Przez 18 lat prowadził dziennik z równoległego świata. Kim był naprawdę?
Nie twierdził, że odkrył inną rzeczywistość ani że posiada odpowiedzi na pytania o naturę istnienia. Wręcz przeciwnie – przez lata podkreślał, że nie wie, czym są doświadczenia, których regularnie doznawał. Mimo to konsekwentnie je zapisywał, porządkował i analizował. Jego relacje wzbudzały zainteresowanie psychologów, badaczy snu i neurologów, ale także sceptycyzm środowisk naukowych. Kim był człowiek, który przez 18 lat prowadził dziennik z „równoległego świata”?
Człowiek spoza świata ezoteryki
Robert A. Monroe urodził się w 1915 roku. Przez większość dorosłego życia zajmował się produkcją radiową i telewizyjną. Prowadził firmę medialną, współpracował z dużymi nadawcami i – co istotne – nie był związany z żadnym ruchem duchowym ani alternatywnym. Nie interesował się okultyzmem ani mistyką, a jego wcześniejsze życie zawodowe nie miało związku z tematami duchowymi
Wszystko zmieniło się pod koniec lat 50., gdy – jak sam opisywał – zaczął doświadczać stanów, które trudno było przypisać znanym kategoriom snu czy halucynacji. Zachowywał pełną świadomość, logiczne myślenie i zdolność obserwacji, a jednocześnie miał poczucie „oderwania” od fizycznego ciała.
„Równoległy świat” jako stan świadomości
Sformułowanie „równoległy świat” pojawiło się dopiero później – jako próba opisania czegoś, co wymykało się językowi. Monroe nie twierdził, że odwiedzał realną, fizyczną rzeczywistość istniejącą obok naszej. Opisywał raczej spójny, powtarzalny stan percepcji, w którym doświadczenia miały ciągłość, strukturę i własną „logikę czasu”.
Kluczowe było to, że doświadczenia te nie miały charakteru jednorazowych wizji. Powracały przez lata, układając się w rozpoznawalne etapy i tworząc spójną sekwencję przeżyć. Nie były chaotyczne ani fragmentaryczne, a każde z nich pozostawiało po sobie szczegółowe zapiski, które Monroe konsekwentnie porządkował i analizował.
To właśnie dziennik – nie same relacje – sprawił, że przypadek Monroe’a zaczął przyciągać uwagę badaczy.
Monroe opisywał swoje doświadczenia jako nagłe, lecz stabilne przejście w stan pełnej świadomości, w którym znikało poczucie ciężaru ciała, a uwaga kierowała się „na zewnątrz” znanego schematu percepcji. Nie towarzyszyły temu obrazy senne ani chaotyczne wizje. Wręcz przeciwnie – relacje podkreślają wyraźne poczucie klarowności, orientacji i kontroli nad własnym myśleniem. W zapiskach wielokrotnie zaznaczał, że czuł się bardziej „obecny” niż podczas zwykłego snu, a jego myśli zachowywały logiczną ciągłość.
Najczęściej powracające pytanie dotyczyło jednak nie samej natury tych doświadczeń, lecz tego, gdzie – według własnych zapisków – znajdował się Monroe i co faktycznie tam obserwował.
Gdzie „był” i co widział?
W zapiskach Roberta Monroe’a nie pojawiają się opisy fantastycznych światów ani alternatywnych wersji Ziemi. Relacjonowane przez niego przestrzenie były zaskakująco neutralne i pozbawione spektakularnych detali. Najczęściej miały charakter trudnych do uchwycenia środowisk percepcyjnych, które nie przypominały ani realnych miejsc, ani klasycznych wizji sennych.
Monroe pisał o przebywaniu w przestrzeniach pozbawionych wyraźnych granic i punktów odniesienia. Nie były to pomieszczenia ani krajobrazy, lecz raczej stany „zawieszenia”, w których istniało poczucie obecności, ale nie obowiązywały znane reguły czasu i przestrzeni. Światło, kierunek czy odległość nie miały tam takiego znaczenia jak w codziennym doświadczeniu.
