Jan Wolski i UFO w Emilcinie – co wydarzyło się 10 maja 1978 roku?
10 maja 1978 roku 71-letni Jan Wolski wracał furmanką do rodzinnego Emilcina na Lubelszczyźnie. Kilkadziesiąt minut później miał opowiedzieć rodzinie historię tak niezwykłą, że z czasem stała się najsłynniejszym polskim przypadkiem domniemanego bliskiego spotkania z UFO. Wolski twierdził, że spotkał dwie niewysokie postacie, które wsiadły na jego wóz, a następnie zaprowadziły go do unoszącego się nad polaną obiektu. Miał wejść do jego wnętrza, zostać poddany krótkiemu badaniu, a potem po prostu wrócić do domu.
Najbardziej niezwykłe w tej historii nie jest jednak samo UFO. Jest nim człowiek, który znalazł się w jej centrum. Jan Wolski nie był badaczem zjawisk paranormalnych, pisarzem ani osobą publiczną. Nie pozostawił po sobie książek ani teorii o istotach pozaziemskich. Pozostała natomiast jego własna, zarejestrowana relacja oraz dziesiątki późniejszych opracowań próbujących odpowiedzieć na pytanie: co właściwie wydarzyło się w Emilcinie 10 maja 1978 roku?
Kim był Jan Wolski?
Jan Wolski miał w chwili zdarzenia 71 lat. Był rolnikiem mieszkającym w Emilcinie, niewielkiej miejscowości w pobliżu Opola Lubelskiego. Nie był człowiekiem znanym poza najbliższą okolicą. Utrzymywał się z gospodarstwa i wykonywał typowe prace wiejskie, a według późniejszych relacji mieszkańców cieszył się opinią człowieka spokojnego i prawdomównego. Zbigniew Blania-Bolnar, który później prowadził szczegółowe badania sprawy, przywiązywał dużą wagę właśnie do charakterystyki świadka.
Nie można oczywiście uznać opinii sąsiadów za dowód prawdziwości niezwykłego zdarzenia. Jest jednak istotne, że Wolski nie był wcześniej postacią związaną ze środowiskiem ufologicznym ani człowiekiem, który budował wokół siebie publiczny wizerunek „kontaktowca”.
Właśnie ta zwyczajność uczyniła jego historię tak interesującą. Podobnie jak w przypadku innych niezwykłych relacji, które opisywaliśmy, znaczenie ma nie tylko sama opowieść, lecz także pytanie, kto ją opowiada i kiedy zaczęła funkcjonować publicznie. Dobrym przykładem jest historia Paula Amadeusa Dienacha, w której również trzeba oddzielić pierwotną relację od interpretacji powstałych wiele lat później.
Poranek 10 maja 1978 roku
Według rekonstrukcji opartej na późniejszych zeznaniach Wolski wstał tego dnia bardzo wcześnie, jeszcze przed godziną piątą. Pojechał furmanką do pobliskiej miejscowości, ponieważ jego klacz miała zostać doprowadzona do ogiera. W drogę powrotną wyruszył około godziny 6:30. Wybrał mniej uczęszczaną trasę prowadzącą przez las.
Był to zwyczajny majowy poranek. Nic nie wskazywało na to, że za kilkadziesiąt minut Wolski będzie opowiadał o zdarzeniu, które stanie się jednym z najczęściej analizowanych epizodów w historii polskiej ufologii.
Warto podkreślić, że sam Wolski w nagranym dwa miesiące później wywiadzie umieszczał wydarzenie przed godziną ósmą rano. W rozmowie przeprowadzonej 6 lipca 1978 roku mówił, że po powrocie do domu jego żona sprawdziła godzinę i miało być około 7:50.
Dwie dziwne postacie na drodze
Jadąc polną drogą, Wolski miał zauważyć przed sobą dwie niewysokie postacie. Początkowo nie potraktował ich jako czegoś nadnaturalnego. Z jego późniejszych wypowiedzi wynika, że uznał je raczej za ludzi o niezwykłym wyglądzie — być może cudzoziemców.
To bardzo ważny szczegół, ponieważ późniejsza kultura popularna często zaczyna historię od zdania w rodzaju „Wolski zobaczył kosmitów”. Tymczasem sam świadek nie miał początkowo wiedzieć, z kim ma do czynienia.
Postacie miały iść drogą przed furmanką. Kiedy wóz przejechał przez podmokły fragment trasy, istoty rozstąpiły się, po czym — jak relacjonował Wolski — bardzo sprawnie wskoczyły na furmankę z dwóch stron. Usiadły za nim.
