkie relacje dotyczą tego samego budynku.
I właśnie dlatego przypadek Rougham pozostaje ciekawy.
Nie dlatego, że dowodzi istnienia szczeliny w czasoprzestrzeni. Nie dowodzi.
Interesujące jest coś innego: w tej samej niewielkiej części Suffolk przez wiele dziesięcioleci różni ludzie twierdzili, że widzieli duży dom, którego później nie byli w stanie odnaleźć.
Być może odpowiedzią jest nietypowa optyka atmosferyczna. Być może mylenie podobnych dróg i budynków. Być może pamięć, sugestia i legenda, która przez pokolenia zaczęła żyć własnym życiem.
A być może w tej historii brakuje jeszcze jednego elementu – rzeczywistego, dawno nieistniejącego budynku, którego lokalizacja pozwoliłaby wreszcie połączyć wszystkie części układanki.
Dopóki go nie znajdziemy, „znikający dom z Rougham” pozostaje jednym z bardziej osobliwych przypadków dotyczących domniemanych zaburzeń czasu i przestrzeni – przede wszystkim dlatego, że historia nie kończy się na jednym świadku.
Bibliografia i źródła
- Ernest N. Bennett, Apparitions and Haunted Houses: A Survey of Evidence, Faber & Faber, Londyn, 1939; późniejsze wznowienia.
- Andrew MacKenzie, Adventures in Time: Encounters with the Past, Athlone Press, Londyn, 1997.
- Leonard Aves – materiały dotyczące historii Rougham oraz informacje zebrane w trakcie badań nad przypadkiem w latach 70.
- Amateur Gardening, 20 grudnia 1975 – relacja świadka występującego jako James Cobbold.
- Bury Free Press, 1978 – wypowiedź Leonarda Avesa dotycząca jego poszukiwań możliwego źródła obserwacji.
- Bury Free Press – późniejsze materiały dotyczące relacji Jean Batram i historii Rougham Mirage.
- Betty Puttick, Ghosts of Suffolk – opracowanie lokalnych relacji dotyczących Rougham.
- Rougham Estate, materiały historyczne dotyczące Rougham Hall, Rougham Place i wcześniejszej zabudowy majątku.
- Simon Knott i materiały regionalne dotyczące historii Rougham i Bradfield St George.