Nie był w tych stanach całkowicie sam. W zapiskach pojawiają się wzmianki o innych obecnościach, których Monroe nie opisywał jako postaci czy istoty. Częściej mówił o wrażeniu kontaktu z autonomicznymi źródłami świadomości lub informacji, bez dialogów i przekazów o charakterze objawienia.
Zamiast obserwować wydarzenia, Monroe skupiał się na samym akcie percepcji. „Widzenie” miało charakter poznawczy, a nie wizualny. Opisy dotyczyły zmian stanu, relacji i uwagi, a nie konkretnych obrazów. W tym sensie głównym „miejscem” doświadczenia był sam proces postrzegania.
To, co uderza najbardziej, to brak dramatyzmu i symboliki znanej z relacji mistycznych. Dominują cisza, neutralność i obserwacja – jakby opisywany „równoległy świat” był raczej sposobem doświadczania niż odrębną rzeczywistością.

18 lat zapisków
Nie chodziło o pojedyncze zdarzenie ani intensywne przeżycie graniczne. Monroe przez blisko 18 lat dokumentował swoje doświadczenia w sposób metodyczny: zapisywał daty, warunki, różnice między poszczególnymi stanami oraz własne wątpliwości.
W tym sensie jego relacje przypominają inne, rzadkie przypadki z XX wieku, w których osoby funkcjonujące społecznie prowadziły długotrwałe dzienniki alternatywnych doświadczeń świadomości. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest historia Paula Amadeusa Dienacha – nauczyciela, który po epizodzie śpiączki twierdził, że „przeżył” inne życie i zapisywał wydarzenia rozgrywające się w odległej przyszłości.
Podobnie jak w przypadku Dienacha, także u Monroe’a uderzał brak spektakularnych wizji i proroczych deklaracji. Zamiast tego dominowały zapiski codzienności innego porządku świadomości – spokojne obserwacje, próby zrozumienia zasad funkcjonowania tego stanu oraz liczne wątpliwości co do jego natury. Obaj autorzy skupiali się bardziej na opisie procesu niż na budowaniu sensacyjnej narracji. W obu historiach kluczowe nie jest pytanie o prawdziwość opisywanych światów, lecz o zdolność ludzkiego umysłu do tworzenia ciągłych, spójnych narracji wewnętrznych, które trwają latami.
Szczególnie intrygujące było to, że opisywany przez Monroe’a stan nie resetował się przy każdym kolejnym doświadczeniu. W relacjach pojawia się poczucie ciągłości – jakby powrót następował do „miejsca”, które istniało niezależnie od przerw w codziennej świadomości. Zdarzenia miały następstwo, a wcześniejsze doświadczenia wpływały na kolejne. To właśnie ten element odróżniał jego zapiski od typowych snów czy wizji, które zwykle ulegają rozproszeniu i fragmentaryzacji.
W swoich notatkach Monroe często przyjmował rolę obserwatora, a nie uczestnika sensacyjnych wydarzeń. Opisywał środowiska pozbawione dramatyzmu, pełne neutralnych przestrzeni i stanów „przejściowych”, które trudno porównać do klasycznych wizji religijnych czy fantastycznych światów. Wiele zapisów dotyczyło samego aktu percepcji: zmiany sposobu postrzegania czasu, zaniku granicy „ja” oraz trudności w opisaniu doświadczenia językiem codziennym.
Największym problemem w relacjach Monroe’a nie była intensywność samych doświadczeń, lecz próba ich opisania. W swoich zapiskach wielokrotnie wracał do kwestii języka, który – jak przyznawał – nie przystaje do tego rodzaju przeżyć.