Jak Jan Wolski opisywał istoty?
Wolski nie opisywał klasycznych „szaraków” znanych z późniejszej popkultury. Według jego relacji postacie miały około 140–150 cm wzrostu, były drobnej budowy i miały ciemne, przylegające stroje. Twarze miały być odsłonięte, szerokie, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Świadek porównywał ich rysy do ludzi pochodzących z Azji. W późniejszych opracowaniach pojawia się również określenie zielonkawego odcienia skóry.
Najbardziej zwróciła jego uwagę mowa. Istoty miały komunikować się między sobą bardzo szybko, wysokimi, krótkimi dźwiękami. Wolski określał ten język jako niezrozumiały i niezwykle szybki.
Nie twierdził natomiast, że rozmawiał z nimi telepatycznie, że przekazano mu przepowiednię albo że otrzymał jakąkolwiek „misję”. Większość komunikacji pomiędzy nim a postaciami miała odbywać się za pomocą gestów.
Nie uciekł. Podwiózł je furmanką
Ten fragment historii jest jednym z najbardziej nietypowych.
Wolski nie próbował uciekać. Nie miał też natychmiast odczuwać paniki. Po prostu kontynuował jazdę furmanką z dwiema dziwnymi postaciami siedzącymi z tyłu.
Później tłumaczył swoje zachowanie tym, że nie należał do ludzi szczególnie strachliwych. W relacjach przypisywano mu stwierdzenie, że skoro przeżył wojnę i nie bał się Niemców, nie przestraszył się również niezwykłych pasażerów.
Po około 120 metrach furmanka wyjechała na polanę.
I dopiero wtedy sytuacja — według Wolskiego — przestała wyglądać jak przypadkowe spotkanie z cudzoziemcami.
Obiekt unoszący się nad polaną
W odległości około 30 metrów od drogi Wolski miał zobaczyć obiekt unoszący się kilka metrów nad ziemią.
Nie opisywał go jako klasycznego „latającego spodka”. Porównywał go raczej do niewielkiego autobusu, baraku lub prostokątnej konstrukcji z zaokrąglonym sklepieniem. Według późniejszych rekonstrukcji obiekt był jasny, pozbawiony widocznych okien oraz typowych elementów konstrukcyjnych, takich jak nity czy spawy.
Na jego zewnętrznych częściach Wolski miał zauważyć obracające się urządzenia przypominające beczki lub cylindry, z których wystawały elementy przypominające pręty. Towarzyszył im jednostajny, niezbyt głośny szum lub buczenie.
To ciekawy element całej relacji, ponieważ opis maszyny nie przypomina popularnego w tamtej epoce stereotypu srebrnego dysku.
Jan Wolski wchodzi do środka
Kiedy wóz zatrzymał się na polanie, dwie istoty miały z niego zeskoczyć. Jedna z nich gestem wskazała Wolskiemu, aby podszedł do niewielkiej platformy zawieszonej pod obiektem.
Platforma znajdowała się około pół metra nad ziemią i była podwieszona na czterech cienkich linkach. Wolski porównywał je do sznurków używanych przy dawnych żelazkach elektrycznych.
Wszedł na platformę wraz z jedną z postaci.
Następnie platforma miała unieść ich do prostokątnego otworu znajdującego się w ścianie obiektu. Według relacji Wolskiego podnosiła się szybko, ale stabilnie i nie kołysała się.
Właz był na tyle niski, że mężczyzna musiał się schylić.
Po wejściu do środka miał zobaczyć kolejne dwie istoty.
Dziwne „badanie” wewnątrz obiektu
W tym miejscu opowieść Jana Wolskiego zaczyna przypominać relacje określane później jako doświadczenia uprowadzenia przez UFO. Trzeba jednak zachować precyzję: Wolski nie używał takiego języka i nie opisywał siebie jako „uprowadzonego przez kosmitów” w znaczeniu znanym z późniejszej popkultury.
Według jego relacji jedna z postaci poleciła mu gestami się rozebrać.
Wolski zdjął odzież. Niektóre późniejsze źródła podkreślają, że nie stawiał oporu, ponieważ sytuacja przypominała mu wojskowe badania lekarskie.
Jedna z istot miała stanąć naprzeciwko niego, trzymając dwa niewielkie przedmioty przypominające talerzyki lub spodeczki. Postać przykładała je kolejno do różnych części ciała Wolskiego, obracając go co pewien czas o około 90 stopni.
Świadek nie opisywał bólu, pobierania krwi ani zabiegów chirurgicznych.
Nie wspominał również o późniejszych bliznach czy przedmiotach umieszczonych w ciele.
To także odróżnia Emilcin od wielu późniejszych historii o rzekomych uprowadzeniach przez UFO, w których pojawiają się znacznie bardziej dramatyczne motywy.
Jeżeli interesują Cię podobne relacje i sposób, w jaki interpretuje się rzekome badania ludzi przez nieznane istoty, warto zobaczyć również artykuł „Po co obcy mieliby badać ludzi?”.
Kruki, pasek i niezwykłe szczegóły relacji
Właśnie drobne elementy opowieści Wolskiego są jednym z powodów, dla których przypadek do dziś budzi zainteresowanie.
Wewnątrz obiektu miał zobaczyć kilka ciemnych ptaków przypominających kruki. Leżały lub siedziały nieruchomo przy ścianie, ale według niego żyły — poruszały dziobami i częściami ciała, nie potrafiąc jednak odlecieć. W różnych opracowaniach liczba ptaków wynosi około 8–10.
Wolski wspominał również o charakterystycznym zapachu we wnętrzu, który kojarzył mu się z siarką.
Jeszcze bardziej osobliwy jest epizod związany z jego paskiem.
Kiedy po zakończeniu badania zaczął się ubierać, istoty miały zainteresować się skórzanym paskiem i metalową klamrą. Według relacji oglądały go, próbowały wkładać pasek do klamry i sprawiały wrażenie, jakby sposób działania tego przedmiotu był dla nich interesujący lub nieznany.
Pojawia się również historia o substancji przypominającej przezroczysty sopel albo kawałek lodu, którą gospodarze mieli zaproponować Wolskiemu do zjedzenia. Mężczyzna odmówił.
Tych szczegółów nie należy automatycznie traktować jako dowodu autentyczności. Mogą jednak mieć znaczenie przy analizie sposobu, w jaki Wolski konstruował swoją opowieść: zamiast spektakularnych technologii i kosmicznych objawień pojawiają się elementy bardzo konkretne, codzienne i momentami wręcz absurdalnie przyziemne.
„Do widzenia” – najbardziej ludzki fragment historii
Po zakończeniu badania Wolski miał ponownie ubrać się i podejść do wyjścia.
I wtedy wydarzył się jeden z najbardziej charakterystycznych epizodów całej historii.
Rolnik zdjął czapkę, ukłonił się i powiedział:
„Do widzenia”.
Według jego relacji wszystkie znajdujące się wewnątrz postacie odpowiedziały lekkim ukłonem.
Następnie Wolski zjechał na platformie na ziemię, wrócił do furmanki i ruszył w stronę domu.
Ten fragment jest niezwykły przede wszystkim ze względu na jego zwyczajność. W opowieści o spotkaniu z nieznanym obiektem człowiek zachowuje się tak, jak zachowałby się wobec gospodarzy odwiedzanego domu.
Powrót do domu i reakcja rodziny
Po powrocie do gospodarstwa Wolski miał natychmiast powiedzieć rodzinie o tym, co się wydarzyło.
To ważny element chronologii.
Historia nie pojawiła się kilka miesięcy czy kilka lat później. Według dostępnych relacji Wolski zaczął opowiadać o wydarzeniu bezpośrednio po powrocie.
Na miejsce mieli udać się między innymi jego syn Józef oraz sąsiad Bolesław Miotła. Sam Wolski również wrócił w okolice polany. Obiektu już tam nie było.
Co znaleziono na polanie?
W późniejszych opracowaniach szczególne znaczenie przypisuje się śladom zauważonym na miejscu zdarzenia.
Miano widzieć między innymi:
- zdeptaną wysoką trawę;
- ślady przejścia w wilgotnym gruncie;
- nietypowe odciski, które nie przypominały klasycznych śladów ludzkich butów;
- miejsca wydeptane wokół polany;
- roślinność naruszoną w pobliżu miejsca wskazanego przez Wolskiego.
Trzeba jednak bardzo wyraźnie zaznaczyć, że nie dysponujemy dziś zabezpieczonym materiałem fizycznym, który pozwalałby niezależnie przebadać te ślady nowoczesnymi metodami. Większość wiedzy o nich pochodzi z dokumentacji wykonanej po zdarzeniu oraz zeznań świadków i badaczy.