„Najtrudniejsze było opisanie tego językiem, który powstał dla zupełnie innego rodzaju doświadczeń”
– pisał Robert Monroe w książce Ultimate Journey. To właśnie ten brak adekwatnych pojęć sprawiał, że jego relacje bywały interpretowane skrajnie różnie.
Czy to była choroba psychiczna?
To pytanie pojawia się zawsze – i słusznie. W przypadku Monroe’a brak jednak dowodów na schizofrenię czy inne zaburzenia psychotyczne. Przez całe życie funkcjonował zawodowo, prowadził firmę, publikował logiczne, spójne teksty, zachowywał krytyczny dystans do własnych przeżyć.
Co istotne Robert Monroe, nigdy nie twierdził, że jego doświadczenia są obiektywną prawdą o świecie. Wielokrotnie podkreślał, że nie zna ich natury i poszukuje racjonalnych wyjaśnień.
„Nie byłem ani we śnie, ani na jawie. Byłem świadomy w sposób, którego wcześniej nie znałem”
– zapisywał Monroe w swoich dziennikach. To właśnie ta niejednoznaczność sprawiała, że przez lata unikał gotowych interpretacji.
Granica snu, ciała i świadomości
Część badaczy zwraca uwagę, że doświadczenia Monroe’a mogą mieć związek ze stanami granicznymi pomiędzy snem a jawą. Podobne mechanizmy obserwuje się m.in. w paraliżu sennym, gdy świadomość pozostaje aktywna, a ciało pogrążone jest w bezruchu
Monroe sam przez długi czas podejrzewał, że jego doświadczenia mogą mieć związek z nietypowymi formami snu świadomego lub stanami dysocjacyjnymi, choć podkreślał, że różniły się one od klasycznych snów żywą samoświadomością i poczuciem ciągłości „ja”.
Podróże poza ciało – opis, nie dowód
Z czasem Monroe zaczął używać określenia „doświadczenia poza ciałem”, znanego dziś szerzej jako OBE. Opisywał je jednak w sposób ostrożny, unikając jednoznacznych wniosków. Nie przedstawiał ich jako dowodu na istnienie innych światów, lecz jako zjawisko subiektywne, wymagające badań.
To podejście odróżnia go od popularnych narracji o tzw. podróżach astralnych, które często przyjmują formę gotowych odpowiedzi i duchowych deklaracji.
Kim był naprawdę?
Robert Monroe zmarł w 1995 roku. Pozostawił po sobie trzy książki, setki stron zapisków oraz instytut badawczy zajmujący się stanami świadomości, który działa do dziś. Nie zostawił odpowiedzi na pytanie, czym był „równoległy świat”, który opisywał. Zostawił coś innego: jeden z najlepiej udokumentowanych przypadków długotrwałego, doświadczenia alternatywnej świadomości u osoby zdrowej, funkcjonującej społecznie.
Najbardziej niepokojące w relacjach Monroe’a nie są opisy samych doświadczeń, lecz ich długotrwałość. Trudno je zbyć jako chwilową iluzję, skoro towarzyszyły mu przez niemal dwie dekady i nie zaburzyły jego codziennego funkcjonowania. Pozostaje pytanie, jak wiele podobnych doświadczeń przechodzi niezauważonych, bo nie zostają nigdy zapisane ani nazwane.
Być może dlatego historia Monroe’a wciąż powraca – nie dlatego, że oferuje odpowiedzi, lecz dlatego, że pokazuje granice tego, co potrafimy nazwać i zrozumieć.
Bibliografia
- Monroe, R. A., Journeys Out of the Body, Doubleday, 1971
- Monroe, R. A., Far Journeys, Doubleday, 1985
- Monroe, R. A., Ultimate Journey, Doubleday, 1994
- Blackmore, S., Dying to Live: Science and the Near-Death Experience, Prometheus Books, 1993
- Cardeña, E., Lynn, S. J., Krippner, S., Varieties of Anomalous Experience, American Psychological Association, 2014