To zasadnicza różnica pomiędzy stwierdzeniem „na miejscu odnotowano ślady” a dużo mocniejszym twierdzeniem „ślady dowodzą obecności pojazdu pozaziemskiego”.
Czy byli inni świadkowie?
Jan Wolski był głównym i jedynym świadkiem całej sekwencji: spotkania postaci na drodze, podróży furmanką, wejścia do obiektu oraz badania.
Pojawiały się jednak relacje innych mieszkańców dotyczące niezwykłego hałasu lub obiektu widzianego w tym samym okresie.
Najczęściej przywoływany jest kilkuletni Adam Popiołek, który miał zobaczyć obiekt przypominający autobus i postać znajdującą się w jego wnętrzu. Jego matka Marianna wspominała natomiast o silnym huku.
Relacja dziecka wymaga oczywiście szczególnej ostrożności. Nie jest równoznaczna z niezależnym potwierdzeniem całego doświadczenia Wolskiego. Może jednak być ważna przy rekonstrukcji tego, co mieszkańcy Emilcina obserwowali tamtego ranka.
Nagranie głosu Jana Wolskiego
Jedną z największych zalet przypadku emilcińskiego jest fakt, że zachowało się nagranie samego świadka.
6 lipca 1978 roku, czyli niespełna dwa miesiące po wydarzeniu, z Janem Wolskim rozmawiali Henryk Pomorski i Krystyna Adamczyk. Rozmowa została zarejestrowana na taśmie magnetofonowej.
Dzięki temu nie jesteśmy skazani wyłącznie na późniejsze streszczenia historii.
Możemy usłyszeć sposób, w jaki Wolski sam opowiadał o wydarzeniu: jego słownictwo, wahania, porównania oraz próby opisania przedmiotów, dla których nie znajdował odpowiednich nazw.
Nie oznacza to oczywiście, że nagranie potwierdza prawdziwość opisanych zjawisk. Jest natomiast niezwykle cennym źródłem historycznym, ponieważ pozwala oddzielić przynajmniej część pierwotnej narracji świadka od późniejszej legendy.
Jak rozpoczęło się badanie sprawy?
Informacje o wydarzeniu zaczęły krążyć poza Emilcinem jeszcze w maju 1978 roku.
Jedną z kluczowych osób w późniejszym badaniu przypadku był socjolog i badacz UFO Zbigniew Blania-Bolnar. Zainteresował się sprawą po otrzymaniu informacji o domniemanym zdarzeniu na Lubelszczyźnie. W kolejnych latach zgromadził rozbudowaną dokumentację i poświęcił Emilcinowi dużą część swojej pracy badawczej.
Kulminacją tych badań była książka Zdarzenie w Emilcinie, wydana w 1996 roku. Licząca ponad 350 stron publikacja zawiera relacje świadków, fotografie, mapy i analizę materiału zgromadzonego wokół sprawy.
Blania-Bolnar należał do badaczy skłaniających się ku przekonaniu, że relacja Wolskiego opisuje rzeczywiste, niezwykłe wydarzenie.
Późniejsi autorzy podchodzili jednak do jego wniosków bardziej krytycznie.
Co wiemy, a co znamy tylko z relacji Wolskiego?
| Element historii | Co można powiedzieć z dużą pewnością? | Źródło informacji |
|---|---|---|
| Jan Wolski był mieszkańcem Emilcina i miał 71 lat | Tak | Dokumentacja przypadku, wywiad z 1978 r. |
| 10 maja 1978 r. opowiedział rodzinie o niezwykłym spotkaniu | Tak – sam fakt powstania relacji jest dobrze udokumentowany | Relacje rodziny i późniejsze badania |
| Spotkał dwie niewielkie postacie | Znamy to z relacji Wolskiego | Jan Wolski |
| Postacie jechały z nim furmanką | Brak niezależnego świadka tej części | Jan Wolski |
| Nad polaną unosił się niezwykły obiekt | Głównym świadkiem pozostaje Wolski; pojawiają się dodatkowe relacje o obiekcie lub hałasie | Wolski i późniejsze relacje mieszkańców |
| Wolski wszedł do wnętrza obiektu | Znamy to wyłącznie z jego relacji | Jan Wolski |
| Został poddany badaniu | Znamy to wyłącznie z jego relacji | Jan Wolski |
| Na miejscu widziano naruszoną roślinność i ślady | Takie obserwacje odnotowano, ale materiał nie został zabezpieczony w sposób pozwalający dziś na niezależną weryfikację | Świadkowie i późniejsi badacze |
| Kontakt z istotami pozaziemskimi | Nie da się tego potwierdzić | Interpretacja przypadku |
Takie rozdzielenie poziomów pewności jest szczególnie ważne w przypadku historii paranormalnych. Podobną metodę warto stosować również wobec dobrze znanej sprawy Vallecas: czym innym jest istnienie dokumentu czy zeznania świadka, a czym innym interpretacja przyczyny opisanego zjawiska.
Najważniejsze wątpliwości i alternatywne wyjaśnienia
Przez lata wokół Emilcina powstało bardzo wiele hipotez.
Niektórzy autorzy traktowali przypadek jako niezwykle mocny materiał świadczący o realności kontaktów z UFO. Inni sugerowali mistyfikację, niewłaściwą interpretację zwykłego zdarzenia, wpływ sugestii lub późniejsze rozbudowywanie pierwotnej historii.
Najobszerniejszą krytyczną rewizję przypadku przeprowadził Bartosz Rdułtowski w książce Tajne operacje. PRL i UFO. Autor ponownie analizował archiwa, zeznania i historię badań prowadzonych po 1978 roku, pokazując, że obraz Emilcina utrwalony w literaturze ufologicznej jest znacznie bardziej skomplikowany, niż sugerują popularne streszczenia. Pierwsze wydanie książki ukazało się w 2013 roku, a drugie w 2024 roku.
Czy Wolski mógł zmyślić historię?
Nie ma dowodu pozwalającego jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
W literaturze poświęconej sprawie często podkreśla się, że Wolski nie był znany jako człowiek skłonny do fantazjowania i nie zbudował później medialnej kariery wokół swojego doświadczenia.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że jego interpretacja wydarzenia była prawidłowa.
Człowiek może być przekonany o prawdziwości własnego doświadczenia, a jednocześnie błędnie interpretować jego przyczynę.
Czy wydarzenie mogło być halucynacją?
Takie wyjaśnienie bywa przywoływane, ale również nie rozwiązuje wszystkich problemów.
Relacja Wolskiego jest stosunkowo długa, uporządkowana i rozgrywa się podczas aktywności fizycznej w ciągu dnia. Z drugiej strony sam fakt szczegółowości wspomnienia nie świadczy jeszcze o jego obiektywnej prawdziwości.
Pamięć człowieka nie jest kamerą. Wspomnienia mogą z czasem ulegać rekonstrukcji, zwłaszcza kiedy świadek wielokrotnie opowiada tę samą historię różnym osobom.
Czy mogła to być mistyfikacja przygotowana przez inne osoby?
Taka hipoteza również była rozważana.
Jej problemem pozostaje jednak konieczność wyjaśnienia dużej liczby elementów całej opowieści: obecności postaci, obiektu, rzekomej platformy, wnętrza oraz późniejszych śladów.
Im bardziej rozbudowany scenariusz mistyfikacji zakładamy, tym więcej osób i przygotowań musiałby obejmować.
To nadal nie dowodzi wersji pozaziemskiej. Pokazuje jedynie, że proste wyjaśnienie typu „ktoś zrobił rolnikowi żart” nie musi tłumaczyć wszystkich elementów narracji.
Czy późniejsi badacze mogli nieświadomie wpływać na historię?
To jedna z bardziej realistycznych możliwości.
Każdy kolejny wywiad może wpływać na sposób, w jaki świadek organizuje swoje wspomnienia. Pytania badacza mogą sugerować pewne interpretacje, nawet jeżeli robi to nieświadomie.
Dlatego ogromne znaczenie ma nagranie z lipca 1978 roku. Powstało ono stosunkowo krótko po wydarzeniu i pozwala sprawdzić, które elementy historii pojawiały się już wtedy, a które zostały mocniej rozbudowane dopiero później.
Dlaczego właśnie Jan Wolski jest kluczem do tej historii?
Po tak długim czasie od zdarzenia można zgromadzić dziesiątki artykułów o Emilcinie, ale cała sprawa nadal opiera się przede wszystkim na jednym człowieku.
Nie ma fotografii obiektu.
Nie ma nagrania z polany.
Nie ma fragmentu materiału, który można dzisiaj umieścić w laboratorium i zbadać.
Jest Jan Wolski.
Jest jego głos.
Jest sposób, w jaki opowiadał o spotkaniu.
Jest też pytanie, które przez lata pozostaje nierozwiązane: czy opisywał zdarzenie zewnętrzne, które rzeczywiście miało miejsce, czy niezwykłe doświadczenie, które tylko on odebrał jako realne?
Właśnie dlatego Emilcin jest tak interesujący.
Nie dlatego, że „udowadnia istnienie kosmitów”, lecz dlatego, że stanowi przykład niezwykle dobrze zachowanej relacji pojedynczego świadka, wokół której przez dziesięciolecia narastały kolejne warstwy interpretacji.
Podobny mechanizm można zobaczyć w przypadku historii Rudolpha Fentza. Tam dopiero dotarcie do pierwotnych źródeł pozwala odróżnić miejską legendę od jej literackiego pochodzenia. W Emilcinie sytuacja jest odwrotna: tutaj rzeczywiście istniał konkretny człowiek i zachowała się jego relacja, ale nadal otwarte pozostaje pytanie o naturę doświadczenia.
Emilcin dzisiaj
Historia nie zniknęła razem z Janem Wolskim.
15 października 2005 roku w Emilcinie odsłonięto pomnik poświęcony zdarzeniu z 1978 roku. Monument znajduje się w pobliżu miejsca związanego z historią Wolskiego i uczynił niewielką lubelską miejscowość jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów na mapie polskiej ufologii.
Na pomniku umieszczono napis:
„Prawda nas jeszcze zadziwi”.
Dzisiaj do Emilcina można pojechać samemu. W przeciwieństwie do wielu zagadek opisywanych w literaturze paranormalnej jest to więc historia posiadająca konkretne miejsce, konkretną drogę, polanę, wieś i człowieka, którego sąsiedzi rzeczywiście znali.
Jeżeli temat kontaktów z rzekomymi istotami pozaziemskimi jest Ci bliski, zobacz także zestawienie najbardziej znanych relacji o uprowadzeniach przez UFO. Emilcin zajmuje wśród nich miejsce szczególne właśnie dlatego, że przypadek związany jest z Polską i został bardzo szybko poddany badaniom.
Co naprawdę wydarzyło się 10 maja 1978 roku?
Najuczciwsza odpowiedź brzmi: nie wiemy.
Wiemy, że istniał Jan Wolski.
Wiemy, że w maju 1978 roku opowiedział niezwykłą historię.
Wiemy, że jego relację zaczęto dokumentować stosunkowo szybko i że dwa miesiące po zdarzeniu nagrano jego głos.
Wiemy również, że na miejsce przyjeżdżali badacze, rozmawiano z mieszkańcami i opisywano ślady zauważone w terenie.
Nie wiemy natomiast, czym były istoty widziane przez Wolskiego — jeżeli rzeczywiście znajdowały się tam w sposób obiektywny.
Nie wiemy, czym był opisywany przez niego obiekt.
Nie mamy materiału fizycznego, który pozwalałby dziś potwierdzić wersję o technologii pozaziemskiej.
I nie mamy również dowodu, że Jan Wolski świadomie wymyślił całą historię.
Być może właśnie dlatego przypadek z Emilcina przetrwał tak długo.
Jego największą tajemnicą nie jest srebrny statek ani „zieloni ludzie”.
Jest nią 71-letni rolnik, który pewnego majowego poranka wrócił do domu i zaczął opowiadać rodzinie historię, której do końca życia nie zmienił.
Czy rzeczywiście wszedł wtedy do nieznanego obiektu unoszącego się nad polaną?
A może wydarzyło się coś zupełnie innego, co dopiero później zostało opisane językiem UFO?
Po niemal pięciu dekadach Emilcin nadal nie daje łatwej odpowiedzi.
Bibliografia
- Zbigniew Blania-Bolnar, Zdarzenie w Emilcinie, Pandora Books, Łódź 1996.
- Zbigniew Blania-Bolnar, Obecność UFO, t. 1, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1988.
- Bartosz Rdułtowski, Tajne operacje. PRL i UFO. Emilcin 1978 – archiwa – świadkowie, Technol, Kraków 2013; wyd. 2: 2024.
- Ireneusz Hurij, Emilcin 1978–88. Retrospektywne spojrzenie na CE-III, Wrocław 1988; uzupełnienia wydane później jako suplement.
- Henryk Pomorski, Krystyna Adamczyk, Rozmowa z Janem Wolskim z Emilcina, nagranie wykonane 6 lipca 1978 roku – pierwotne świadectwo głównego uczestnika zdarzenia.











